suka … marna …

oczy duszy …

umarły …

już nie krążą ponad światem …

one zniknęły w nieskończoności …

ramion, tych kolejnych …

pachnących aromatem cudownej ułudy …

tonę we łzach …

nie mogę, nie chcę …

a zszarpuje maski, podkłady z półek dni …

wychodzę …

znów gram …

a one zapadają się …

głębiej w ciemność …

sanktuarium zła …

Twój szybszy oddech …

szuka …

odpowiedzi …

zerkasz w płynnym biegu uniesień …

i pusto …

nie mam ich …

zaparkowały w przeszłości …

wyję tak niezauważalnie …

pomóż mi …

demonie …

oddaj dotyk łez …

blask ust …

daj mi …

wytatuuj mi prawo …

nie, niczego pamiętam …

gdy patrzyłam …

teraz to tylko zaklęcia …

mrzonki zatraconej …

boje się …

że zabiję …

siebie …

chimery szept …

zabierz mnie …

tam do niego …

w stan nieważkości …

kolorowy sen …

a ja …

kocham ten stan …

odrzucone przyciąganie …

nie muszę widzieć jak …

bawisz się ciałem …

też nie muszę czuć …

gdy rozrywasz znikające blizny …

nie otwieram oczu …

zasypiam …

oczekując …

na kolejną ofiarę …

może on …

mnie uwolni …

wzniesie mnie w upadłe niebo …

wraz z nim …

odszukamy ciemnych oczu duszę …

powieki bezpieczeństwa opadną …

i On zabije mnie …

modlę się …

wino …

takie słodkie …

rozkoszne …

spływa …

pieści usta …

rozbudza zmysły …

pomaga żyć …

ono zabiera …

mi wszystko …

wybaczy …

moje piekło …

jestem już, tak daleko …

i …

zła …

wyzbyta …

Waszych szeptów …

nie ma nic we mnie …

codziennie chcę …

krwi własnej, Twojej …

zabijam siebie …

psuję się w słonecznym uśmiechu …

drwię …

miłość to diament …

każdy szlif słów …

kształtuje brylant …

gest ust rysuje …

spojrzenia ukryte …

odrywają czystość …

śmieją się inkluzje …

jakość spada …

bezcenność staje się brudnym uniesieniem …

boję się …

bo znam zasady szlifów, barw …

a …

brzydzę się …

tym co mogę mieć …

tylko sączę słodki ból …

On …

On …

pragnę …

fizyczność …

nie wiem …

instynkty …

tym jestem …

poluję …

zdobywam …

delektuję się …

i …

znikam …

takie to smutne …

zło …

uwielbiam …

sŁony kryształ …

posmak …

i …

nic …

ale …

dlaczego …

ten mrok …

uzależnił …

odebrał …

cisza pustki …

mieszanina barw …

cielesna perfekcja …

koci gest …

zniewala …

oszukuję …

mruczę dłońmi …

ekstaza …

i …

tylko …

szał dotyków …

moment w mroku …

zatracę Ciebie …

w …

tańcu …

zmysły …

gorzeją mną …

drapią czerwienią …

jej pragnę …

uzależniony drapieżnik …

pomóż mi …

naucz …

czuć …

karma …

bawiłam się …

Tobą, Wami …

oddawałam to,  co Ja chciałam …

nie było …

prawdy …

prowokacja …

udawana uległa …

tak wyrafinowana w okrucieństwie …

pływałam w swoich mrocznych łzach …

nie dotykałeś nawet strachu …

im głębiej tonąłeś …

panowałeś …

nad niczym …

byłam wolna …

zmanierowana suka …

pusta …

wyzbyta …

zabawiałam się sobą …

każdego dnia …

kierat bólu …

bez serca …

bez westchnień wstydu …

taka scena …

codziennością …

grzech pychy …

zatrasciłam dotyk …

każdą nocą …

cokolwiek mogłam mieć …

skazałam się …

chciałam …

rozdarcia duszy …

piekła umysłu …

samotna …

taka silna …

podła …

w tej postaci żyłam …

bez lęku …

siły resztki …

przylepione do ciemności oczu …

a teraz …

co to ma być …

boli …

boję się …

osunęła się …

mała szczelina …

skowyt piekący …

szaleństwo myśli …

łzy są słone …

jakby prawdziwe …

kolejne upodlenie …

czy

właśnie …

czy co ?

to nie istnieje …

tego nie ma …

to fantazje idiotów …

naiwnych rozkochanych w bajkach …

nie znam ….

tego …

to nie dla mnie …

los …

mąci mnie …

zaciska usta …

kpi ze mnie …

tak, nie chcę …

lęk rozdziera wciąż …

nie chcę …

tak …

cierpieć …

chcę po swojemu …

gdy boli śmiech …

a teraz …

to syczy …

karma …

wraca …

wiem …

muszę zapłacić za siebie …

chłód,

ale …

dlaczego …

muszę odpłacić …

nią …

jej,  nie ma prawda …

nie wierzyłam w nią nigdy …

a teraz …

łąpie za gardło …

kpi ze mnie …

nie chcę …

kochać ….

nie umiem …

karma ….

podróż …

 

jestem daleko …

włóczęga emocji …

fortelem złapana …

pasja czy srebrniki …

galicyjskie rozdroża …

esploatacja westchnień …

nie wiem …

nie rozumiem …

nie znam …

obca …

alienacja …

żwir bolesny …

ociera łzy …

chyba …

furmanie swój los …

pijany ze mnie woźnica …

paranoiczne ulice …

dziwaczność narasta …

lustra odbicie –  pejzaż indyferencji …

apostolstwo pychy …

ten artystyczny amok wokół …

wymęczony, napuszony …

śmieszny …

kościec agonii …

ja …

ciągly problem …

wyborów …

ciągły smutek …

zastygam samotnie …

autorski program …

udaję …

uśmiecham …

tak, oczywiście …

indukcja galicji …

ejże …

wyzbywam siebie …

 

 

 

Smaczek …

Nie sądziłam, że tutaj jeszcze kiedykolwiek wrócę …

A jednak …

Nigdy, nie mów, nigdy …

Mimo wolności …

Mimo wyzwolenie …

Jestem …

Bo ?

Życie to wspomnienia …

I nawet, gdy uciekasz …

To …

Gdy, zamykasz …

Wyrzucasz klucze …

Zakładasz kolejne kłódki …

One czychają …

W cieniu …

Zimne i odrzucone …

Odrażające realnością …

Nie zapomną …

Nikomu …

Czasu minionego …

Nawet mi …

Słowo …

Wymazać …

Nie odbiło się …

Białą kartą …

Tusz …

Tamtej siebie …

Tamtych szeptów …

Rozlany pozostał …

Głęboko pomiędzy liniami …

Papilarnymi serca …

Ocierając …

Uwiera oczy …

Nie płynie słonymi łkaniami …

Nie pulsuje utraconymi taktami …

Acz wzdryga …

Irytacji kęs …

Muzyka …

Melodia zakłamana …

Skrzywiony tłum …

I Ja …

Zaskoczenie niedowierzania …

Wprost krzyczące …

Tak, tak żyłaś …

Taki to był kolaż …

Uśmiechem bólu …

I …

Dziś się dziwisz, oburzasz …

Karcisz zmysłami …

Jestem …

Tu i teraz …

Na tym piętrze życia …

I chce …

Wyżej …

Wyżej …

Szybciej …

Deszcz schodów …

Tam …

Idę …

Tam …

Jest …

Nie wiem co …

Ale …

Wspinaczka losu …

Nie upadaj …

Nie potykaj się …

Nie teraz …

Nie możesz …

Przegrać …

Siebie …

hm ..

Łąka emocji …

Wolność wiatru owija talię …

Tulę się do stóp …

Napawam zapachem …

Trawy uderzają miękko …

Raniąc pośladki …

Wtapiam się w okolice …

Nie robię nic …

Oddaje się …

Zniewolenie prawdziwe …

Otwieram oczy …

Przeglądam księżyca zaćmienie …

Czerwień maków …

Dotyka dłoni …

Podoba się, nęci …

Czy to z wyrafinowania …

Czy to z zemsty …

Oddałam …

Nie mów …

Nie chcę nic w zamian …

Mam własność w mojej garści …

Pochyl się ….

Krystaliczna Pani …

Chmielowa Panienko …

Padam na kolana …

Oddając Ktosia, Wam …

Cieszycie się moją przegraną …

15 letnią wojną …

Jestem zmęczona …

Jestem pokonana …

Ocieram twarz z bólu …

Bólu złości ….

Ktosia słabości …

Mojej beznadzieji czyściec …

Czas zapłakać …

Obmyć smród obrzydzenia ….

I wstać …

Iść ….

Tam …

Czyli, gdzie …

Jak odnaleźć siebie …

W 15 letnim gąszczu …

Tak, przemyślnie poplątane zmysły …

Gdzie koniec mnie …

Gdzież początek tamtej Jej …

Wybuch …

By, się przydał …

Ale, nie można …

Wymazać dotyków, słów, snów, marzeń …

Ni też posmaku porażki ….

Czym wypłukać usta …

By, umysł odświeżyć …

Ot, tak …

Już, tu i teraz …

Leżę na arenie zakłamania …

Wokół …

Krzyk … winna …

Śmiech … winna …

Nie mogę już …

Nie mam sił …

Wybacz Ktosiu …

Kocham …

Na zawsze …

Lecz moja miłość …

Jest zbyt słaba …

Byś otworzył oczy …

I zrozumiał …

Pokochał siebie …

Żył dla swojego życia …

Otrzepał kłamliwe złudzenia …

Ja nie poklepię Ciebie po plecach …

Jak oni …

Jak Ci …

Wokół niby kochający, Ktosia …

Ja już zawsze …

Będę …

Podłą …

Zła …

Nią …

Krzycząco głośno ….

Ktosiu !!! Giniesz w ramionach chmielowej i krystalicznej Panienki …

Odbierają Tobie, Ktosiu …

Z każdym dniem człowieczeństwo …

Szacunek dla uczuć wyższych …

Upadasz za ich przyzwoleniem …

A to niby Oni Ktosia kochają …

Absurd …

Moi mili …

Stańcie …

I spójrzcie w swojej odbicie …

Samotnie, bo wtedy może będziecie prawdziwi …

Uczciwi …

Tak się nie kocha …

Tak się zabija …

Breja to Wasze sumienie …

Wole milczeć …

Niż słuchać waszej kłamliwych frazesów …

Kliniczna choroba to ślepota na zło …

Ktoś, to teraz Wasze sumienie …

Mnie już nie ma …

Powrót …

To, co chcesz …

To, czego pragniesz …

To okrucieństwa siła …

Oddasz jemu moją …

Delikatność wierności ust …

Wkraczasz w piekło …

Rozdzierasz rany …

Pamięć zapomnianą …

Bynajmniej …

Obudziłeś mrok Uległości …

Wkraczasz w nieznany świat …

Ja przerobiłam wiele nut …

Wiele akordów …

Które …

Zaciskały obroży niewinność …

Noszę ją do dziś, dumnie …

I …

Moje oczy …

Otwarte …

Wpatrywać się …

Szeroko …

Bez mrugnięć zawstydzenia …

Poczujesz …

To, co Ja …

Odczytasz w oczach mych …

Nie igraj z wyższą szkoła Su …

Ja, oddana już …

Za karę …

Za pychę młodości …

Oddałam siebie …

Otworzyłam emocjonalnie jego ból …

Oddając swoją prawdę …

Bólu …

Odrzucenia …

Innego dotyku …

Obroży zdrady …

Schematy upadły …

A …

Moja niewinność …

Złamała jego dominację …

Ile …

Zniesiesz …

Rozpaczy …

Skomlenia …

Ile …

Zniesiesz …

Wiarygodności …

Zmysłów …

Gestów …

Przecież …

To, dla Ciebie …

Księżyc …

Z którego …

Mam …

Zejść …

Nie ma szans …

By nawet …

Daemon …

Nie krawił …

Z rozkoszy …

Moich oczu …

Przyznając że …

Ekstaza …

Możliwa …

Tylko gdy …

Jest prawdziwy ból …

Czystości schematów …

Nie nakazuj …

Tego …

Błagam …

Nie jestem …

Gotowa …

By, skłamać …

A …

To jedyne …

Co …

Ukoi …

Twe pragnienie …

Zdobycie kłamstw …

Bo …

Ja …

Tego …

Nie dam …

I …

Sam dokończyć musisz …

Bezkarni …

Hm, mała dywagacja …

Nad bezkarności smakiem …

Wiem, Ktosiu, że nie mam serca …

Tak, osadziłeś mój stan …

Więc, żadnych odruchów …

Czułości, wrażliwości, emocjonalności …

Bo, przecież, tak winno być …

Czyli, też brak sumienia …

Czyli …

Jak odnaleźć …

Równowagę …

Pomiędzy tyloma słowami …

Za grzeczna, za porządna …

Pragnąca miłości …

Gdzie, ta prawda …

Sama, chyba nie znam odpowiedzi …

I co …

Chaosik …

Lekki syf …

A co najstraszniejsze …

Jestem …

Właśnie, taka …

Zbyt pomieszana …

By …

Karcić …

Swój …

Smak …

Może zatraciłam się w grze …

Trochę poranionej rozsądkiem chorego …

Tylko, skąd …

Taka wiarygodność w zdwojeniu szału …

Przebudzenie toczy …

Narząd pompujący stalowy obieg …

Tylko głupcy są bez strachu …

Jestem nim …

Podniosłam kark …

Zbyt wysoko …

Konsekwencja …

Nowy trend …

Ból budowania ciała …

Zacięcie zaawansowane kwasem …

I …

Ja znam scenariusz …

I głębiej …

Tym, większy …

Głęboki bezstrach …

Przyjemność …

Gdy, dominujący splot …

Duma …

Pokornie posłuszna …

Gdy, siła …

Smaga …

Wnętrze …

Nakazuje …

Oddanie bezwzględne …

I oby …

Nie zachwiana była …

Bo, przewrotność oczu …

Pokłoniona …

Czujnie …

Oczekuję …

Krwi wygranej …

I kolejne rozdwojenie …

Poddanie, jakie …

Nie … udawane …

Więc …

Skąd, to krwiożercze pulsowanie …

Nikt, nigdy …

Nie zaczepił lejcy …

Posiadania …

Więc …

To brak pokory …

Na końcu …

I tak ciemne oczy …

Są krwawe od potęgi …

Mojej własnej …

Ta bezkarność …

Zostania sobą …

Cierpliwość …

Udowadniania …

Chwili niewoli …

Wiarygodnej natury …

I …

Eksplozja wilczej siły …

Po,co to …

Stal …

I …

Chora gra …

I Ja …

Ponad Wami …

Dominującymi szydercami …

Bawiłam Wasz mrok …

Uwielbiam ten schemat …

Tonę w otchłań …

Bezdechu …

Łamiąc wstyd …

I …

Koniec …

Na czterech łapach …

W krtani …

Bezkarność …

Czekam …

W Wilczym dotyku …

Na …

Przegraną …

By …

Łzy, były znów …

Prawdziwie rozkosznie słodkie …

I …

Bym, choć …

Raz …

Nie sączyła ponownie goryczy …

Zdobycia …

Swojego przekleństwa …

Stali bezkarnego serca …

Bo, to mnie żywi …

Moją nicość …

Moją niezależność okrucieństwa …

Wobec, siebie …

I zabiera …

Innych w samotnie …

Kochania mnie …

Rag of snow …

Siedzę w kącie …

Słucham …

Topniejący śnieg …

Tak szmerem odchodzi …

A ja słucham …

I rozumiem …

Kod spadających …

Krople …

Ciężkie …

Głośne …

Wbijają we mnie prawdy szept …

Nie bronię się …

Przed ich aromatem …

Przełykam …

Prawdy sztylet …

Nie uciekam …

Poddaje ciała miekkość …

Wbijają się w osocze strachu …

Nic ńie czuję …

Chcę zeszmacenia …

Swoich czasów …

Nadszedł ten czas …

Bezwladnie upajam się …

Nie mam tam ramion …

Jest pusto …

Cisza żądzy …

Nie pozwól …

Na sumienie …

Bo zniszcze Ciebie …

Tak …

Ta grzeczna, porządna …

Odbierze wszystko …

Zatopiona w Twojej krwi …

Zmieni się w flamę …

Taką …

Zimną …

Ociekającą perwersją …

Nie rób mi tego …

Bo posłusznie …

Zabiorę delikatność …

I zabiję siebie …

Na zawsze …

Trawiąc swój byt …

Zniszcz mnie …

Ot tak …

A ja wolnością …

Pokocham swoje usta …

Te, które teraz …

Należą do bezwglednej Rag …

Narkotyk …

Znów …

Nostalgii smak ..

Dotykam …

Atłas wspomnień …

Głodzę oczy …

Twoim uśmiechem …

Kiedy tylko chcę …

Nie widzę nic …

Bezruchu bezdech …

Powietrze w oczach …

Ciemnieją …

Demonicznie krążą …

Po ciele …

Zsuwają szal wstydu …

Podsycają odrzucenie nienawiści …

Wobec cielesności …

Wiatr …

Posłuszeństwo porzadności …

Nie słyszę …

Obelg wewnątrznych wrzasków …

Kołysze mnie …

Mrok dłoni …

Pełnych nieoczekiwania …

Niepewności, czy jutro …

Bedzie nadal …

Ciemności smak …

W moich snach …

Ćma …

Taka spragniona …

By, przez ból …

Poczuć …

Nawet, gdy płonie …

Wygraną …

Bo …

Słowa piosenki …

Czym jestes ?

Chwilą bez znaczenia …

Czego mi nie mówisz ?

Prawdy o sobie …

Bo …

To niepotrzebne …

Oddaj to o co błagam …

Obiecywałes piekło …

Czekam …

Nie na potępienie …

A na reanimację …

By nigdy już …

Ran nie było …

By pustka …

Krwawiąc …

Oddała dotyk …

Ty …

Zapomnij o kontroli …

Mimo wyobrażenia …

Taka nie jestem …

Ja to, Diva do wynajęcia …

Z kilkoma oskarami …

Za charakteryzację siebie …

Dotrzymaj słowa …

Zabierz mnie na kraniec zła …

I …

Oddaj przysługę …

Tylko o to …

Klecząc u Twoich stóp …

Błagam …

Pytania, pytania …

Wiele pytań …

I wiele odpowiedzi …

A ja nadal …

Pytam …

Szukam …

I szukam ram …

Byłam w takich miejscach …

Jakich inni …

Nie znają …

Pytałam …

Nie zaspokoiłam …

Ciekawości …

Czy ta schizofrenia upadku …

Da kiedyś zwykłość Innych …

Nie czuję nadal …

Wracam …

Do zapomnianych kątów upodlenia …

Po co …

Bo łaknę …

Adrenaliny bólu …

Co chcę udowodnić …

I komu …

Byłam wilkiem …

A teraz …

Ćmą …

Trzepotem ust …

Zbieram nektar związania …

Szukam silnego …

Bicza …

Odbierze mi …

Wolność …

Zmusi do oddania …

Swojej woli …

Fizycznej obroży …

Nietypowe sytuacje …

Nietypowe zabawki …

Wsród Innych …

Uśmiech …

Na żądanie …

Poklon nie wymuszony …

A naturalny …

Posłuszeństwo cielesnej niewoli …

To absurd …

Smak gorzki …

Zatoczy wokół nadgarstków …

Ślad naznaczenia …

Pod apaszką …

Obroża z jego imieniem …

Oczekiwanie …

Czy mogę …

Błagam o pozwolenie …

Ale …

To wymaga …

Potęgi Twojej …

Bym …

Mogła …

Ostatni raz …

Otrzymać odpowiedz …

Na pytanie :)

Kim jestem …

Dziwne …

Bosko …

Takie …

Pogodzenie …

Jestem …

Wiem …

Już wiem kim …

Nie ubieram masek …

Bawi mnie …

Wieczór …

Za kierownicą …

Z pochyloną głową …

Nie tłumaczę …

Siebie sobie …

Drąże konsekwentnie …

Swój kręgosłup …

I …

Opływa mnie sumienie …

Smakuje sytuacji nasienie …

Im głębiej …

Upadam …

Tym …

Ulegam …

Nie walczę …

Bo o co …

Bo po co …

Jest blogo …

Cała reszta …

Sceny …

Pordzewiała …

Diva …

Umarła …

Sens roli …

Zatracił swój krzyk …

Pragnę …

Bólu …

Daj mi go …

Fizycznosc …

Jest Twoja …

Chcę ran …

Chcę błagac o litość …

Duszy …

Nie oddam …

Choć jej nie chcesz …

Dotyk …

Namacalność …

To Twoje pragnienie …

Im bolesnej je weżmiesz …

Ukoisz skowyt …

Im bardziej …

Poczuję …

Dziwkowatość momentów …

Sama upomnę się o duszę …

I zwiążę …

Starym kodeksem …

Zniewolę …

I zaskakuję w oddaniu wiecznym …

Dominy rozsądku …

Lecz …

To proces …

Ktory bedzie trwał …

Dopóki ktoś …

Odbierze …

Kobiecość …

I odda …

Dziwkę …

Pustą …

Odartą …

Z Delikatności ust …

Puk, puk … Kto tam ? Pan 2013

Witaj …

Maestro …

Odwiedzasz …

Czy …

Porywasz …

Na wieczność …

Nie …

Moja Su..

Budzę …

Twój …

Instynkt …

Twoją zależność …

Kobiecość …

Delikatność …

Twoją posługę …

Chcę Ciebie …

U mych ramion …

U brzegu ust …

Idealnym szeptem …

Eterycznym jękiem …

Markiza nauką …

Nikczemną władzą …

Ja, Maestro …

Wiem …

Kim jesteś …

Moja władza …

Nakazuje …

Nie odmówisz …

Posługi prawo …

Niepodważalne …

Miękko ociera sie w Twoich oczach …

Zbyt długo Su …

Senność otulałaś …

Czas służby …

Powstania …

Smycz delikatności …

Pejcz drażliwej kobiecości …

Kolana oddania …

Kąsanie erotyzmu …

Ceremonia przeobrażenia …

Wzrastasz potęgą …

Rozpłwają się …

Kobiecy zapach …

Tak gwałtownie …

Uwodzi …

Wędruje w nich …

Emanuje …

Taka Maestro wola …

Nakaz ruchu bioder, ruchu ust, szelestu oczu …

Chce mojej Su …

Nieprzewidywalnie pociagającej …

Prowokującej ich żadzę …

Do granic pohamowań …

Bryluj, wódz na pokuszenie …

Otwórz siebie Su …

I gdy …

Oni …

Czując to co będą czuli …

To co będą pragneli …

Myśląc, że mogą Ciebie posmakować …

Mijając ich słowa …

Jednym słowem …

Będziesz moja …

Bo posłuszeństwo ciała …

Bo duszy wiedza …

Bo makiaweliczne szepty …

Smak Uległości …

Jęk deklikatnosci …

Kobiecy łuk orgazmu …

Należy …

Do Maestro 2013 …

Ja Twoim jedynym …

Właścicielem …

I Ty moja Su …

Będziesz …

Wzrastać …

We mnie …

I dla mnie …

I łasić się …

Gdy …

Na to pozwolę …

Płakać gdy zapragnę …

Więc …

Czekaj …

Bo tak chcę …

Odliczaj każda sekundę …

Czuj tęsknotę …

Tak boleśnie …

Narodzenie …

W bólu chwil …

One minęły …

Analizuj każdy znak z ciała …

Nie, nie wolno …

Zamknąć Tobie oczu …

Nie masz prawa …

I nie zrobisz tego …

Bo znasz zasadę …

Ja Twoim Maestro …

I oddychasz moim zadowoleniem …

Więc …

Licz …

I rozkwitaj …

Chcę idealnej Su …

Takiej której pragną do szaleństwa inni …

A która tylko zamyka dla mnie oczy …

Gdy mdleje z rozkoszy …

Bo, to prawo próżności Twojego Pana …

Absurd

Kiedy nic nie czuje …

Gdy bawi mnie smak łez …

Gdy ból, rozkoszny policzek …

Unika rozumu …

Kim ja jestem ???

Absurd poniżenia …

Płaczę …

Nie patrzę …

Nie mówię …

Bo …

Po co …

I tak …

Obok …

Puste umysły …

Nikt …

Kurwa …

Nikt …

Tego nie zrozumie …

Skoro …

Gwałt …

Mnie bawi …

Ból fizyczny …

Bezsens …

Nie czuję …

Płaczę …

Bo …

To nie boli …

Upodlenie …

Nie boli …

Porzucenie …

Nie boli …

Śmieje się …

Z Ciebie …

Z Twojej bajki …

Nie ma rozumu …

Zasnął …

Chemicznym snem ..

Nic nie rozumiem …

Tylko śmiech …

Nawet …

Aniołów szept …

Rozwiany trzepotem skrzydeł …

To nic …

Zbyt wiele wiem …

Zbyt wiele widzę …

Nawet czerwień …

Wyblakła …

Kim jestem …

Nie wiem …

Patrząc w Twoje oczy …

Znów …

Wygrałam …

A Ty …

Pozwalam …

Uciekaj …

Bo …

Zniszczę Ciebie …

Przelykając …

Łzy …

Salutuję …

Jesteś …

Zbyt młody …

I fizycznym karceniem …

Zywisz …

Mój …

Absurd …

Żegnaj …

Koniec …

Pan Mikołajek :)

Pan Mikołajek przychodzi tylko do grzecznych dziewczynek , prawda Panie …

Więc, obiecana zemsta …

Zawsze dotrzymuje słowa …

Panie, Mikołajku …

Każdy z nas …

Ma swoją naturę …

Możesz ją nienawidzić …

Wstydzić …

Ukrywać …

Codziennie całować w lustrze hipokryzji twarz ..

Bo, nie masz odwagi …

By, żyć …

Jak nakazuje Tobie urodzenie …

Boisz się …

Wiekszość próbuje być w normach społecznych …

A Ja, to od zawsze olewam …

Nauczyłam się …

Celowo inspirować …

Innych …

Tak smutnie …

Nieświadomych …

Umiem uśpić swoją naturę …

Kontrolować ją …

Lub …

Zapominam o niej …

Gdy …

Muszę …

Gdy, Białe Kitelki …

Odbierają mi kobiecość …

I toczą krew …

By, przy mnie udawać zmartwienie …

A, tak naprawdę …

W mój obieg przez dwa lata…

Wbijają fiolki sterdów, hormonów …

I oprócz kobiecości …

Narzucają …

Chemiczne obrzydzenie …

Które, od lat odbija się w lustrze …

Wbija się we mnie ….

Nadwyżka ciała poszarpana …

Tak, Panie Mikołajku …

Mimo wyrafinowania …

Myśli …

Pozostaje rozbudzić nacjonalizm …

Swoich pragnień …

I nagle …

Okazuję się …

Że unieruchomienie …

Przegrywa z moim totalitarnym westchnieniem …

I …

Natura …

Podrywa się …

Powoli …

Rozsądnie …

Konsekwentnie …

Wg schematu …

Bez odstępstw …

I , gdy …

Pan Mikołajek …

Uderza …

Poniża …

Poszarpuję …

Nakazuje …

Kolana pięką …

Przyszedłeś, bo Panie …

Tak pragnęłam …

Jesteś, moją pokusą …

Bo, zbliża się moja wolność …

Od niebieskich sal …

Od Kroplówek zmiejszających poziom estetyki ciała …

I dlatego przyszedłeś …

Zimno było …

Prawda, Panie Mikołajku …

Od lat w uśpieniu …

Bo, tak chciałam …

Nie napiszę …

Jaką mam naturę …

Pozwolę Tobie, Panie …

Zasmakować …

Smaku dzikości zła …

Św Augustyn nazwał moja naturę diabłem …

Dzisiaj …

Moja natura postrzegana jest …

Jako symbol nieskrępowanej wolnosci …

Przekształcilam się w moją naturą …

Oczywiście przy udziale diabła … Idiotyzm postrzegania ludzi …

Strach …

Przed bezwzględną strukturą …

Z żelaznymi zasadami …

Każdy kto ma naturę, jak Ja …

Odnajduję swoją hierarchię …

Ustala plan …

I chodzi tylko po liniach prostych …

I zawsze …

Osiąga swój ideał …

I wiosną jak przystało w mojej naturze …

Odbuduję powierzchowność …

By …

Drapieżnie znów czuć …

By …

Ofiary …

Były …

Tak jak kiedyś …

Zapatrzone w moje oczy …

Które ….

Dziś …

Gdy smagasz mnie …

I warczysz na kolana suko …

Są, zamknięte …

Nie znasz mnie …

Choć, Pan Mikolajek …

Powinien wiedzieć …

Wszystko …

Brakuje Tobie instynktu samozachowawczego …

Brak pokory …

Wiara w swoją niezależność …

Władzę …

Siłę …

I ta tajemnica, twoja Panie …

Mało akceptowalna …

Wsród kobiet współczesnych …

Niezależnych …

Wyzbytych ograniczeń …

Uległości …

Ceniących dobrobyt …

Monety, blask blachy …

Plastik …

Udawanie …

One, nie znają …

Słów Markiza de Sade …

„Jedyna droga do kobiecego serca wiedzie przez udrękę.”

Nie rozumieją …

Chyba, że …

Usłyszą brzdęk monety …

Będą nadal …

Grać …

Bo, ból …

Jest do wyuczenia ..

I Pan Mikołajek …

Przychodzi do grzecznych dziewczynek …

Jego cięte złośliwości …

Irytują …

Przypominają …

Lecz, nie ranią …

Wiesz już …

Dużo …

Panuję na odruchami …

Prowokuję …

By razy …

Były silniejsze …

I Panie Mikołajku …

Jesteś mi potrzebny …

Bym …

Znów …

Rozsmakowała się …

W zatraceniu …

Bezwzględnym …

I nadal nie rozumiesz …

Co piszę, Panie …

Gubi Ciebie …

Brak pokory …

Prawda …

To jest zderzenie …

Twojego Panie …

Świata …

Gdzie wg Ciebie jest wszystko na wyciągniecie ręki …

Z tradycją B..M

Z ideologią …

Znasz węzły, wiązania…

A co z …

Mumifikacją w B..M …

Mój, Panie Mikołajku …

Trafiłeś …

Ból, upokorzenie …

RACK …

to moja natura …

Sub … To znaczenie słowa znam od lat …

I to jest dla mnie naturalne …

Nieodłączne jak oddychanie …

A bycie Subem …

Zobowiązuje …

Więc …

Witaj …

Mistress …

W moim świecie …

Który bezwzględnie …

Prowadzi mnie od lat …

Do upodlenia …

A Ciebie …

Może zniszczyć …

Bo tam …

Poszanowanie tradycji ..

Bezwzględne …

Zaskakujące spotkanie …

Są miejsca …

Gdzie zawsze jesteś sama…

I tam zawsze jesteśmy równi …

Wobec …

Nie dla ludzi …

Tam panują białe kitelki …

Z mocą niemalże boską …

Pokorą igły …

Czekamy …

Leżąc kroplówki odsłaniamy strach …

Ile jeszcze …

Ile damy radę …

Ile wytrzymamy …

Niektórzy jeszcze modlą się …

Inni bezmyślnie błądzą po nadziei wenflonów …

A inni płaczą krwawymi żyłami …

I tam nikt nie wywyższa się …

Nie przedstawia się …

Bo po co …

Dla choroby …

Jesteś …

I śmieję się z Twoich …

Niepokornych zadufań …

Twoje osiągnięcia …

Kariera zawodowa …

Willa z basenem …

Piękne szybkie kobiety i ich usta w błyszczących autach …

To bezsensu dodatek …

Gdy ona Ciebie otoczy …

Bierze co chce …

Nie docenia ….

Nie boi się …

Nie wycenia …

Tylko rozwija się …

Niekiedy odpuści …

A niekiedy …

Zabiera Tobie życie …

Bo mam taki kaprys …

I bezwzględnie …

Udowadnia …

Nam …

Równość …

Wobec niej …

Pokornie …

Podjesz rękę …

By wkuła swoje kły …

Odurza Cię spirytusowym odkażeniem …

Rozbiera z pychy rozwoju …

I nagle …

Wchodząc na salę ciszy …

Mojej wybranej samotności …

Leży tam ktoś …

Taki cichy …

Eksplodującej samotności nabieram łyk …

Mówię dzień dobry …

O, Biały Kitelek …

Już …

Kładę się …

Od lat na tych salach …

Widzę …

Nas …

Gdy samotnie leżymy …

Nie czytamy …

Nie słuchamy muzyki …

Tylko cichutko …

Oddajemy Jej milcząc …

Poklon …

Bezwzględne oddanie …

Bo być …

Może nie zauważy mnie …

Przeoczy …

I wyciekie z ciała …

I odda zdrowie …

Ale Ona mnie uwielbia …

A ja jej służę …

Bez wyrzutów …

Doceniam siłę władzy …

I na dzisiejszej sali …

Milcząc …

Napotykam wzrok …

I omdlewam …

Cóż droga klinika …

A Ja pupilek Białego Kitelka …

I spotkanie niesamowite …

On …

Kwiam głową …

I wyobrażam sobie …

Jaki mam głupi wyraz twarzy …

Odwracam się …

I milczę …

Bo co mam powiedzieć …

Dasz mi autograf …

Bądź lubię twoją twórczość …

No absurd…

Wchodzi Biały Kitelek …

I chyba zaskoczony …

Że …

W końcu mam kompana …

A niegrzecznie znaczę swój teren …

Brak gościnności …

Biały Kietelek żartuje …

No cóż …

Dla niego to naturalny aspekt …

Życia …

Które ratuje …

Głupi uśmiech …

Jak zawsze …

Uwielbiam Go …

I tak samo nieznoszę …

Znów …

Tylko kap, kap, kap …

I pozostało 50 minut …

I dziwne …

Ale liczę …

By on wyszedł …

Już, teraz …

Bo miejsce spotkania …

Odbiera mi chęć by …

Zapytać …

A pytania szaleją w moich ustach …

Nie o chorobę …

Nie o przyczynę …

Ale o teksty …

O jego inność …

Czy wie …

Co się dzieje …

Gdy on w fleszach oklasków …

Stoi na scenie …

A my zatracamy się …

W barwach szaleńca emocji …

W głowie nucę …

Tak znane mi słowa …

I tak odekwatne do białej kapiącej sali …

Czas kapania, dłuży się …

Poruszył mnie znowu …

Tak milczący …

Szał …

Płaczę …

Nie rozumiem …

Dlaczego Ona …

Nie uszanuje niczego …

Nie rozważa za i przeciw …

Przecież On …

Porusza masy …

Dając milczenie chwil …

Chloniemy, może nawet rozumiejąc …

A On leży obok …

Kap, kap …

Hej, może coś powiesz …

Wyrywa mnie z zatracenia .,.

Tylko co …

Gdy od lat …

Milcząc …

Uciekam przed nią …

I znowu mój wyraz twarzy …

Tym razem wybucha śmiechem …

I ja z nim …

Przecież on to nie moim inni milczący kompani …

Co mam zacząć …

Ile chorujesz, ojej …

Typowe pytania przerabiane od lat …

Chyba tutaj nie pasują …

Więc …

Odpowiadam …

Nie wiem co mam powiedzieć …

Czy zadać pytanie …

Z innej puli glupkowatych …

Podoba sie Tobie Poznań …

I znów wybucha śmiechem …

I tu się zaczyna nasza dyskusja …

Omijamy …

Obrażajac Jej wielkość …

Zapominamy o jej krolestwie …

Kap, kap śmiech …

Piszę …

Bo dałam słowo …

Omawiamy nasze mroki zakamarków …

Ja i mój blog …

On i jego teksty …

Wow …

Czujemy …

Jakby słowa …

Wypełniały bliskość białości …

I kap, kap Jego …

Wyschło …

Biały Kitelek …

Zapraszam do siebie …

A Ty …

Czekasz na …

Mnie bo jesteśmy …

Tacy samotni …

I bezbronni …

I strach we dwoje …

Lepiej smakuje, prawda :)

Miło było poznać …

I do następnego kap, kap …

Biały Kitelek …

Zmuszony do zapisu …

Kap, kap moje …

Kap, kap Twoje …

To transfuzja krwi słów …

I …

Pamiętaj …

Kolejna białość …

To scena …

Odrobić …

Zadanie …

Chyba zapominamy …

Czyje to królestwo …

Oby nasz cyrk …

Epitetów …

Nie zesłał …

W samotności odejścia …

I tu chciałabym zacytować …

Twoje słowa …

Ale nie zrobię …

Tego, bo …

Jesteśmy równi …

Bezimienni …

I tak niech pozostanie …

Kap, kap, kap …

Dla Listopadowej M …

Piękna jak barwy liści …

Spadających w dół …

Swoim dobrym szaleństwem …

Wskazują drogi bieg …

Mienią się akceptacją …

Pachną deszczowym zrozumieniem …

Wiatr unosi je w wir rozwoju …

One lekko wirują wiedzą pracy …

Delikatnie ocierają moja twarz …

Śpiew kształtów kolorowym dobrem zachwyca …

Gdy płaczę wyciem …

One mokną jak ja …

Ciuchutko przykrywają łzy …

Kołderką tajemnicy …

Zasuszają wstyd …

Bezpieczny czerwony szal …

Powoli zbierają sie w materac …

Bym upadając …

Zauważyła ich siłę …

Bo kiedy milknę …

Ciemność moich oczu …

Zapomina …

Idę …

A liście zamierają czekaniem …

Dają podłoże …

Mądre …

Bez zgniłych rad …

Tak moja M …

Bo jesteś, moją Jesienią …

Ukochaną porą roku …

Bo ona miesza …

Kolory życia …

Prawdziwie oddycha …

Nie jak …

Wiosna tylko z przebudzenie …

Lato z gorącymi snami …

Zima z białym puchem chłódu gór …

Są, takie …

Przewidywalne …

Sztuczne …

Jednostajne …

A Jesień …

To kolor emocji …

Od złotych nadzieji …

Czerwonych pocałunków poranków …

Alei eksplozji chwil w momenty …

Do zgniłych ciemnych sekretów …

Kałuże przegranych wad …

Do wiatru oczyszczonych pragnień …

Jesień jest moja …

Tak jak Ty, moja M …

I obyś nigdy …

Nie zatraciła swojej barwy elegancji inteligentnej M …

W wiosennych przebiśniegach ….

W letnim nudnym ospałym wieczorze …

W zimowym świecy chłodzie …

Zostań …

Jesienną kula emocji …

Kolorów mądrości sakwą …

Duszą wiatrem twórczości …

Kryształem słoty prawdziwej …

Zaśpiewaj …

Bo deszcz już …

Wystukuje takt …

A liście …

Czekają na kołysankę …

By zasnąć …

I za rok …

Narodzić się …

Ponownie …

I być tak …

Pięknym obrazem …

Jak spojrzenie na moją M …

To takie mało schematyczne …

Życzenia dla mojej Jesiennej M ….

Obrzydzenie …

Dziwny smak …

Taki pusty …

Zawieszona …

Nowy etap …

Oddaje samotność …

Nie wymuszoną …

Spójną …

Wyważenie wyrazu …

Jakby …

Sielanka …

Bez gwałtownych szeptów …

Kisielowa apatia …

Powolne skoki …

Na brzeg ostrych prawd …

Zrozumienie steku bleblania …

Atak chaosu argumentów …

Ktosia …

Ścieli ścieki wyrzutów …

Topi ostatnie dragnie wyciągniętej dłoni …

Siedzę obok …

I …

Wybielone emocje …

Beznamiętny butelek brzdęk …

Głucho …

Nawet echo zasnęło …

Nie ma …

Nawet przestrzeni …

Z szarościami przemijania …

Satyra małżeństwa …

Nie …

To chyba nie to …

Nie zauważamy …

Siebie …

Ktoś i jego Krystaliczno Chmielowy uniesień codzienny byt …

Ja blyszcząca w uwielbieniu samotni …

Siedzę obok …

I widzę, patrzę …

Inne kolory …

Z białymi plamami …

Nie pamiętam …

Co wypełniało białości plam …

Przewracam ciemne oczy …

Bez zainteresowania …

Nie pamiętam …

Nie chcę kolorem …

Wypełnić te luki …

Nie potrzebuję …

Wolę …

Przewrócić kartę …

Nieznaną …

Obcą …

Ale ta karta …

Ma kolory …

Chcę się nauczyć …

Ich smaku …

Zdobyć inne szczyty …

Oblodzone duszącym nieokiełznaniem …

Wolę dotyk …

Niż …

Zniewolenie krysztalicznego Ktosia …

Przeźroczystego od beznadziei …

Zwiotczałego braku charakteru …

Wydarty szacunek …

Ktosia …

Krwawi …

Żalem osobowości …

Sam Ktoś …

Odpływa …

Wybieloną rzeką upodlenia …

Ale na pomoście …

Ktosiu Miły …

Ja nie będę stać …

Powita Ciebie …

Inny los …

Ale, to już …

Obrzydzenia przeszłość …

Bez żalu …

Nie piszę …

Hm fakt …

Nie mam …

Słów …

Ciągły byt …

Powtarzalny …

Kilka kolorów wkradło się …

Przeplatają się wsród …

Ścieżki rąk, stóp …

Łaszą się wdzięcznie …

Nowość …

Trwają przy mnie …

Błyszczące i jasne …

Nadal stąpam …

Delikatnie …

Bo czy to nie iluzja …

Czyżby …

Prawdziwy płomień …

Nie zakłamany …

Czujnie wodzę w kolorach …

Oddzielam …

Warstwy tkanin …

Dobro …

Uśmiech …

Entuzjazm …

Zero kolażu …

Tylko czyste tło …

Niewiarygodne …

Każdy dotyk …

Pyłki …

Delikatne …

Kryształowe …

Szepczą …

Jesteśmy …

Twoimi pragnieniami …

Wyproszonymi …

Idź …

My czuwamy …

Mgłą oszukamy …

Tych …

Wygoryczałych nienawiścią obłudy Ktosiów …

Idź …

Otwórz ciemne oczy inspiracji …

Odwagą upij się …

Tak to odbicie to Ty …

Oniemiała sobą …

Dotykam duszy skrawek …

Też błyszczy …

Nie ma żył krwawych łez …

Zero błon skrzywionych Ich twarzy …

Pulsująca delikatnie rosa uśmiechu …

Ten zmysł …

Ten krok …

Ten gwar to szum mojej krwi …

Noc ciąży …

Wstaję ptaków śpiewem …

Ale …

Oglądam każdy promień …

Bacznie …

Tylko …

Brakuje spokoju …

Gwarancji że ten los …

Był zaadresowany …

Pod mój adres …

Doceniaj …

Może,  coś w tym jest …

Rozważmy temat …
Mam wiele … Tak piszesz …
I szkoda, że nie doceniam tego …
Hm, pomyślmy …
Myślę, że powinnismy się skupić na związku …
Prawda,  bo o Tym mowa …
Ale jestem domyślna …
Wow …
Hm …
Powinnam, to docenić … Tak piszesz …
Ekstra …
Tylko, za co …
Za to, że mam małe ciemne oczy …
Fakt, za to dziękuje …
Małe ciemne oczy zdrowe, piękne …
Uwielbiam je, kocham ponad życie …
I to, osiągnięć koniec …
I co …
Szukam w myślach …
Obiektywizm …
Może, zachwiany …
Ale,  to moje życie …
I tak je odbieram …
Przegrałam z Krystaliczną Panią i Chmielową Panienką …
A może, Ty uważasz …
Że powinnam to zaakceptować …
Nie zauważać … 
Nie mówić głośno …
Nie wyć …
Nie mam prawa, by chcieć normalności …
Wybacz, to nie Ja …
Nie chcę budzić się w rolce aparatu …
Z tytułem albumu, szczęśliwe życie …
Bo,  tu nie można jednym przyciskiem  …
Skasować zamazanych zdjęć …
Poprawić ich jakości jakimś tam programem …
Zabawić się w grafika …
Z dobra pensją …
Tu jest szaro …
I brak kolorowych udoskonaleń …
To się ponoć nazywa …
Życiem …
Sama dokonałam takiego wyboru …
Popełniłam błąd …
Oddałam 13 lat …
By wyrwać serce, które kochałam dla siebie …
Egoistka ze mnie ha ha ha ….
Może i tak …
Ale mam dość zdrad …
Które bolą …
Jak mnie znasz …
Przecież, znasz mnie dobrze, prawda  …
To wiesz o czym piszę …
One bolą, wbijaja się zadrą w umysł …
Tak, w umysł …
Bo, wtedy już nie masz serca ….
Zapominasz …
Odsuwasz się …
Poddajesz się …
Patrzysz na inne rodziny przy stole …
Z zazdrością …
Gdy, One …
Z wazy nabierają szacunek …
I przegryzają oczy lojalnością dotyku …
Gdy stlucze się zastawa …
Upadnie, hukiem na podłogę oczu innych …
Oni patrzą jednymi oczami …
Mimo różnic tęczówek …
Wtedy, upadam …
Na kolana …
Ale, podziw mój …
Jest prawdziwy …
Nie umiem …
Zamknąć ciemnych oczu …
Ciszą, na piękno zmysłów …
I płaczę …
Nad słowami …
Moimi w Ktosia dotyku …
Zbluzgana …
Poniżona …
Odrzucona …
Wyszydzona …
To,  moja łyżka  …
Z wazy pełnej zupy małżeństwa …
Ponad okami tłuszczu …
Obolałe liście prawdy …
Toną …
Ciężkie,  od porażki …
Chwytają sie brzegu …
Oblepiają łyżkę nadziei …
By,  na moment …
Wynurzyć się …
Otrzeć się oddechem …
By, nagle bezwzględnie …
Zatańczyć w tlustej cieczy …
Otumaniemia …
Obrazu zamazanych …
Dłoni Krystalicznej Panienki …
Z wykrzywionymi …
Zamkniętymi oczami …
Na moje pragnienia …
I, gdy waza …
Stygnie …
Powstaje powłoka …
Z gęstych moich łez …
I nikt przy stole …
Nie ma ochoty …
By zasmakować …
Mojego życia …
Może tylko, Ty doceniasz ten smak… 
Weź sobie tą wazę ….
I top w niej swoje …
Pieprzone dobre rady …
A ja skonsumuje deser …
Na nim mięta …

Odświeżający smak …
Detoks obumarłych ciemnych oczu …
Polewa odpowiedzialności ….
I wisienka …
Rozsądku …
Nadal jestem silna …
I powoli …
Mądrze …
Zmienię krzesło przy stole …
Może nawet pokój …
Odebrano mi impulsywność …
Rozebrano z emocji działania …
Nałożono frak czarnej kalkulacji …
Nie będzie sensacji …
Nie będzie nowej sztuki …
Owacji na stojąco ….
Licznych recenzji …
Na pierwszych stronach Waszych słów …
Nie, tym razem …
Zanudzę Was …
Plakaty odkleją się cieprpliwością moich blizn …
Moje deski teatru …
Popękają bezosobową mną …
Cisza wypędzi ostatniego wyczerpanego szczura …
Wygłodnialego …
Spragnionego …
Umierającego …
Ale najbardziej wytrwałego …
Bo,  Diva …
Na środku sceny …
Zastygnie …
W nudzie powtarzalności …
Milion aktów …
Kurtyna …
I ta sama poza …
Te same ciemne oczy …
Ta sama waza …
Z tą samą zupą …
I tak do czasu …
Gdy teatr bedzie pusty …
A Ja zjem mój deser …
W eksplozji samotnej czerwieni …

Kocham …

Poprosiłam moja M …

By mnie …
Nauczyła dotykać …
Czuć …
Hm, kocham …
Znacie to słowo ???
Wybacz mi,  moja M …
Nadal tego nie rozumiem …
To abstrakcja mojego bloga …
Gdybyś zadała pytanie …
Co to oznacza,  oblałabym …
W moim mroku …
Tylko, Twój szept …
A, I,  co dalej …
Jestem …
Wrogiem kłamstw …
Czy ta miłość …
To może Poprostu …
Surowy …
Zaspokojenia instynkt …
Chłód …
Kochana M …
Może to prawda …
Że będę trwać …
Otwierać oczy …
Dopóki nie poznam …
Życia wsród innych …
Asymilacji łyk …
Ksztuszę się …
Nie umiem …
Może kiedyś …
Przełknę ten pierdolony los …
Będę żyć,  wiecznie …
„Życie moje, to wielka gra …”
Staram się je tylko przeżyć …
Idę przed siebie …
Ty,  we mnie wierzysz …
Ciemne oczy me …
To wielka nicość …
Hades ust …
Może, Twoja dusza …
To kolejna ofiara …
Zagryzam Twoja cielesność …
By brać coś pięknego …
By ocierać o Twoją ludzkość …
Sączyć Twoj Świat …
Piękny, dobry i czuły …
Dzięki temu …
Udaję kogo, kim nie jestem …
A jednak Uwielbiam Szept Twojego Serca …
Sama siebie przerażam …
Zrywam się …
Z absencji  dni …
Gdy slodki smak maluję …
Moje wargi ociekają hiromancja ich …
Toczy westchnienie w krtań …
Wtedy odżywam …
Czując Ich pragnienie …
Przeplatam miedzy palcami …
Ich westchnienia …
Nucę melodie Ich łez …
Tylko chłupot Ich naiwności bawi …
Ocieram się …
Płynę …
Nagle jestem Kimś …
Kogo, ja nawet nie znam …
Przyprawia mnie to …
O dreszcz ekstycacji ..
A zarówno …
O strach …
Zimny jak arktyczny wiatr …
Wyobcowany ….
Nie znający słów …
Więc,  może moja M …
Jestem czystym złem …
Doliną uczuć …
Odrzuceniem …
Nicością Ciemnych Oczu …
Zniszczeniem wzniosłości …
Krętą drogą …
Prowadzącą do nikąd …
Odnalazłam wiele odpowiedzi …
Ripost …
Obrzydliwe prostych …
Wyzbytych z uczuć wyższych …
Nadal tonę …
Z uśmiechem …
Moich ofiar …
Jestem podłym klaunem  …
Wrogiem samej siebie …
Nie będę nigdy kochać …
Czuć, dotykać …
Jak Ty moja M …
Bo szukam tylko …
Przegranej samej siebie …
I bawi mnie to …
To uzależnienie …
Do zagłady …
A te lekcje opanowałam …
Na szóstkę …
I idę wiernie wg reguł …
Dziś będziesz Mój …
Bedzię Tobie tak dobrze …
Dopóki nie powiem …
Pragnę wieczności …
W moim lesie …
Zastrzelę Twoją bezbronność …
Jednym gestem …
Ktoś mnie kiedyś nauczył …
Wpoił w każdą komórkę łez …
Nadal umiem …
Niweczyć Swój zakątek …
By poczuć …
Ich wędrówki otchłań …
Klaśnięciem …
Otworzyć żar krwawych łez …
Piję puchary Zatracenia …
Oni zawsze wierzą …
Że stanę się tylko Ich …
Błąd …
Uciekam …
A ich wycie, zasypiają Ciemne Oczy …

Ktoś i sen …

Śpi …

Ta twarz …
Hm …
Standard …
Rzygam wieczorami …
Tymi normami …
I co …
Nic …
Obleśny widok …
Zawsze ten sam odruch …
Po co to …
To jest nudne …
Każdy …
Wieczór …
Taki sam …
Zawsze to samo odczucie …
Bez zmian …
Kurwa …
Gdzie rutyna …
W tym przypadku …
Zmarła ?
Czy jak ? 
Nie pojmuję …
Dlaczego ? 
Byłoby łatwiej …
A nie jest …
Cóż za spostrzegawczy zwierz ze mnie …
Obok …
Ktoś …
Obok …
Moje zdziwienie …
Bawi mnie …
Scena jak …
Zawsze ta sama …
Ale nadal jestem człowiekiem …
Mam ludzkie odruchy …
Obrzydzenie …
Wow, brawo …
Cieszyć się …
Mam …
Nie wiem …
A może …
Przybrać pozę, jak miliony żon …
Jest perfekcyjnie …
Ależ,  Mój Mąż …
To i tamto …
Fikcja zazdrość bajki o księciu …
Ha ha …
Nie, to nie Ja …
Ten scenariusz …
Bez publikacji …
Utrwalenie obrazu …
Z barwą rzygowin …
Z zaskoczeniem …
Te palety …
Może kiedyś wskoczą …
I zrozumiem …
Rozczytam kolor …
A dziś …
Wiem …
Jesteś Obleśny …
Dzień jak codzień …
Nuda …
Patrzę …
Jesteś obok …
I nadal jesteś Obleśny …
Hm …
Nadal pragnę wieczności …

Lubię sobie wejść …

I tak bezszczelnie …

Co…
Zatopiony w moich emocjach …
Czy poczuć syf moich oczu …
Czego tu szukasz …
Sensacji mojego upadku …
Co kiedy nic nie czuje …
Nie bawi mnie życie …
Jestem czysta …
Śmieszne …
Ale nie umiem dotykać siebie …
Brzydzę się tymi krokami …
Tym dymem poranku …
Nadal pytam …
Jedynie szept jest prawdziwy …
Reszta to gówno …
Nie klaszczesz ….
Co za kłopot …
Udawać …
Sny …
Życie …
Gramy …
Hm …
To wasza rola …
Włazicie tu …
I myślicie …
Przepraszam …
Jesteście pewni ….
Że to ta …
Ona to …
Ona tamto …
Nie ma szans …
Nie …
Jestem dla siebie …
Kimś …
Kogo nie znam …
Jestem …
Każdego dnia …
Kimś innym …
I idę …
Zawsze w inną stronę …
A o Was …
Wiem …
Czuję …
Bawi mnie obraz Waszych oczu …
Tyle tylko że dziś …
Oglądam to jak krótki kadr …
I przełączniki kanał …
Gdy nuda i prozaiczność …
Obojętnie …
Gubi Wasz nudny los …
Czytaj, czytaj ….
Jestem zawsze tu …

Moja M …

Nie wiem, czy umiem … 

Jeszcze pisać …
Bo czystość odebrała polot ..
Ale podpisałam pakt …
Obiecałam …
I będę wierna szeptowi …
Jesteś Ty …
Słucham …
Wierzę …
W dotyk Twoich ust …
W siłe melodii …
Gdy słucham …
Mojej i tylko mojej pieśni …
Płynę …
Odrzucam leśny byt …
Biały puch …
Poznaję dotyk …
Jestem klarownych szeptem twoich płuc …
Oddaję się w ramiona słów …
Każdy szept jest mój …
Szepcz mi Moja M ..
A będę dzięki Nam silna …
Dla naszej przyjaźni …
Każdy przystanek to My …
Bez wiaty kłamstw …
Bez rozkładu bzdur …
Tam nasza wolność …
Tam kochamy …
Tam wierzymy …
Tam sie zawsze spotkamy …
Nawet gdy czas nas uwolni …
Lecz my tam będziemy płynąć …
Twoja muzyką …
Szeptaną krwią nadzieji …
Wszystkich słabych …
Porzuconych …
Zapomnianych …
Łez …
KC …
Moja M …

Wypowiedź …

Wyartykowałam to z siebie …

Bez złości …
Ze spokojem …
I co …
Nie wiem …
Czy to zostało zrozumiane …
Jakie szanse na rozwiązanie …
Hm, nie wiem …
Nie mogę trzasnąć drzwiami …
Nie mogę dumą otworzyć kolejne dni …
Muszę dostać cyrograf …
Wnioski i nauka …
Konsekwencja …
Bez emocji …
Waży się moja przyszłość …
Teraz czas na stratega …
By odetchnąć …
Zatopić się w azylu…
Swoim …
Gdzie poduszki …
Nie bedą krystalicznie płynąć …
Koszyki ustawią się w chaosie entuzjazmu …
Zapach kawy …
Uwiedzie noc …
Duszne poranki …
Okno otwarte …
Zapach rosy …
Pokocham znów róże …
I na wycieraczce …
Będzie czekać pożądanie …
Na podłodze nie będzie już piasku porażki …
Bawełniany miętowy …
Szał …
To loże …
Mojej dłoni …
Świeżości smak …
Gdy zamknę drzwi na klucz …
Będę chciała …
Wrócić …
By usłyszeć siestę …
Muzykę mojego azylu …
Każdy kąt …
Mój …
Gdy będę chciała kochać …
Gdy będę chciała płakać …
Gdy będę chciała krzyczeć …
Będę mogła …
Bo nie będę umierać na czujność …
Czy krystaliczna pani …
Jest z nim …
Bo tam go …
NIE BĘDZIE …

Wojownik ..

Jestem w lepkiej sieci …

Owija mnie codzienność …
Moja natura wojownika …
Pogrąża mnie w stagnacji …
Zielone drzewa za oknem …
Z tej samej perspektywy …
Latem, jesienią, zimą i wiosną …
A Ja …
W tej samej pozycji …
Zmienia się scenografia …
A ja …
Ociężała …
Smutna …
Wysmagana przegraną …
Wpisane we mnie …
Waleczne słowa …
Wygrane w umysł …
Schematy …
Nie zgadzają się …
Karzą mnie …
Odgrywają się …
Walczyłam już wiele razy …
O siebie…
O Ciebie …
I kiedy przegrałam …
Moim wrogiem …
Najokrutniejszym …
Jestem, Ja …
Nieakceptowalny fakt …
Nie wolno poddać się …
Nie ma słowa nie można …
Nikt mi nie dał wskazówek …
Co ma być …
Co mam zrobić …
Gdy upadnę i powiem …
Przegrałam …
Katuję się …
Obrzydzam siebie …
Oszpecam siebie …
Kiedy przebłysk za drzew …
Rozświetli oczy …
Na chwile pozostaję …
W cieple …
I wstaję …
Ale biec nie mogę …
Siadaj !!!
I powracam w scenariusz …
Przegrałaś wojowniczko …
To nie przystoi …
To jest Sparta …
Śmiech …
Ale to jest właśnie tak …
Walcz …
A gdy przegrywasz …
To tracisz …
Honor …
Upadają ideały …
Jesteś nikim …
I co dalej …
Jak zabić wroga …
Skoro to …
Ja …

Do Machoty…

Machota …

Jesteś po dobrej szkole …
Ha ha …
Myślisz że wiesz …
Brawo …
Mówisz ja chłonę …
Klaszcze, prawda …
Kiedyś by to zabrało by mi cześć myśli …
A dzisiaj …
Cisza …
Niespójna …
Fakt …
Bo to mój popieprzony świat …
Taki jest …
Odnajduję się w tym bałaganie ….
Nie chce ich …
Dla których zmienię sie …
Pieprzę ich …
Bo to lek na zgagę …
Jest mi dobrze …
To nie ucieczka …
To zgoda ze sobą …
Płynę …
Zaciągam szlam z dna …
Bawi mnie to …
Jak nigdy …
Jestem jak …
Akrobata na lini życia …
Ale to kurwa moje życie …
I skoro chcę …
Je spierdolić …
To mam do tego prawo …
Płynę …
Lubię to …
I sram resztę …
Przez kilka godzin gram …
Bo tego chcę …
A reszta to gówno …
Ale moje …
I jak mnie postrzegasz …
Masz rację …
Ale nikt i nic …
Nie da sił …
By oddychać …
Bo tylko Ja sama …
Mogę wypłynąć …
I żyć …
A dzisiaj jest moje dno …
I chce tego …
Upodlenia …
Ryzykuję …
Ale tego potrzebuję …
Rozumiem każde Twoje słowo …
Zgadzam się …
Masz rację …
Ale chcę siebie zniszczyć …
Upadłość upodlenia …
Chcę wyć …
Pragnę być …
Szlamem swojego upadku …
I kurwa mam do tego prawo …
Mój wybór …
I sram wszystko inne …

Dumna …

Nie myślałam …

Że kiedykolwiek pomyślę …
Jestem dumna z siebie …
Nie zatraciłam pozyskanych ideałów …
W ciszy pielęgnowałam lekcje …
Analizowałam sens …
Każda sekunda …
Powtarzałam jak modlitwę …
Cichutko …
Ciiiiii …
Z każdym świtem oczu …


        
Zamieniałam modlitwę w nawyk …
Syczące słowa …
Profesjonalnie odbijały się w umyśle objętym zasadami …
A dziś ..
Słyszę swój głos …
Rzeczowy pełen wagi słów wypowiadanych …
Tam nie ma braków stylistycznych …
Synonimów …
Paragrafów do odwołań …
Parafraz …
I innym niedopowiedzeń …
Lekcje zamieniłam na swoje przekonania …
W które wierzę …
I co najważniejsze …
Rozumiem całą sobą każdą sylabę …
Wyciszenie moje …
Tak niezrozumiałe przez Wielu …
Tych prawdziwie martwiących się o moja duszę …
I dla tych bojących się, syczących kłamliwych żmij …
Pełzajacych w zamęcie oplutych jadem biedaków …
Spijających truciznę łez płaczących …
Pewnego dnia stanęłam na rozdrożu moich pierdalniętych myśli …
Wymęczona absurdem swojego teatru …
DIVA do wynajęcia …
Szara w goryczy przemijania …
W lesie bezpiecznym jak trumna …
Miajałam świat jak wystawy sklepowe …
I tam na rozdrożu usiadłam na kamieniu …
Upadłam nisko …
Coś umierało we mnie …
Mimo to wstałam …
Popękane oczy …
I powolutku w spokoju podnosiłam …
Kryształowe kamyki …
Wypadały …
Raniąc dłonie …
Mimo to schylałam się …
Bolało …
Reanimacja …
I kamyki zamieniły się w podręcznik …
Mądry wiarygodny …
Ułożyłam puzzle …
Dniami i sennymi krokami …
Zrozumiałam sens tych kamiennych prawd …
I dzisiaj …
Jestem dumna …
Wierzę w siebie …
Nie boję jutra …
I mówię co czuję …
Czego oczekuję …
Nie unikam wyzwań …
Milczę jak Ty cierpieć chcesz …
Mam głos ale nie by Ciebie uczyć drogi …
Ale prawo by powiedzieć Wam …
Kim jestem …
Argumentuje swój wybór …
Bronię swojej przestrzeni …
Dbam o siebie …
O mojej Ukochane Istosty …
Nadal …
Z jedną mała różnicą …
„Żyj i pozwól innym żyć.”
Doktor Ciemne Oczy ukamieniowany …
Ciemne Oczy takie krystalicznie czyste …
Wolność to wiatr rzęs o poranku :) 

Bezkres …

Absurd …

Kolejny aspekt …
Kolejny argument …
Kolejny i kolejny …
I …
Nisza …
Brak możliwości …
Wczoraj piękno …
Skóra nasączona epoką …
Estetyki …
Pełny naturalny …
Silny kamień …
Chropowate otarcie prawd …
Wolny krok …
Bez pompatycznych zarysowań …
Czysty cień Dolomitów …
Mijają mnie …
Uśmiech …
Jestem …
Ja …
Oddaję wrażliwość …
Jestem delikatna …
Wiatr odsłonił moje dłonie …
Uwrażliwił smak …
Cisza …
Niebo, białość szczytów …
Podniebny ptak …
Upadł …
Na ziemię …
Łez …
Beznadziei …
Gdzie moje marmury …
Takie gorące …
Emocjami przetkane …
Nie ma ich …
Wiatr ucichł …
Nie ma dotyku …
Bioder szaleństw zastygł …
Oczu blask …
Zasłużył na sen …
Jestem obok niego …
Udawany kobiecości ryk …
Niech ktoś mnie uwolni …
Ja zastygam w marmur …
Pomóż mi …

Lato …

Promienie atakują …

Oślepiają …
Nadal błądzą …
Ja już mam filtr A …
Otwieram oczy świtaniem … 
Tulę każdy poranek …
Lustro takie krystalicznie …
Bez smug …
Uśmiechem odbiją moje oczy …
Nie uginam karku …
Kolana uśmiechnięte …
Aleja zielona, liście migoczą …
Spaceruję w pyłkach euforii …
Szał nektaru …
Owija szalem zapachu mięty …
Usta brązowy cukrem umalowane …
Odkrywam wiatr …
Ciepły słodki eteryczny …
Motyl koloru w moich dłoniach …
Słucham śpiewu życia …
Wsiadłam do pociągu …
Który, czekał wiele nocy …
Charyzmatyk pełen wiary …
Modląc dziękuje za kolejny dzień …
By obudził mnie oświeceniem …
Ta zieleń za moim oknem ….
Śpiew ptaków, gdy budzi się dzień …
Wyrywa mnie z pościeli mroku …
Garść biegu …
Wyrzucam pod stopy …
Nie potykam się …
Przeskakuję w obcasach …
Ten syf, który wyciąga języki …
Uśmiechem zarażam Wasz smutek …
Słyszę zawsze uśmiechnięta, pełna energii …
Wulkan świra …
Nie, naprawiać, już nie będę …
Nie, już nie będę gladiatorem łez …
Będę, emocjami, ale swoimi …
Gdy, Ty płaczesz …
Ja,  na to pozwalam …
Ale, patrz …
Można inaczej …
Zobacz …
Chce być jak zaraza … 
Jak wirus …
Albo zachorujesz wiarą w kolejny piękny dzień …
Albo uśmiechniesz się …
Albo dalej będziesz łzami okrywał duszę …
Masz prawo, Twoje Życie …
Tak długo szukałam, walczyłam, wyłam …
Uciekałam, chowałam się w lesie …
Było tam pusto …
Każde uzdrowione drzewo … 
Nie dawało wytchnienia …
Korzenie tych drzew docierały …
Do rzeki mojej krwi …
Wydalały całą gorycz …
Całą złość, nienawiść …
To płynęło we mnie …
Na moje własne przyzwolenie …
Nie wiem, co Ja myślałam …
Że kim jestem …
Szeptano, nie masz pokory …
Nie rozumiałam …
Nie zgadzałam się …
Brnęłam w kolejne aleję chorych drzew …
I kiedyś …
Sama …
Potykając się o kogoś łzę …
Odkryłam …
Sens słów,  NIE MASZ POKORY …
I usłyszałam śpiew chaosu …
Ujrzałam kolaż barw …
Oczy zalała słodycz jasności …
Stopy oderwały się z podeszwy smutku …
Wstając …
Otworzyłam właściwe drzwi pociągu …
Do mojego życia …
Wow …
Jakie to proste …
Jestem wolna …
I kocham lato moich dłoni …
Dotykają mnie smaki …
Różnorodność to melodia gry  …
Jestem już na planszy …
I kostką kulam los …
Dziś płaczę …
Jutro śmieję się …
Wczoraj kochalam …
Ale teraz i tu jestem Sobą …
Pielęgnuje swój ogródek …
Wyrywam chwasty …
Wsród kwiatów zmysłów …
Wybaczcie mi …
Popełniłam kilka wykroczeń, wobec Was …
Może nawet zraniłam …
Zadufana w swoją moc …
Tyle tylko, że myślałam, że jestem ponad …
I pomagam, żyjąc za Was …
Walcząc za Was …
Nakazując drogowskazy …
Pokazywałam strony prawdy, uczciwości i szacunku …
Tyle tylko, że to była książka z wieloma stronami …
Mojego autorstwa … 
A Wy macie swoje kartki …
Swoje punkty, prawdy …
Przykro mi …
I przepraszam Was …
Teraz mam …
Tam,  klomb pokory …
Codziennie gospodaruje go…
Codziennie przy nim przysiadam …
I świtaniem  Wyrywam z klombu jeden listek …
Unosi mnie cały dzień fotozynteza bytności siebie…
A zasypiając dorzucam ziarenko …
Podlewam snem bez chemii …
By nigdy nie znaleźć suchych liści …
To moja świra recepta :) 
Słoneczny duszny dzień za oknem …
Ciepłe ciemne oczy …
Idę …
I nie będę już mentorem …
Bo to był chory sposób …
Na życie …
Biegnę, bo zegar tyka …
A Ja, chcę …
Zobaczyć, poczuć, zasmakować …
Świat ….
I zasnąć przejedzona zaskoczeniem …
Że tak można …
Być tylko dla siebie …
Mentorem …
Ha ha ha ….

Masakra …

Co kiedy płynę …


Nie chce pomocy …

Nie i koniec …

Nie osaczaj mnie …

Po co to robię …

Przeginasz …

Mówię do siebie …

Bawi moje oczy …

Niszcze każdy zmysł …

Katuje siebie ….

Ryzykuje …

Nawet nie przeraża mnie to dziś  …

Ból …

Koszmar …

Bawi mnie  to …

Nie myśle o niczym …

Pusto …

Dlaczego …

Nie wiem …

Kolejny zjazd …

Zatracenie …

Wstaję i idę do pracy …

Ostatni stopień normalności …

A Czas pomiędzy …

Karuzela chemii …

Ani nałóg …

Ani smutek …

Zabawa …

Nie chcę …

Nie szukam pomocy …

Dywagacje nad popieprzonym smakiem …

Jest dziwny …

Obleśny …

Po co to …

Znów …

Powróciło …

A nie chce mi się …

Kolejny raz …

Udowodnić że jestem sobą …

Może zaryzykować …

I kto da spłatę łez ….

sama nie wiem …

nie wiem …

nie czuje …

nic …

cisza …

chcę być sama …

lubię to :)

nie mam sił …

ocierać się o emocje …

o świat dotyku …

o obłęd kłamstw …

tu i tam układ …

musiałam …

zrobiłam …

nie miałam wyjścia …

ciągle chaos słów …

pustych …

zakłamanie kapie po atłasie kryształu …

nie rozumiem …

nie chcę …

będziesz następna …

to jakaś lepka masakra …

gwiazdeczka …

co jeszcze …

ile jeszcze …

a może …

dziękuję …

jest super …

jesteś ok …

to przecież proste słowa …

czyżby zbyt wyniosłe …

srocz …

kolejny cios …

but …

nie tym razem …

wiem kim jestem …

czego pragnę …

co zrobiłam …

ile dałam z siebie …

akceptuję …

możesz być następna …

luz …

ja się nie boję …

spadnę na cztery łapy …

bo żyję pasją …

każdego dnia …

poranek daję mi brzask moich oczu …

czuję puls marzeń …

drzwi …

mam klucze …

wiem, który do których pragnień …

nie miotam się …

już nie …

nie wyję …

poprostu idę …

nie błagam o sny …

nie wyrywam westchnień …

idę …

wzdłuż lini …

mojej lini …

wow …

no tak to Ja …

nie szukam …

nie upadam …

tylko idę …

co, zdziwienie …

jestem …

i wiem …

i kiedy tam dojdę …

będę sama …

ale wśród …

swoich marzeń …

i będę …

WOLNA …

Pieniądze i władza …

Wow … 

Każdy tego …

Pragnie …

Może większość wybaczcie uogólnienie …

Elity …

Ich wyniosłość …

Zamknięty klan …

Hm …

Drzwi otwarte poprzez urodzenie …

Pomimo wszystkiego …

Oczy Wasze podziw, zachwyt, pragnienie …

Absurd …

Zmanierowanie …

Są ponad …

Klub …

Ciekawość …

I …

Płyniesz …

Rozkosz …

Tak tylko ją zaspokoić …

Zwierzęce wycie …

Bo rankiem sztywność urodzenia …

Gesty …

Hm …

Szelest …

Noc …

Przysłania normy …

Perfumy osłabiają instynkty …

Ale zero zagrożenia …

Bo łączy umowa …

Prawda …

Ryzykuję …

Ale jestem anonimem …

Ciemne oczy …

Kto to …

Wiem będę nadal milczeć …

Bo potrzebuję Was …

Tam jest krew w pucharze milczenia …

Wracam …

W zatracenie …

Tym razem świadomie ….

Zgadzam się …

I chętnie  za ten wpis …

Zapłacę …

By poznać kolejny raz ….

Ból uniesienia …

Ryzyko …

Idę ….

Nie oszukasz swojej natury ….

Prawda ….

Już mi sie nie chce …

Grać deski zmurszały ..

Maski spłowiały ..

Mimo iż …

Chcę krwi…


moralność …

” Człowiek bez poczucia moralnego jest naniegodziwszym i najdzikszym stworzeniem” pisał Arystoteles

w wg mnie …

jest najniebezpieczniejszym stworzeniem …

potworem …

spotkałam takie stworzenia …

są obok …

uśmiechają się …

obiecują …

i mówią …

ciągle, ciągle, ciągle …

tworzą historie …

pełne akcji kłamstwa …

dopisują za każdym przecinkiem …

kolejny wers …

dopowiadają …

okładają się breją cierpień innych  …

tylko po co …

bo są …

beznadziejni …

nudni …

zakompleksieni …

czy, może …

bawi ich ranić innych …

sycą tym swoje serce …

nie …

ONI NIE MAJĄ SERCA …

są tak źli …

że tylko wtedy …

czują się lepsi …

lubiani …

kłamstwem odszukują przyjaźń …

w ich piaskownicy …

pełno sypkiego syfu …

brylują …

błyszczą …

im więcej słów …

tym oni na podium …

wokół nich tylko …

zawiść …

a co gdy …

gubią się w swoim zakłamaniu …

gdy scenariusz zaśmiecony literówką sprzeczności …

wtedy groteska, śmiech …

a może czas …

uporządkować siebie …

odszukać pasję …

być kimś …

a nie tylko …

kopią kogoś …

przejmować cechy, tonację głosu …

odgrywać rolę …

ale co ja piszę …

brak im sił …

wyobraźni …

by tworzyć …

udawana inteligencja …

nie pozwala …

lepiej owinąć się kołderką tej lub tamtego …

gdy piasek prawdy wciąga …

maniupulują …

hipokryci …

obnażają się …

wystarczy …

zagrać ich kartami …

mały teatrzyk …

casting …

i na stole …

poker …

nawet w tym …

nie są perfekcyjni …

bo są …

nikim …

żal mi ich …

straszne …

by życie tylko odbębnić …

są jak gówno …

które omijasz …

ale smród …

wbija się w nozdrza …

i pozostaję na chwilę …

czujesz zniesmaczenie …

ale oddalając się …

znajdujesz inne zapachy …

i to jest piękne …

Kamienica ….

Trzasnęły drewniane wrota …

Kamienicy myśli …
Pełna szyb …
Spękanych, brudnych, szaleńca łez …
Schody płyną w światło mroku …
Moje myśli …
Echo zrozumienia ….
Które drzwi …
Otworzę ….
Czekają na mnie …
Spękania ścian ….
Opuszczone ….
Farba zdrapana ustami …
Niespełnienia … 
Nie chcę pomagać …
Nie wołajcie mnie ….
Wiem ….
Przyszłam …
By …
Uwolnić siebie …
Stanąć i krzyknąć ….
Głos poręczą rozniesie …
Moją wolę ….
Ciszy ….
Anioły odeszły ….
Nie ma mnie ….
Wilk zastygł ….
Głód zasycił …
Wszystko co mam …
Jest w moich oczach ….
Jest moją siłą …
Progi kamienicy …
To już tylko Wasz ….
Bastion zła rozczarowań …
Stoję …
Może któryś z Was …
Wypełznie …
Ależ skąd …
Robactwo jest plątaniną strachu …
Więc odchodzę …
Chwytam klamkę …
Lekko uchylają się …
Wrota Waszego jadu …
Jestem …
Ulica słońcem zatopiona …
Ciemne oczy w kolorze miodu …

A ja mam …

A ja mam już dość …

Idźcie stąd …

Już a kysz …

Już dziś …

Nie ucieknę !!!

Nie spuszczę oczu !!!

Nie przeproszę !!!

Poszli stąd …

Bo syknę …

Bo odezwę się …

Wyjawie sekrety Waszych kłamstw …

Opowiem i odpowiem …

Już teraz …

Nie ma już lasu …

Jestem Ja …

Wolna jednostka …

Żyjąca w Waszych słowach …

Skąd ten aplauz …

Skąd te afisze …

Co ???

Odwalcie się …

Byłam Divą do wynajęcia …

Ale Wy nadal bijecie brawa …

Wow …

Pozwalałam na scenariusze …

A teraz już koniec …

The END …

i co to tak Was Wielcy, boli ???

W odpowiedzi na bisy …

Dam Wam, Ja teatr …

Jednego aktora :)

Z własnym:

Scenariuszem …

Charakteryzacją ….

Na deskach …

Moralność która dla Was to wyobraźnia …

Świat magiczny …

Kosmos …

Depresja, strach, pustka i obłuda to mieszanka Waszej porannej kawy …

Sępy …

Rozdzieracie innych byście zapomnieli że jesteście …

Pustą bezkształtną masą …

Bez pasji i krwi …

Drepczecie w odchodach innych życia …

Won, ode mnie …

Dzisiaj …

Ze sceny moje ciemne oczy ….

Wbiją się konfrontacją w Wasze …

Więc uciekajcie …

Bo rtęc zawrzała …

szybko sio, sio ….

ha ha ha ha ….

Aleja …

Zaczęło się …


Gdy tam stałam …

Padał deszcz ….

Od tego czasu ….

Dostałam wiele odpowiedzi …

Spełniając  kolejne marzenie ….

Reanimowałeś wiarę w dobro …

Nakazywałeś konsekwencje prawdy …

Łzy zamieniałeś w upór ….

Spowiedź okalała duszę …

I wiesz …

Może los …

Zaciąga pętlę ….

By znowu stanęła w Alei ….

I poszła za Tobą …

To nie bedzie grzech …

Tylko potknięcie …

Mokra trawa na zboczu ….

Nie zaboli zabójcy ….

Ja nie chce oddychać już …

Pozwól mi …

Spowiedniku snów ….

Czekaj i przeprowadź mnie ….

3.01.2012=9

dziwne …

czy, naturalne …

konserwator mojej duszy …

umyka …

w bramy niebieskie …

a Ja …

pozostaję z szafarzem w dłoni …

dydaktycznie przygotowana …

poskromniłam szepty …

już się nie dziwie …

nie szukam …

wiem …

jestem bastylią poznania …

moje demony …

nie straszą …

znam ich szepty …

ten śmiech gdy dotarło w me myśli, żegnaj …

zapamiętam …

ale, nie boję się …

szydził, że jestem sama …

ale w ułamku myśli …

plunęłam jego słowami …

i zdławił swoją moc …

jestem gotowa …

by podnieść rękawice …

„Nieobojętne jest nawet to, że ptak przysiadł na parapecie mojego okna.
Dzięki niemu przypomniałem sobie coś ważnego – opowiadał kiedyś”

doznałam zaszczytu ….

Twojej Wiary  …

idę …

tam gdzie Twoj drogowskaz …

Jutro, pożegnam Ciebie …

będę szła w orszaku …

i będę płakać …

wraz z niebem …

bo będzie padał czysty deszcz …

ja to wiem …

Requiescant in pace !

2012 ….

już pełza u moich stóp …

nie miałeś dla mnie, siebie …

byłam wrogiem …

nie mój strach …

szanuję, to wiem …

krew, głucha …

nic …

idę …

wywalczyłam stateczność …

ignoruję ataki osobiste …

zamieniłam ból na ból …

ciało gnije, ale Krystaliczna trwa …

przepych …

kto go namalował w twym mózgu …

co przestawiają freski, zachwiane …

inność dała mi spokój …

każdy lęk …

JUŻ NIE …

kryję pragnieniem …

nie zagrażam nikomu, ale obrażam …

„PRAWDĘ, CHCĘ JĄ POZNAĆ A TO BŁĄD PRAWDĘ ZNAJDUJĘ SIĘ”

jestem tym, co pozostaje …

gdy zmieniacie się w pył …

czy mogę umrzeć …

tak, bo to jest człowieczeństwo …

więc, wiem kim jestem …

czuję wzoszenia spazmu orgazmu oddychania …

obudziłam się …

mimo, iż wije się w obcych medycyny słowach …

moje życie to klinika miar i statystyk …

zastrzyk poranną kawą …

ale, nie boli …

Wy nadal udajecie …

zagubieni …

2011 to rok odpowiedzi …

wymazanie azylu leśnych omszałych strachów …

Kanonika nauki …

Księga z krzyżem …

tak łatwa …

opętała szalem nadziei, wiary i mądrości …

nie oglądam się za siebie …

trzymam ją …

insygnia Szafarza …

to już stan …

egzamin za mną …

białe szaty fioletem obwiązane …

to Ja …

moja droga …

odpowiedzialność pokory …

2012 rok czas konfrontacji …

boisz się …

wpuść krew …

drzazga Krzyża …

chleb na Hostie …

sól na ranę …

spowiedź …

zapiera dech …

wybaczam Ci …

odrzucam błędny autorytet …

jestem jak Ty, CZŁOWIEKIEM …

uwolnij i odejdz …

proszę …

wsłuchaj się w bicie …

serca …

Też je mam …

jeszcze będzie przepięknie ….

jeszcze będzie …

ja to wiem …

mija dzień …

kolejny rok ….

Ja i Ty ….

będzie przepięknie ….

kurwa będzie normalnie ….

Ty Moja M ….

to światłość normalności …

dajesz wiatr wiary ….

tak będzie …

noc spada w gębe wielkich ….

zamknięte oczy …

ja nie jestem sama …

śmiech …

Wiem, mówiłaś …

Wierzyłaś ….

Broniłaś …

Ale było zawsze ale …

A dziś …

Wierzę w każdy szept …

Krew płynie …

moją aleją łez …

pulsuję rtęć ….

Ty jesteś ….

naprawdę ….

Istniejesz …

Moja M …

nie jesteś ułudą …

nie mów mi ….

Wiem …

Kochasz mnie ….

Moje myśli …

Są w twoich ustach …

Popłynę na wieczność …

W głosie twym …

Święta …

Kolejne Święta …. 


Magiczny czas …. 

Ale dla kogo ….

A może jednak są ….

We mnie taka cisza ….

Milczenie duszy ….

Czerwień lukrowego jabłka ….

Igły świerku ….

Głęboko wbite w aortę krzyku ….

Czerwone prawdą ….

Płomień ogrzewa skostniały wzrok …

Pomiędzy bombkami okruchy mnie ….

Błyszczące łzy ….

A we mnie puch ciszy …

Białe szaleństwo zmyte mandarynki aromatem ….

Szopka rozpada się …

Renifery czekają ….

Kopyt stukot odmierza kres ….

Tam wsród łańcuchów …

Czeka mój ….

Pokręcony smutkiem …

Zachęca by zerwać go …

I rozłożyć w magiczny los …

Wg mojej wyobraźni lukrowanej polewy …

Zachęca blaskiem lampek …

Biją ciepłem …

Nadziei …

Że Gwiazdor …

Pod choinką zostawi nowy czas …




poranki :)

sobotni brzask …

leniwy pościeli szelest …

posmak mięty …

odświężający zmysły …

łaskocze świadomość …

lustro …

patrzę w odbicie przesłości …

te oczy …

nie to nierealne …

absurd …

odsuwam odbicie …

bluźnię, warczę …

ale to na nic …

one patrzą …

one są tu i teraz …

chwila konfrontacji …

uwiarygodnienie dotyku …

a może …

to kłamliwy szlif …

jak duszę zszyć …

ale …

ja to czuję …

w ciemnych oczach …

witaj …

to spojrzenie …

przyszło po mnie …

odnalazło w miazdze płaczu …

słodkie ciemne oczy …

usta miękkie …

kręgosłup archeologiczny …

dziś bez spękań …

już zbieram …

z kątów …

siebie …

oddechem unoszę …

kurz  łez …

Ale zaraz …

gdzie mój las …

zmazały go łzy …

wycinka ciemnych dni …

szepce wiatr …

chłód oczyszczenia …

przestrzeń …

pośrodku Ja …

i nie chcę  …

uciekać, chować się …

nie rozglądam się histerią …

uśmiecham się …

znowu Jesteśmy …

tak rozrzuciłam kamienie …

rozkiwitam …

horyzontem słońca …

patrz …

blask ciepła …

śpiew, kolor …

widzę …

rozpoznaję …

rozumiem …

już nie szukam nory …

wiem …

„ciii, jest już cicho …”

dawno tego nie szeptaliśmy …

pamiętasz …

kochaliśmy przestrzeń …

umysłu …

granic …

Nas …

Już wiem …

Pamiętam …

Przestrzeń dłoni …

Dziękuję …

serce buzuję ciałem …

myśli kolorem …

znów …

CZUJĘ …

MY RIOT …

wtorkowy wieczór …

chłodny Eskulap …

czekałam wiele lat …

tęskniąc za mądrymi oczami …

pytałam …

pytałam …

kiedy, gdzie, dlaczego …

i nagle …

Jest Wraca …

Glaca z projektem My Riot …

szum myśli …

jaki …

czy nadal prawdziwy …

płyta …

słowa wbijają w serce …

otwierają rany …

oczy płoną …

wierzę ….

uciekam w słowa …

rozmyślam …

wrócił, bo ….

pragnął …

nie poddał się …

walczył …

o to co kochał …

szczerość uczuć …

o muzykę …

wdarł się …

jest …

dziękuję …

zatonęłam w mroku …

oddałam się w moc słów prawdy …

szalałam dotykając ran …

ułamki sekund …

traciłam kontrolę …

byłam wolna …

od tego kim mam być …

od tego co powinnam czuć …

od tego kogo mogę dotykać …

od mojego psychiatrycznego życia …

sterylnie opisanego …

recepty scenariusza …

w mojej głowie …

staram się …

brać pigułkę waszej normalności …

co rano …

popijam ją …

goryczą  ust …

a i tak w Waszym życiu …

jestem inna …

dziwak …

naznaczona …

zaszczuliście mnie …

blichtr sztywności …

kajdany mózgu …

rób, nie rób, wolno, nie wolno ….

Diva do wynajęcia …

Stoję i patrzę na Ciebie …

Szaleje na scenie …

Dał radę …

Śpiewa : JESTEM PONAD WSZYSTKIM …

a Ja …

stoję i patrzę  ….

ciemne oczy toczą film …

o mnie …

o strachu …

bo czym jest brak odwagi ….

kulę się w lesie …

uciekam …

upokorzenie …

błądze …

pustka …

obłuda …

co by było …

gdybym maski …

wrzuciła Wam w twarz …

kim bym wtedy była dla Was …

Apokalipsą …

śmiech …

jak byście kulturalnie mnie nazwali …

Wielcy Wy ….

Idealni …

Dorośli …

Moralni …

Klasyczni hipokryci …

Może …

na kolejnym koncercie MY RIOT …

będę stała i patrzyła …

z apokalipsą prawdy …

w moich ciemnych oczach …

czekam …

na drugą płytę …

koncert …

amoku samej siebie ….

ubrana w głos słów Glacy …

Beksińskiego czar …

demonizajca ciała ….

śmierć i marność …

brutalność …

dramatyzm …

ile bzdur …

a może …

poprostu …

PRAWDA …

„Ważne jest to, co ukazuje się naszej duszy,
a nie to co widzą nasze oczy i co możemy nazwać …” Beksiński.

Ale skąd …

Macie …

Mieć …

Odwagę …

By zajrzeć …

W Waszą …

robaczywą duszę …

tyle słów …

tyle recenzji …

absurdalne słowa …

boicie się ?

cóż …

kłamstwo …

to krew i łzy …

ta krew winem moich ust …

w moich kielichu …

łzy Wasze takie słodkie …

spływają w moich dłoniach …

nie uciekam …

ojej …

zdziwienie …

tak …

naiwność zamieniła odbicie lustra …

pragnienie Waszych skurczów umysłu …

ha ha ha …

ten mrok …

te myśli …

smak …

bolesny metal …

odałam wszystko …

dostałam więcej …

dno …

śmierdziało …

Waszymi słowami …

płonęło ciało …

teatrem sztuczności …

widzisz bandaże …

pełne soków moich ran …

umarłam …

od szydery …

ukryłam siebie w dłoniach …

a teraz …

STOJĘ …

kły …

tak …

pełna dziwactwa …

losu …

pełna wynaturzenia …

bawi mnie …

Wasze znaczenie słowa : ZŁO …

co Wy Wielcy …

wiecie …

czujecie …

farsa …

oszczędze sny …

są takie nudne …

takie przewidywalne …

żal nudy …

nie chcę …

niszczyć szkliwa …

na Was …

sami się uwikłaliście …

Oni po Was …

przyjdą …

ale  …

macie czas …

analizujcie …

szybciej wiecej …

mówcie …

to …

ścieki …

barłóg …

Tam Was …

zaprowadzę …

Tam Wasze …

oczyszczenie ….

cmok w czółko …

szydera …

kły błyszczą …

stalą bieli …

miłych snów …

dolor ….

każdy zna …

może somatyczny …

może psychologiczny …

dotyka każde istnienie …

potyka się tylko o śmierć …

wtedy traci nasycenie …

czy to zabawa ?

czy realizm stworzenia ?

nie wiem …

rodząc, płaczemy …

bo …

oddajemu się „dolorkowi” …

czy …

że, wybraliśmy dla siebie …

los, do dupy ?

nie wiem …

ułomność nasza …

nie znamy odpowiedzi …

na tak wiele …

PROSTYCH pytań …

ciekawe …

kosmos, sztuczne narządy …

in vitro …

jak Bóg …

tworzymy nowe życie …

szkoda tylko, że tylko On kreśli …

litery z  tomów tej powieści …

A dla Nas …

to abstrakcja …

kod …

nad którym On …

nadal Panem a my ślepcami …

sekretne odpowiedzi …

w kieszeni płaszcza niebieskiego …

A Dolorek panuje …

wróciłam w świat …

białych kitelków …

bo Dolorek …

tak sobie zażyczył …

bo przecież dwa miesiące …

zapomienia Dolorka …

to somatyczne przestępstwo …

bo Dolorek psychologiczny …

moim oddechem …

poranek …

to igły blask …

i tak …

kilkanaście dni …

toczy się …

kolejna część …

być albo nie być …

ruletka strachu …

chyba już nie ….

Biały Kitelek dzisiaj : „Wiem, że dolorek jest i trzyma tak mocno, prawda ?

Nie, nie ma Go, jest dobrze …

Nie czuję …

Biały Kitelek wielkie oko …

„Jak to możliwe ?”

„aut Deus, aut Deamon… panie Doktorze …”

zaskoczenie słów …

jego twarz …

nieruchoma …

oczy mówiły …

usta milczały …

czyżby ….

Biały Kitelku ?

rozumiem …

oczu język  …

a Ja, geniuszem nauki o Waszych oczach …

„Czym niżej upadasz, tym mniej Cię boli.”
Stanisław Jerzy Lec

do …..

„najwięksi wrogowie wywodzą się ze złych przyjaciół”
Gracjan

Ja poznałam smak …

Ja zrozumiałam …

Ja zanegowałam ….

Ja oddaliłam …

Przyjaciół …

Oni bawili się …

Oni czuli ….

Oni płyneli …

Oni kochali …

każde …

potknięcie …

łzy …

strach …

ból …

wątpliwość …

Ich słowa …

Rady …

za rogu szeptali …

burzyli wiarę …

tak, im ufałam …

Oni pisali scenariusz …

Ja grałam …

Wykorzystali …

naiwość …

brak wiary …

Nakazywali ….

powtarzając …

powtarzając …

powtarzając …

każdy dzień …

słyszałam …

A ona …

A on …

A ona …

A on …

Refren dni …

I …

Jest dzisiaj …

Jestem …

Żyję …

A oni …

Mają ofiarę …

Kolejną …

Cóż …

To chyba ….

LOS …

A Ja …

idę …

krok pewny …

ojej …

upadłam …

ojej …

wstaję …

sama …

o własnych siłach …

Wy beblacie nadal …

beblacie …

„oh jak Ja się za Tobą stęskniłam”

ojej …

ojej …

„ona jest wyobcowana”

ojej …

ojej …

A Ja to SRAM …

dobre, co ?

naiwna, A …

nagle SRA …

brak pokory ?

NIE …

własna wartość …

cisza …

szacunek …

lojalność …

ZASADY …

ale, co to za słowo …

oj przepraszam …

w waszych realiach …

to słowo …

OBCOJĘZYCZNE …

ciągle, pytacie …

dziwicie się …

jak można ….

a wiek ….

RÓŻNICA ZBYT WIELKA ….

Wy Wielcy Bogowie …

nieskazitelni …

mądrzy …

wyrocznie …

na kolana …

Oni głoszą ….

Ale, znacie takie słowo ?

ALE NIE MNIE !!!

JUŻ NIE !!!

tym razem …

Ja Wam powiem …

wiek …

pozycja …

wykształcenie …

ubiór …

auto …

to nic …

nauczcie się …

wartości …

prawdy …

zrozumienia …

akceptacji …

wiary …

i poranka …

wiem, wiem …

zbyt dużo …

bynajmniej …

pozdraiwam Was …

i cieszę się …

że umiem żyć …

a Wy …

wolna wola …

„Czym jest przyjaźń ?
To jedna dusza mieszkająca w dwóch ciałach.”
Arystoteles

XXII X MCMLXXV…

„Nawet cień przyjaciela wystarczy, aby uczynić człowieka szczęśliwym.”
Menander

objawienie zespolenia …

słowa …

odszukane …

powróz projekcji …

idylliczność rozżarzona …

blaskiem jedności …

pamiętasz dzwony biły …

Północ …

I jest rok kolejny za mną …

Pierwsza chwila …

Pierwsza głoska …

Bim, bam …

Siła metalu …

Potęga władzy …

Zabarwienie dzwonu …

Rezonans echa …

W moim sercu ….

Dajesz mi …

Naukę …

Kształcisz duszę …

Oczy, takie dobre …

Lojalność …

Zuchwale obracasz monetę dekalogu …

Obalasz moje prawo do zła …

Jedyna Ty …

Ciskasz prawdą …

Co to być, tulić …

Zarzucić pelerynę MONOGAMII …

Słucham …

Nurkuję w pięknie słów …

Obrastam nadzieją …

Skupienie …

Rola Twoich uczuć …

Twój azyl …

Ramiona …

Oni byli i są …

Kręgiem siły …

Oni …

Nigdy nie odwrócą …

Nigdy nie odmówią …

Mimo …

Tam w niszy …

STOJĄ …

A Ty Moja M …

Moim namiestnikiem …

Ministerstwa PRZYJAŹŃ …

dziękuję za To gdy Jesteś ….

szczególnie wtedy, gdy ….

zakrywam życie …

Ja muszę …

Być …

Zielono- niebieskie i Ciemne Oczy …

One …

Potrzebują moich dni …

„Cierpienie nie jest prawem natury, jest to czasem jej przywilej, bo w tajnikach dusz niektórych
nadmiar boleści staję się kolebką geniuszu lub zbrodni „ 
W.S.Reymont

To …

Kim, JA ?

Demonizm niejasności …

Obok płynie rzeka …

Piłam z niej …

I …

Zyskałam nieobliczalność …

Skrywam resztę …

Rozpasanie niezrozumienia …

Wstrząs …

Kolumna okala …

Kajdany …

Las …

Strach …

Pustelnik …

On wie …

Nie wyblakłe Jego oczy ….

Od zdziwienia …

Od niedorzeczności …

Moje Ciemne Oczy …

Rozpaczliwe …

Ale nie …

Kochane Ciemne Oczy …

Wam, nie wolno …

Gubić …

smaku metalicznej …

drwiny …

chłodu stali …

upadnij, powstań …

byle szybko …

bo Ja nie upadam …

PRZECIEŻ …

Stworzono mnie …

Zainfekowano rtęcią bezwzględności …

Ona płynie w moich żyłach …

Arcydzieło mentalisty …

Eksperymenty dni, chwil …

Pokora ….

Zaginęła …

Spłonęła wraz z łzami …

Obarczona …

Idę …

Wlękę się jak Syzyf …

To parzy …

Niszczy …

Mnie …

Znajduję Moja M …

Twoją dłoń …

Lecz …

Nagle …

Białe kły …

Ot, tak …

Wilk …

Świst …

Ból …

Poluję …

Jest ofiara …

Podejdę …

Wyczuję …

Tak …

Mogę zatopić się …

Krwawa noc …

Zostawiam zapach …

Marzenie oszalałe pragnieniem ….

Bawi mnie Ich słabość …

Ocieram ich uczucia …

Są objętnością …

Kolejna obroża …

Dzikość mojej ZBRODNI …

Wobec ich pieprzonej WIARY …

W ich szeptach pozostaje …

NADZIEJA …

że mój zapach …

wróci do nich …

NIGDY …

atak udany …

posmak ułagodzi …

na ile …

i ile …

jeszcze …

PUSTELNIK …

wymaga …

wilczy zmysł …

prawo łap …

nie stąpa …

nie szczerzy kłów …

gdy zapach …

słodki …

który spętuje …

pozwala …

dotykowi …

dać …

coś …

czego …

nie …

zaznałam …

co …

mogło by …

odebrać hard stali …

waleczność samotni …

nie …

jeszcze nie ….

czasu …

chcę …

by …

wybór był …

TYLKO MÓJ …

to moje życzenie …

w moim dniu ….

narodzin …

geniusza czy zbrodniarza ?

jeszcze czas …

na odpowiedź :)

„Żyj tak, aby znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz”
Julian Tuwim


 

XXII X MCMLXXV…

„Nawet cień przyjaciela wystarczy, aby uczynić człowieka szczęśliwym.”
Menander

objawienie zespolenia …

słowa …

odszukane …

powróz projekcji …

idylliczność rozżarzona …

blaskiem jedności …

pamiętasz dzwony biły …

Północ …

I jest rok kolejny za mną …

Pierwsza chwila …

Pierwsza głoska …

Bim, bam …

Siła metalu …

Potęga władzy …

Zabarwienie dzwonu …

Rezonans echa …

W moim sercu ….

Dajesz mi …

Naukę …

Kształcisz duszę …

Oczy, takie dobre …

Lojalność …

Zuchwale obracasz monetę dekalogu …

Obalasz moje prawo do zła …

Jedyna Ty …

Ciskasz prawdą …

Co to być, tulić …

Zarzucić pelerynę MONOGAMII …

Słucham …

Nurkuję w pięknie słów …

Obrastam nadzieją …

Skupienie …

Rola Twoich uczuć …

Twój azyl …

Ramiona …

Oni byli i są …

Kręgiem siły …

Oni …

Nigdy nie odwrócą …

Nigdy nie odmówią …

Mimo …

Tam w niszy …

STOJĄ …

A Ty Moja M …

Moim namiestnikiem …

Ministerstwa PRZYJAŹŃ …

dziękuję za To gdy Jesteś ….

szczególnie wtedy, gdy ….

zakrywam życie …

Ja muszę …

Być …

Zielono- niebieskie i Ciemne Oczy …

One …

Potrzebują moich dni …

„Cierpienie nie jest prawem natury, jest to czasem jej przywilej, bo w tajnikach dusz niektórych
nadmiar boleści staję się kolebką geniuszu lub zbrodni „ 
W.S.Reymont

To …

Kim, JA ?

Demonizm niejasności …

Obok płynie rzeka …

Piłam z niej …

I …

Zyskałam nieobliczalność …

Skrywam resztę …

Rozpasanie niezrozumienia …

Wstrząs …

Kolumna okala …

Kajdany …

Las …

Strach …

Pustelnik …

On wie …

Nie wyblakłe Jego oczy ….

Od zdziwienia …

Od niedorzeczności …

Moje Ciemne Oczy …

Rozpaczliwe …

Ale nie …

Kochane Ciemne Oczy …

Wam, nie wolno …

Gubić …

smaku metalicznej …

drwiny …

chłodu stali …

upadnij, powstań …

byle szybko …

bo Ja nie upadam …

PRZECIEŻ …

Stworzono mnie …

Zainfekowano rtęcią bezwzględności …

Ona płynie w moich żyłach …

Arcydzieło mentalisty …

Eksperymenty dni, chwil …

Pokora ….

Zaginęła …

Spłonęła wraz z łzami …

Obarczona …

Idę …

Wlękę się jak Syzyf …

To parzy …

Niszczy …

Mnie …

Znajduję Moja M …

Twoją dłoń …

Lecz …

Nagle …

Białe kły …

Ot, tak …

Wilk …

Świst …

Ból …

Poluję …

Jest ofiara …

Podejdę …

Wyczuję …

Tak …

Mogę zatopić się …

Krwawa noc …

Zostawiam zapach …

Marzenie oszalałe pragnieniem ….

Bawi mnie Ich słabość …

Ocieram ich uczucia …

Są objętnością …

Kolejna obroża …

Dzikość mojej ZBRODNI …

Wobec ich pieprzonej WIARY …

W ich szeptach pozostaje …

NADZIEJA …

że mój zapach …

wróci do nich …

 NIGDY …

atak udany …

posmak ułagodzi …

na ile …

i ile …

jeszcze …

PUSTELNIK …

wymaga …

wilczy zmysł …

prawo łap …

nie stąpa …

nie szczerzy kłów …

gdy zapach …

słodki …

który spętuje …

pozwala …

dotykowi …

dać …

coś …

czego …

nie …

zaznałam …

co …

mogło by …

odebrać hard stali …

waleczność samotni …

nie …

jeszcze nie ….

czasu …

chcę …

by …

wybór był …

TYLKO MÓJ …

to moje życzenie …

w moim dniu ….

narodzin …

geniusza czy zbrodniarza ?

jeszcze czas …

na odpowiedź :)

„Żyj tak, aby znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz”
 Julian Tuwim


 

odosobniona …

nie uwierzę ….

na ustach, śmiech …

szyderczy blachy trzask …

poza moim snem …

Wy …

pozwólcie mi żyć …

jestem uprawniona …

do swoich decyzji …

do swojej intensywności …

może sprawozdanie, wysłać …

oj, nie, już nie, tym razem  …

nie tym razem …

nie ten szyk …

autonomia berłem …

niezależność drogą …

MAM DO TEGO PRAWO …

nie cierpię …

nie wrzeszczę …

nie tęsknie …

za Wami ….

nie jestem ODOSOBNIONA …

w waszych ustach odrzucona …

jestem wyobcowana …

z Waszej bajki …

los odsączył mgłę …

zakłamania …

intryg …

otarłam się …

o bajoro Waszych słów …

A DZIŚ …

błogość …

lawina uniesienia …

zachwycam się …

aleją w deszczu jesiennych liści …

zapachem czarnej kawy …

sączę czerwone wino myśli …

tulę śmiech w ludzkich oczach …

jest dobrze …

nie ratujcie mnie …

zakłamani przyjaciele …

poszli ode mnie …

a kysz ….

„w trybie, now” słowa Mateusza :)

„forever 27″

słowo:

LOS

rzeczownik …

r. męski …

bieg czyjegoś życia …

kartka z numerem …

przeznaczenie …

przypadek …

mnogość znaczeń …

ale jaka spójność …

kolokacje:

dramatyczny …

marny …

kusić …

słowo …

pełne łez …

pełne gniewu …

podstępne …

szyderczy blask zębów …

tango marionetek …

czyżbym sama …

nabazgrała ten absurd…

On, mówi…

tańcz dalej …

zanurz usta …

w winie dni …

przepraszam, pomyliłam się  …

dla Losu …

nieznane
słowa …

bełkot nasz …

nie słucha …

nie rozumie …

stuka palcami …

w takt muzyki …

spisanych nut …

przez Ciebie …

przeze mnie …

hałas strachu …

krzyk bezwolnej woli …

nie fałszuje …

On, wirtuozem …

Znam …

Wierzę …

Są …

Oni …

wydarli swoje nuty …

pauza …

nowe linie …

zdecydowane
metrum …

partytura
kompletna …

delikatnie

zmącona …

Wirtuoz
oszukany …

odtwarza …

stuka …

Oni …

miękko
płyną …

A my …

skazani …

fermaty …

urodzona pod
numerem …

27

 

 

 

 

jeszcze sen …

„jeszcze sen …


sen mi został …

ślad na naszych mostach …”

Ty, moja M …

Latarnią …

oddaną …

PRAWDZIWĄ …

czym zasłużyłam …

dajesz wikt rozumu …

przystań Ciepła …

strawę dla duszy …

nie wiesz …

ile …

ofiarowujesz  …

przystań …

dla  Duszy mej …

pomimo …

każdej łzy …

każdej rany …

brocząc myślą …

Ty …

jesteś …

wiatr …

czujesz …

ciepły …

deszcz …

to były moje łzy …

zimne …

ale …

spłyneły Twoimi oczami …

Moja M …

zaśpiewaj mi …

kiedy …

mój las …

łożem …

wieczności …

bedzie …

„ktoś zabrał Ciebie,

nie wróci Ciebie mi ….”

moja droga M…

witaj,

Moja M …

jestem …

wróciłam …

dziękuję …

że, byłaś …

gdy …

wyłam …

mimo …

utuliłaś …

smakiem słów …

wiesz …

Czarne morze …

pełne …

ciemnych łez …

wiem, wiem …

urodziłam się …

ze stali …

serce …

bije szumem …

małych ciemnych oczu …

Moja M …

powiedz, mi …

kiedy …

czy …

znajdę …

drogę …

wyrwę się …

bo …

wokół moich stóp …

mgła …

las …

mleczny …

ciężki oddech …

Moja M…

uratuj mnie …

przyjdź po mnie …

nie pozwól …

bym …

zasnęła …

i by mój …

kiedyś piękny …

las …

oddał …

łoże zapomnienia …

ciemne oczy …

mgliste …

wolność …

notatka z dnia 15 lipca …

Wolność …

Jej smak …

Ostry, jak kły …

Podnieca zapachem …

Drapieżca …

Wybacz …

Nie popłynę morzem …

Czarnym …

Tonęłam …

Wiele razy …

Stoją na brzegu …

Kuszą …

Szepty …

Słodkie …

Kobiece …

Nucą …

Wybaczcie …

Moja dusza …

Zna drogę …

Znam hades pokus …

Znam ambrozję uniesień …

Aorta pełna …

Fałszu …

Słodkości …

Krwawe dłonie …

Otarły zmysły …

Nimfy …

Odpływają …

Orszak mew …

Ja, Panią…

Władam …

Swoim losem …

Czyżbym …

Była …

Tobą …

Zła …

Demonem …

Swego, Ja …

Odebrałam …

Twoje prawo …

Kim, jestem …

Co, zabiłam …

Kto, ofiarą …

Obojętna …

Duszne słowa …

Bułgarski wiatr …

Ofiarowowałeś …

Wolność  …

Waleczna …

Cierpkie wino …

Smakuje …

Krwią …

Gipsy …

Jesteście …

Moja krew …

Miesza się …

Stukotem …

Z wolnością …

Bułgarskie prawo …

notatka z 12 lipca

Bułgarskie prawo …

On może  …

Zatopić się …

Oblec się ..

Płaszczem …

Krystaliczej Panienki …

Flirtować …

Ocierać się …

Pełzać u jej …

Szklanych stóp …

A Ja …

Czekaj …

Na mój rozkaz …

On nakazuje …

Kochanka …

Raz już …

Rodzinna atmosfera …

Teraz już …

Książe …

Z kryształowym berłem …

Z płaszczem utkanym chmielem …

On, mówi …

Chyl kark …

Posłuszna bądź …

Pławi się …

Swoją władzą …

Poddany, patrzy …

Patrz, patrz …

Podziwiaj …

Bo …

On,  jest ponad …

On, może …

On, będzie …

On, chcę …

On, żąda …

Jest, ON …

A …

Ja, słucham …

Ja, czuję …

Ja, bez sprzeciwu …

Ja, jestem …

Zamknięta śmiechem …

Oczami sarkazmu …

Usta syczą, ugrzecznieniem …

Daleka, od buntu …

Wiele tomów …

Książę i Ja …

Przekartkowalam …

Wiele łez rozmazazało …

Czcionkę słów: kocham Cię …

Następne rozdziały …

Kłamstwo …

Wybaczenie …

Rozczarowanie …

Niechęć …

Nadzieja …

Upadek na klolana …

Ból …

Obrzydzenie …

Prawda …

Ja …

Rozdział, ten …

Nowy …

Pisany …

Wolną wolą …

Atrament z mojej krwi …

Stalówka uszlachetniona łzami …

Przy upadku …

Nie upuści …

Kropli poddania …

Nie złamie snów …

Napiszę …

Ostani akt …

Litery składam …

Powoli …

Odstęp …

Rozważnie …

Bez …

Romantycznej zemsty …

Renesansowych intryg …

Epoka realizmu …

Epoka oświecenia …

To moje …

ODRODZENIE …

Dziękuję …

Za Biblię  …

Napisaną przez nas …

Z niej wyżarłam …

Mądrość …

Z niej wydrapapałam …

Swój ból …

Spaliłam przywiązanie …

Resztę kart …

Obwiazuję obrączkami …

Lśnią w ogniu …

Złotego Zapomnienia …

Są daniną …

Przekraczam okładkę …

Zatrzaskuję się …

Kurz monarchii …

Księcia …

Zadusi wolnością …

Zatopi w nienawiści …

Książę …

Teraz krzyczy …

Bo pałac …

suchy …

Nie ma upojonych, łez …

Poddani, patrzcie …

Podziwiajcie …

Księcia na kolanach …

Ta, zła …

Odeszła …

Wbrew …

Ciemne oczy …

Ulotkę oszczerstw …

Z goryczy Księcia …

Oprawi w ramy …

Kryształowe …

By upuszczając …

W Księcia oczy …

Słodycz Kryształowej Panienki …

Zatopiła …

Mój szept …

słońcem spętana …

notatka z dnia 10 lipca

Słońcem spętana …

Nie ucieknę …

Nie ma gdzie …

Plastik leżaków …

Bułgarski wiatr …

On, nie otuli mnie …

On, parzy Waszym światem …

Tak, obcy …

Brakuje scenarisza …

Ta rola …

Kolejna maska …

Dobra żona i matka …

Układam słowa …

Recytuje …

Dykcja wyćwiczona …

Zdjęcia …

Uśmiech …

Ile, w nim bólu …

zakłamania …

Idź sobie już …

Słońce topi …

mój zimny los …

Oczy lzawią ..

Odarte suszą …

Basenu błękit …

wolność …

Kolor bezskresu …

W ramach …

Jak obraz …

Dzieło sztuki …

Podziwiam …

Zamkniętymi oczami …


konwersacja z Anonimem cz. II

witaj …


Anonimie …

piszesz WSTYD …

opisz to …

czym jest wstyd mój …

uzurbujesz sobie prawo …

do mojego stylu …

to daj mi …

wyjaśnienie swego słowa …

nie zaczepiaj …

argument …

to przemawia ….

szczerość …

to przemawia …

odarta z masek …

piszesz …

o mnie …

BRAWO …

POKLASK …

JUŻ MASZ …

moje sny …

moje pragnienia …

mój Anonimie …

nieosiągalne …

nie stałeś …

NIGDY …

na brzegu mojego lasu …

nie piłeś z rzeki krwawej łez …

nie ocierałeś sie o moje rany …

a wiesz tyle ….

nie upiłeś się bólem istnienia …

to skąd …

Twoja odwaga …

by mnie nawiedzać …

ten świat …

nie dla Ciebie …

bo …

nie widziałam …

nie czułam …

nie dotykałam …

Anonima …

nie spowiłam …

moimi ramionami …

nie piłam Twoich ust …

ani nie minełam …

twej duszy …

mój las …

to ZATRACENIE …

mych zmysłów …

i świata, który dla Anonima …

zbyt odległy …

zbyt namiętny …

i wolny od kłamstw …

i tam nie ma masek …

są zranione szepty …

są czyste ucieczki …

od pierdolonych konwenansów …

ciemne oczy …

spowiedź….

marmur ust …

krwawe łzy …

potok słów …

skowyt dnia …

oddycham …

ciągle …

wije się obok …

wstaję …

jem …

myślę …

jestem …

ale kim ?

nie znam odpowiedzi …

robię…

co muszę …

co należy …

co powinnam …

koński warkocz stóp …

noc …

dzień …

i kolejna noc …

i kolejny dzień …

obłąkanie …

życie, to dar …

NIE ZGADZAM SIĘ …

dar walki, co dnia …

dar złudzeń, co moment …

dar bólu, co zawsze …

HIPOKRYTKA …

czy

ZATRACONA …

tyle lat …

zastanawiam się …

po co ?

kim jestem ?

dlaczego, ciemność ?

skąd, ten świat ?

czego, ode mnie oczekuje …

szukałam daniny prawdy …

wszędzie …

u kościoła bram …

w czarno białej magii …

w sekcie manipulacji …

a nadal …

nie wiem nic …

nie kocham …

nie dotykam …

nie smakuje …

a żyję …

Aleja …

teraz pusta …

czy, to słabość …

czy, odwaga …

stanąć w Aleji …

i zrobić jeden krok …

nie wiem …

ilu z nas …

błądzi …

nie zna odpowiedzi …

i czuje …

dlaczego, ja …

czuję, tylko smak …

bólu …

krwi …

twoich łez …

stali myśli …

widzę, tylko …

popieprzony świat …

szczegóły upodlenia serc …

słyszę, tylko …

dzwięk złamanych prawd …

syk kłamliwych warg …

morały …

prawidła …

oblane lukrem cynizmu …

to po co, ten zamęt …

chcę, znać moją spowiedź  …

moje pochodzenie …

ale …

ten, który stoi na brzegu lasu …

nie pozwala …

osacza nieprawdą …

kneble zarzuca …

mgłą oczy koloruje …

pilnuje, dobro …

drzwi na oścież …

pozostawia, złu …

uśmiecha się …

gdy wyje …

o siebie …

o pochodzenie …

o przeznaczenie …

ten, który u bram …

to …

znienawidzony …

nieodgadniony …

mój LOS …

do anonima

„ostry blask sekundy myśli… 

cichy wiatr…

czas szarości lasu… 

zawsze to samo !

pewna niewiedza…

promyk nadziei…

…start czekania”


anonimy …

sączą mnie …

kolejny …

Ktoś …

kto wie co dla mnie …

najlepsze …

bla, bla, bla …

bełkot myśli …

wypij moją gorycz …

dotknij ran …

upadnij na moje kolana …

podnieść się ocierając …

o brzytwy ich słów …

pokochaj mnie …

pozwól Ciebie zniszczyć …

a wtedy …

moimi myślami …

baw się …

jak będziesz miał siły …

skowycząc prawdą …

uwierzyć Ci ….

przekonaj że śmiech ….

to nie tylko TEATR …

piszesz ZAWSZE TO SAMO !

wykrzyknik tylko jeden …

takiś łaskaw …


chrzanisz ….

nie znasz mnie …

zaśnij …

ciemne oczy będą zawsze takie same !!!!!!!!!!!!!!!!





ból, strach …

niczego nie będzie żal …

prawda …

legendy umierają …

upodlone w swojej wielkości …

maniera szukania desek …

desek przebrzmiałych suchotą …

„DIVA DO WYNAJĘCIA”

taki tytuł zapadł mi w mej głowie …

scenariusz cuchnie …

każdy podeszwy krzyk …

to już granica …

obłęd …

jeszcze dalej, kochaj mnie …

tul me zło …

szybkość nicości …

stado odeszło …

biel zębów …

w aorcie tego co zwiesz, ŻYCIEM …

pieprzę konwenanse …

obśmiewam zasady plastkowej śmietanki …

we mnie lód …

krajobraz lasu w środku zimy …

czerń i biel …

skowyt mnie …

nie ma szarości …

szare są tylko moje Wilki …

zamknięte w Waszych przerażonych oczach …

niewiedzy okrucieństwa …

jedno szurnięcie …

i kolejna scena …

marmur zimny …

a niebo …

BĘDZIE PŁAKAĆ …

przystanki …

pamietacie je …


mijamy je …

zanurzeniu w swoim takcie kroków …

niekiedy obmywamy usta …

plotką …

nie unikamy swojego odbicia …

otoczeni plakatami o marzeniach, sercu, nadzieji …

chronią nas od łez nieba …

podmuchu skrzydeł anielskich …

niekiedy, zatajone ze szklaną miętą …

mijają godziny jak szept kochanków …

dotykamy duszy …

łkamy nad istnieniem, swoim …

jesteśmy wolni …

oddaje się tej chwili …

pochałaniam szelest smutnych drzew …

ciepło w krtani …

nie pozwala na szloch …

nad przemijaniem ….

oby każdy przystanek …

nosił nazwę PRZYJAŹŃ :)

to dla Ciebie …

moja M….

całuje A


ramy …

opary realności …


zjadliwie mnie drapią …

szlak tresowania …

próba kontroli poczytalności ..

jestem jak znajda …

gałąź z mojego lasu …

krucha …

zjedzona przez mikroby życia …

szamoczą mną me dragi rzeczywistości …

zatrważający prąd …

porwał mnie …

konsystencja jakości …

ja poganin wśród Was …

jak sprzymierzyć się …

współistnieć …

akompaniować w Waszym chaosie …

męczy mnie moja groteskowość …

przerysowanie ran …

głeboko we mnie …

zsyłka w mój azyl …

zasnuty w samotność …

ja nie znam humanitaryzmu …

altruizm substancja w boskich kielichach …

smak jej …

pycha upadłej …

zarzuciłam cumę …

w normalność ..

pełzam …

to ziemia obiecana …

daj mi mój losie …

karmić się zdobyczą …

odgoń mgły czerwonych blizn …

otwórz umysł …

oddaj erudycje w dobro …

w ludzkość …

egzema zniknie …

historia choroby zblaknie nadzieją …

podniosłam się z kolan …

tylko głowy unieść przelękniona nie umiem …

ciemne oczy gonią po ścianie pocieszenia ….

mój strach …

zostaje sama …


szum muzyki …

letter from hell …

ciepło świec …

migoczą w szybie …

wołają prowokująco …

gasną światła mroźnego szkła …

pies ujada …

kroki …

szelest …

szepty …

nie mam w sobie strachu …

czekam …

nie prowokuje …

Tak mnie uczono …

ale to samo przywołuje …

siedzę …

marzę …

by ziściło się …

krzyż czuwa …

może go zdjąć …

charyzmatyk …

dałam słowo …

ten świat wielu istnień …

czysty …

łatwiejszy …

zalany smutkiem …

egoizmem łez …

tak odległy dla wielu …

owianych strachem …

zamknięci na wolną wolę …

uwikłani w realność plastikowej aury …

codzienności pieniądza …

zła …

jestem częścią inności …

modlę się o Wasze dusze …

znam granice …

akceptuje reguły …

otarłam się ciemność …

ale to z niewiedzy …

nie obwiniam Was …

tylko pustkę pychy …

wiarę w swoją moc …

daliście mi nauczkę …

teraz wykorzystam siebie …

w dobrym kierunku …

pomogę o to proszona …

i wykonam to we właściwy czas …

odnajdę tą chwilę …

i te słowa …

i zanurzę się …

ocalę Was …

i siebie …

ciemne oczy nie są ślepe jak Wy …

wrócił On …

światła rozbłysły …

odeszliście ….

Wilcze myśli

Dawno nie tonęłam w ciemnych oczach …

Zamieniły się w kolor stali …

Wykute w moich bliznach …

Zimne, czerwone od nienawiści …

Błyszczały lawą stalowych łez…

Wilczy apetyt umarł …

Błąkałam się w moich lasach …

Nie dotykałam drzew …

Straciły aromat uniesień …

Czas wędrówki…

Zaostrzył kły …

Stępił pazury …

Głód cierpienia …

Wysublimował smak …

Oddał wartość mojego dotyku …

Nauczył jakości ofiar …

Oddalenie …

Pokora …

Przebiegłość …

Niezauważalny wilczy skowyt …

Dobrze mi …

Kocham mój samotny las …

Pełen wyobrażeń …

Pełen ekstazy …

Pełen niecnych planów …

To on dał mi …

Natchnienie …

Wskazał …

Ciebie…

obudziłam się wilczycą …

ze stalową trucizną …

w ustach mych …

pokonałam cienie …

demony wasze …

płynę po obrzeżach lasu …

wyłonię się …

przybiorę kolejną maskę …

otrę się o świat …

a mój samotny azyl …

szumi tęsknotą za wilczycą ….

Czekaj , Wrócę jak zawsze …

Bo jestem tylko twoja …

cisza …

zesłanie w szepty …


tak chłodny …

deszcz …

obmywa moje usta …

kruchy lód …

jak sforsować …

senną stal …

zjadliwość pragnień …

zdeprawowana potęga snów …

zaświadcza o drogocenności …

poezji suwerenności ust …

Ty …

tak daleki …

tak obłąkany zapachem …

a upływ czasu …

zmarszczki niepowodzeń …

nie boisz się …

ja tak …

bo opętałam Cię …

zesłałam w natchnienie …

pachnidło …

ryzykujesz zniewolenie ….

ma donacja …

deformuje Twój umysł …

demony … 

w mojej myśli …

nie poluzują kajdan …

szlak wyznaczony …

ja w cieniu …

bronie do siebie …

ucieczką bram …

a może to …

nie …

niemożliwe …

przyszły los …

tym razem …

wygrał …

czyżby analogia …

milknę …

dość …

wolność …

stanęłam kolejny raz w Aleii…


była cisza …

nie czułam nic …

wewnętrzna pustka …

byłam czysta i wyzbyta oszustw …

było błogo …

ciężar żelaza wydał się niebem …

a ono zaczęło płakać …

krople obijały me oczy, bolało …

ciemne oczy tonęły …

bezruch szeptów, ciała ….

nagle …

uderzyło we mnie …

upadłam …

myśli pokazały …

moje bitwy …

moje poddanie się …

mój żal …

moje poszukiwania …

i oświecenie …

te szkoły, te zasnute czerwone nici …

te pytania …

walka o odpowiedzi …

a to było ucieczką …

przed samą sobą …

strachem przed przeznaczeniem …

przed losem …

to tak mnie zaślepiło ….

doprowadziło do obłędu …

na skraj siebie …

nie wiem ile czasu straciłam ….

tam na Aleii nie byłam sama …

i słowa które padły …

nie bałam się …

mimo iż byliśmy tylko my ….

tajemnica odkupienia …

wiara …

to czego szukałam …

odrzuciłam …

błądziłam …

nie nauczysz się błogosławieństwa …

widzę i czuję …

wycofuję się …

ale już nie dziś …

wiem, którędy mam biec …

tam moje wybawienie …

tam moja wolność …

proste …

zbyt …

już nie będę uleczać świata ….

już nie będą kłuć ciernie słów i czynów Waszych …

znam odpowiedz …

wiem Kim jestem …

warte były zmiany me …

zasady nie ugięte presją chorych pragnień …

7 długich miesięcy żałoby serca …

upadku umysłu …

splątania goryczą …

wygrałam …

mam to czego Wam brakuję …

niewielu to rozumie …

błądzi w lesie …

tak jak ja …

dotyka drzew i chce by ono było opoką …

weszłam na tą drogę bez mojej wiedzy, już wiele lat temu …

sunęłam odważnie w nieznane …

tajemnica wcielenia …

ale klucz do zagadki …

był daleko …

pisałam o kamiennych podłogach ….

to fakt ….

ale przez pryzmat Wasz …

kpiłam …

będę dalej szukać swoich odpowiedzi …

tylko że tak jak mi to naznaczone Sama …

nie potrzebuję szkół …

i teraz to wiem …

to co widzę to moja walka …

to moje poświęcenie …

a prawdę którą poznałam …

jest od wieków na świecie …

i znaną Wam też …

tyle, że nie każdy, chcę jej dotknąć …

szukajcie odpowiedzi już sami …

a gdy ją poznacie …

upadniecie na kolana …

jak ja …

i będziecie wolni …

ja dostałam wiadomość bezpośrednią …

na mokrej kartce były te słowa …

„Est autem fides credere quod nondum vides; 
cuius fidei merces est videre, quod credis.” 

wracając nie znałam ich sensu …

powrót …

Krsytaliczna Panienka zatopiła oczy twoje w zaślepieniu …

znowu …

tyle, że Ja zdziwiona zaznałam nowego uczucia …

patrząc na Ciebie, zatraconym w śnie krystalicznych barw…

moje serce ogarnęło bolesne współczucie …

nie że mnie odrzuciłeś …

nie że mnie ranisz …

tylko …

że tracisz dzień …

że tracisz siebie …

że uciekasz ….

że nie masz odwagi by ŻYĆ …

a to jest pięknem, które nas otacza …

jestem tam blisko …

dla Was wszystkich …

ale nie jestem tą …

nie uratuje każdego …

walcząc uczuciami …

pomogę słowem …

i ciszą …

bo kiedy ją opanujesz ….

znajdziesz swój Eden …

ciemne oczy 



 




pajęczyna …

atakujesz mnie …


wierzysz w rany …

słowa, już nie bolą …

mówisz :

„jesteś bezwyrazu”

„jesteś pusta”

„brak życia „

no, tak …

jestem …

nie dbam o nic …

nawet me dłonie …

spękane, zmęczone …

jak ja …

sen nie przynosi łez …

tyle chwil, dni mija …

i znowu, Ona …

pajęczyna bólu i histerii …

szukam słów …

sklep to szał moich oczu …

oddech ciepły, dłonie mokre i myśli zadufane Innych …

to tama wezbranego obrzydzenia …

do istoty ludzkiej …

do samej siebie …

złość zamieniłam na wycofanie …

gorycz na samozaniedbanie …

ten świat jest nieistotny …

ograniczony kłamstwem …

znużony układami …

potoki pustych słów …

nikt z Was …

nie ma współczucia …

nie ma hardości …

stoicie i gapicie się …

jak płonie ogień …

trawi szept …

odbiera Mnie …

Anioły też stoją …

to jest tak męczące …

nie chcę takiego dnia …

ale ….

znowu się pojawia …

nienawidzę tego słowa…

pierdolone ALE ….

to znaczy Moje Małe Ciemne Oczy …

czy One mnie potrzebują …

czy to takie konwenanse …

że ja muszę go wychować …

a co mu po moich obszarpanych oczach …

pomagam w lekcjach …

ratuję w nicości ocen …

choć skupienie to mój Mount Everest …

przecież On sam to potrafi ….

ma jaja i Ojciec ma być jego autorytetem …

ja swój obowiązek spełniłam ….

dałam mu życie …

nie mam strachu …

nie boję się …

nie słucham …

Samotność to przeszłość …

tak się jej bałam …

walczyłam o wygraną …

po co …

to tylko cisza …

własny wybór …

już nie mówię …

nic i Nikomu …

szydzę z człowieka …

stworzyłeś Panie, ułomne bestie …

żywioły obudziły się …

zniszczeniem uczą …

ale nie Was, bo głusi jesteście …

ja sama, wolę wiatr niż mój głos …

znam …

klucz do wolności …

już nigdy nie powrócę …

moja dusza nie ma promienia …

co mnie ten świat …

co mnie wasze uczucia …

będziecie płakać …

odstawicie czarny teatr lalek …

te wspomnienia w strudze fałszywych spojrzeń …

nie baczę na to …

ja jednym krokiem wkroczę na Aleje i tam zostanę …








ból oczyszcza duszę

tak pisał filozof Tukidydes …

bzdura …

wyzwala …

zaszczucie w paranoi strachu …

przed nikim czoła nie chylę …

ale opętana jestem ….

oczami zła ….

pustka zamienia mnie w żądzę …

zdrady ociekającą czerwienią łoża …

chcę by moje dłonie płonęły krwią ….

waszą …

co mnie zaszczuli …

oderwali łzy od ust …

podnoszę się …

wolno, rozdrapując rany …

paznokcie ryszą szklany materiał ideałów …

oczy puste ….

nie moje …

wasze zalane tym czego nigdy nie było …

zapewniam was …

że „strach jest oczekiwaniem zła”

tym złem w śnie będę Ja …

powoli osaczę miękko każdy pusty wieczór …

czekajcie …

kocham sny —— Wasze 



marmur ..

może zamknę wieko …


zimnego marmuru …

kto się zastanowi …

kto dotknie zimnego policzka …

kto zbierze ostatnią łzę …

nikt …

szukam ognia …

aleja samobójców …

pusta …

droga prosta …

jeden szept …

mały krok …

panuję tam chłód …

a może błogi sen …

sprawdzę …

nie boję się …

płynę falą obojętnych oczu …

wokół cisza …

umarłam …

po co ta walka …

i tak poległam …


brzeg …

brzeg otulony morzem trosk …


kolejny raz …

wbiliście mi sztylet kłamstw …

oczy przepełniły gorycz …

jak można taki potworem być …

moje słowa, czyny …

zapomniane …

otarte ścierwem waszych czynów …

lustra pękają w niebie …

wraca piekło zaufania …

nie patrzę na wasze oczy …

bo ich nie ma …

oczodoły pustej obłudy …

oskarżenia odbijają się echem …

od moich skał …

nie będę walczyć …

bo moim orężem …

wasz wstyd …

staniecie u bram losu …

i tam czystość zabarwi się krwią moich łez …

przeklinam Was …

moi przyjaciele …

nie uciekniecie przed sobą …

przed snami ….

bo w nich przypłynę …

i nie opuszczę pęt …

czekajcie ….



melanż nieczytelny …

nie mogę patrzeć w twoje puste oczy …


środek obronny …

twoja nieobecność …

tak toniesz …

rozmazany …

apatia szkła …

kolorowy śnieg łez …

mdli mnie …

wbijam zęby w aortę losu …

toczy się maź tępoty …

brud namiętnej podniety …

grzech …

gdzie mam stanąć …

gdzie klucze ….

gdzie jestem …

ciągle gdzie albo ale …

jestem wrakiem …

tchórzem …

ile można skrobać …

między ranami …

swoje życie nabazgrałam …

i nie mogę odczytać …

więc …

no dalej odpowiedz !


koniec …

co kiedy puchar łez chroni brzeg z delikatnych rzęs …

co kiedy słony smak pokrywa warg szept …

co kiedy schronienia brak …

tulę się we własny ból …

dni minęły lata odebrały …

nie mam swojej potęgi …

kruszeje pancerz odwagi …

delikatnie spływają pozory …

a mój świat ..

w ciągu okrutny …

smaga batem …

rozdziera ciało …

blizy, coraz więcej ich …

cofam się …

na karku zimny mur …

nie mam gdzie iść ..

nikt …

jestem …

bezbronna …

koniec …

Tango bigamiii ..

przebudzenie …

niedosyt zła ….

pragnienie sumienia …

klarowność zbrodni …

płynęłam w ustach szeptów …

podziw oczu sycił próżność sadysty …

poddałeś się …

zatraciłeś …

przegrałeś pojedynek …

smak krwi twych myśli …

owładnął moim umysłem …

ofiarowałeś klucz do kajdan zamążpójścia …

podziw mych ruchów …

słowa kłamstwem polukrowane …

to zaklęcie …

nie szukaj …

uciekaj w popłochu …

pozwól odpłynąć w sen …

zasyciłam wspomnienia …

zamiłowanie do Tanga …

karma uciecha ust …

pozwoli na wytchnienie …

by wrócić do zasadzki …

zanurzyć się w więzach …

bo one klarownością …

a Ja i ma natura …

to łowca …

zachłanny, niezaspokojony …

brzydzący się bielą bocianich gniazd …

ciemność oczu syci czerwienią wilczą dominacją …

a gdy spięty kark obudzi me oczy …

zapoluję zmierzchem i obudzę Cię świtaniem ….

opętanie …

kategoria dobra czy zła …

oddanie ciała w twoją dyspozycję …

oddanie …

zniewolenie …

czy świadoma zbrodnia …

obrzęd uniesień…

przeciw hostii małżeństwa …

to ja demonem …

złym dla Was …

me kajdany toną w Waszym oburzeniu …

nie szepcę o uwolnienie …

apostołowie hipokryzji precz …

Asurowie przygarnęli …

jedność świadomości manifestacją bytu ciemnych oczu …

ja nicią związana w gęstej fakturze materiału …

pustka mą ciszą …

pot ciał oświeceniem …

stój obok …

pieść mój umysł …

walcz o ciało …

pochłonę wyciszenie …

uniesiesz mnie …

w dusznym zapachu kawy …

ona stygnie ale Ja …

podgrzeję nasycenie aromatu …

Ja Piękną mówisz …

Muza …

czy inne istnienie …

z słodkich piekeł ekstazy …

nie szukaj amuletów, zaklęć …

bo mój krzyk …

zasiedlił twoje westchnienie …

przypłynę każdej parnej nocy …

odpłynę wschodem …

te kwiaty pachną na twoich ustach …

na wieczność …

ciemne oczy  

miłość …

definicja:

Miłość - przywiązanie do kogoś lub czegoś, które przejawia się w relacji do drugiej osoby (lub obiektu), 

połączone z wolą i nieraz silnym pragnieniem stałego obcowania z nią, 
czemu może towarzyszyć pociąg fizyczny do osoby będącej obiektem uczucia.

i kto to rozumie …

umiłowanie, zaangażowanie …

nagle traci miękkość …

drętwieje i zamarza …

niedobitki pocałunków gęstnieją zawodem …

przyrzeczenia to tournee po niebiosach Hadesu …

potępienie gonitwy sfatygowanych ust …

sacrum …

niewzruszona agresją dłoni …

obolała oświeceniem …

wytchnienia pragnę …

uzasadnienia mordu mego oddania …

dość festiwalu odmieńców …

sloganowych uśmiechów …

koneserskich gestów …

natarczywych oczu …

dekadencja oparzyła …

ornament żaru zamienię …

na apatię subtelności …

obramuję się lekko strwaną kobiecością …

odkształcę włądzę …

i gdzie mam stanąć …

by odczytać deklarację …

że odbiorę nagrodę …

los to sprzedawczyk …

miłość to odszczepieniec prawdy …

sojusznik nicości z osoczem nienawiści …

harmonijny obłęd …

konsumuje powoli …

przygtowując wyrafowany posiłek …

oddalić się w azyl w twoich ramion …

ścigać poranek …

łowić spojrzenia …

gdzie szukać …

trwam w omdleniu  nieczułej ciszy …

podniszczona kobieta …

z zachmurzonym zniewoleniem …

fałszywe życie …

kołysz mnie … 

grobowce …

otulam się żwirem zmierzchu …


cichutko, cicho sza …

kołdra zamyka wieko …

szminka dnia starta smogiem słów …

nie dotykaj mnie …

nie szydz ciałem …

piasek tak sypki topi złudzeń loch …

odpoczywam …

poduszka oczekiwań śpi …

prześcierdło namiętności rozdarte …

ja je zamordowałam …

pierzyna przymierza dusz obojętna …

zagrzebana w nić wyrzutów …

opletę ściślej serce swe …

stęchlizną miłości twej …

i ………………………………

szepty

korytarz …


między pokojami …

pełnymi Was …

głuchych …

oślepłych …

gdy stoję tam …

mijam uśmiechy …

wychodzę …

snuję się myślami …

szpetne szepty …

pokoje szare …

kim jesteście ….

wasze mdłe przyzwolenie …

szacujecie …

ile momentów upodlenia …

ile łez …

ile …

kolana pękają od upadków …

wiara w zasklepienie rys …

mętne dłonie …

nie ma klamki …

a klucz rozpuścił się w mgle Krystalicznej Pani …

pozostanę …
korytarze i was upodlą szeptem …

ciemne oczy odwagą prawdy płoną …

brednie temat dni …

ona, on …

ten piskliwy strachu śmiech …

lazurowe brzegi piekła …

spowiły usta …

puls …

przebijam szepty …

Ty i słowa …

wyraźne …

malowane …

schowaj mnie …

niech to trwa …

a Oni …
bronią iluzję swą …

ale ciemne oczy nie są samotne …

dziękuję za twą aurę …

za dłoń wbitą w mą ucieczkę …

ciepło lepkich łez …
dobrość powraca …

może ten sekret …

to nie szept ..






pozory …

byłam …


nie byłam …

nigdy prawdziwa …

kurtyna to moje dni …

maskara już nie rozmazana…

dior na ustach lśni …

farsa …

ale taka rola na afiszu …

oceń mnie …

krytyku samotny …

oskar dla obłudy podłości …

czerwony dywan w Cannes dla mądrości wyważenia …

która kreacja bardziej autentyczna …

jestem kameleonem czasów …

wężem ulic myśli …

gwarem słów opuszczonych …

ciszą przestępczych zauków …

zabijam robactwo pragnień …

osaczam …

i z uśmiechem upodle …

nie chcę żyć …

bo po co …


przegrane jajo …

zbliża się …

Wielkanoc …

osaczają mnie …

myśli wspomnień …

nie mam wiary …

nie mam wiatru marzeń …

pusto …

przegrałam siebie …

wybory mylne …

zatoczyły pętle …

poker …

karty prawdy …

odkrywam …

beznadziejna …

kobieta szara …

zwykła …

schody popękały …

nikogo obok …

As ciemnych trzepot łez …

samotnik …

las porósł krzewami …

cierń …

kładę swój szept …

na stosie kart …

zło nie jest złem …

dobro jest złem ….

nauka ,,,

błądzę po brzegu ust …

uciekam w obłęd …

rozłąka …

odeszli …

już dla nich kurtyna opadła …

kondukt przegranych, szyderczych poetów …

ciało przykryte ołowianym sercem …

ten szloch …

mijają cienie dnia …

miesiące nocy …

obraz blednie …

aromat naszych chwil znika …

myślę …

przypominam …

płótno szarzeje ….

co ostanie …

nie mogę przechować …

tych dotyków …

spojrzeń …

nie mam pudełka …

by gesty uwięzić …

wspomnienia wiatrem podmyte …

stawiamy pomniki …

osobliwe …

tak cicho, cichutko …

kolejne oczy mętną studnią …

to prawo życia …

wolność duszy na schodach świetlanych …

uciekajcie …

ja poczekam …

zagram łzami o blat ufności …

w kolejne zejście …

kołyszę nadzieję …

pokuta …

jestem taka zmęczona …

pokutą nieśmiertelności krystalicznej …

gdybyś tylko chciał …

siedziałabym ścierając pamięć …

ją …

mimo zdrady krwi  …

tak bardzo męczy mnie to …

rzeczywisty ból …

posiada mnie całą …

te rany nie goją się …

od samego początku samotna …

płynę mdłym porankiem …

gdybyś krzyczał …

pokonałabym …

kocham Cię …

twój szept …

delektuję się …

zbyt wiele byś mógł to wymazać …

związana petlą …

pozostałam …

w tym co pozostawiłeś …

kołysz mnie …

bo niknę …

serce …

serce …

serca …

czerwień zalewa …

już tuż …

kilka obrotów wskazówek …

i Walentynki :)

no cóż …

szał …

a u mnie …

czerwone jest wino …

z winogron …

w beczce dojrzewa 11 lat …

nie słodkie …

acz wytrawne jest …

francuski z przymusu posmak …

bukiet stęchlizny …

w głowie szum buntu …

usta wykrzywiam …

wypijam łyk …

wiele ich …

i co …

nie ma serca …

jest anioł …

on mym talizmanem …

wracam błądzić …

w mgle …

łyk …

siedzę jak zawsze …

obok Moja Pani …

taka cicha …

sączy wspólną łzę …

milczymy myślami …

stykamy się dłonią tęsknoty …

za oknem wiatr …

pomiata pragnieniami …

przechodzień …

jego kroki …

bieg szaleńca …

światła …

kolor ciepła …

dotykam …

przejeżdza …

znika jak moja młodość …

litery nie chcą płynąć …

taka niemoc …

tworzę sieć głupoty …

spektakl przesilenia mroku …

słońce na wybrzeżu Brazyli …

tak odległe …

soczystość lasów Amazonii …

we flakonie wyobrażeń …

syczę …

czego ?

wariatko śmiechu paradoksów …

zawieszona na makietce życia …

łyk dymu …

amok obłudy …

szybko uśmiechnij się …

Ktoś cię kocha …

kryształem …

odbijam się w załamaniach koloru …

przybita pinezka …

cóż …………………………

najeźdzca …

znów …

przypłynął wiatrem nienawiści …

ciemiężca mojego związku …

krwiożerca mych sennych ust …

herod Krystalicznej Pani …

obtacza innych swym obleśnym światem …

toczy kulę hochstapler przyjaźni …

rzygam jego błękitem oczu …

skazaniec swej samotności …

wyrok obłędu …

zbieg rzeczywistości …

nienawidzę cię …

zaszczujesz mi dotyk …

a Ja zawlekę do bram nicości …

odpuszczę breje twych tchnień …

i nie pozwolę na ciszę …

będę gnać polami zdartych łez …

zabłądzisz …

ciemne oczy zmylą los …

nienawidzę cię …

za zło wbite głęboko w mą twarz …

batalia …

eudajmonia ust …

obcałowała piernat ciała …

słodkość upojenia …

zamilkła głusza duszy …

schyłek milczenia …

wymowa entuzjazm ran …

patos małżeństwa …

otarł me oczy …

teatralność przeszła w pretensjonalność …

włóczęga marzeń skończona …

zmanierowanie obrzydło …

stoję …

otoczona błogostanem …

niepewnie odnajduję wartość …

poporoszę o intrukcję …

panika ominęła umysł …

trzymam w garści prawo dekretu twoich słów ..

tytuł rozporządzenia:”My”

objęcia Morfeusza zamieniłam na Twoje …

to utopia …

nakazałeś zaufać …

oby domek nie był z kart …

a słowa nie pękły jak bańka mydlana …

zbytek wielu dni przeminął …

zbyt mało świtań pozostało …

byś nakazał utopię …

hazard …

czy to zuchwałość …

kaskaderstwo mej wiary …

ryzyko …

tylko co kładę na szalę …

tylko ból łez …

serce zahartowane jest …

otoczone blokiem skalnych okaleczeń …

blamaż …

zesłanie …

w rozpadlinę zwątpienia …

utonę w niechęci fizycznej …

na klika dni …

a może lat …

i tym razem …

kwietyzm małżeństwa …

temu pozostane oszalała na wieki …

bez iskry mgnienia inności …

wojny już przebrzmiały …

w dłoniach ukołsane snem ciemne oczy …

 

cóż …

pierść do przodu …

bezczynność wobec siebie …

wiara czyni cuda …

k …a, co za wyszukane słowa …

nic nie warte …

zbyt późno …

ja już upadłam …

broczę w gęstej maźi waszej nadzieji …

utonełam w słonej powodzi twoich obietnic …

uwierzyłam, iż obite  łokcie serca …

nie pieką …

łudziłam się, iż jestem głazem samotnej otchłani …

a teraz kamufluje twarz …

maski od kryształu kropli …

odpadają …

ciemne oczy wtopione w spuchnięte wyciem powieki …

blizny po łzach oszpeciły usta …

siedzę w kałuży rozpaczy …

starzeję się, bo rozumiem strach odrzucenia …

czy normalność to nieokiełznane marzenie …

ja blaknę …

jak na choince lampki widziane płaczem …

ile chcesz losie jeszcze myta …

poddam się …

i co zrobię …

zgadnij …

bezgłos ciemnych oczu …

2009 rok …

cicho …

smutno …

pusto …

sentyment ukojeń …

może jakieś postanowienia …

dekret wyimaginowanych słów …

tak wzniosłych omdleniem pragnień …

może jakaś niepoczytalność …

co chcę zmieniać …

nie mam przyszłości …

wrota zamknęte na kilka lat …

nikczemność grzechu …

nie tuli …

popłoch …

pokora moim wybawcą …

cierpliwość płaszczem …

snuję się w lesie płomiennych zmysłów …

rok pogardy …

dla siebie …

koloryt szyderstwa …

czarna melancholia …

trwam w piekle księżycówki …

Pan Ktoś …

to opętanie …

to me biczowanie …

upadnę w chmurną poświatę …

czarne oczy w stanie czuwania …

ogień płaczu …

histeria mych oczu …

emanuje mój ogień …

palę żądzą …

niepoczytalność cielesna …

hebanowe łzy …

otworzyły wrota opętaniu …

przyciągam apokalipse pożadania …

oni o mnie śnią …

w snach oddaje ukojenie …

usta szepczą …

zapach ciepła wabi …

jakim prawem mnie tym obdarzono …

skąd demony …

zgorzkniałość księżycówką oswobodziła ją …

uwielbienie, adoracja …

hołd letargu czy zło …

los zmienia chłód w podniecenie …

cień moich zmysłów oplata …

nieznajomych …

woła słodkim feromonem delikatnej skóry …

śmiałość wyzwolenia z kajdan ułudy …

jaka cena tej gry …

emanuje tajemnicą …

nie odrzucę zdrady dłoni …

aczkolwiek …

pozostanę wierna samotnej wolności …

gorycz pętli smakuję od lat …

nie miejce tu na skruchę …

kobiecość to tylko ciało …

a ciało to klucz do zatracenia …

w zamęcie atramentowych oczu …

ostrzegam …

żądza Was ogniem płaczu zgładzi …

 

bestialstwo świąt …

następuje unicestwienie …

amarantowych uczuć  …

różaniec łez …

kryminał serc …

gdzie mój czyściec …

jestestwo …

to zwid …

nikczemność Ktosia …

dogmat świąt ..

to władca piekeł myśli …

Ty podły bluźnierco …

nonszalancja wypowiedzianych słów …

kolejny lament dwunastu potraw ..

koloryt pragnień …

trwoga nawrócenia …

breja …

to me Boga Narodzenie …

to me kłamstwo życzeń …

nie uciekłam …

pogarda pozostała …

mord na moich oczach …

nastała kolęda szyderstw …

ale szafa pełna masek …

ognisty zamek otwarty …

wybieram …

przy stole zawiruje …

i spadnie czarnym melancholijnym snem …

cichutko …

szepczę …

bo jest cicho …

preludium pustki …

Ona ma mnie w rozpaczy twojej …

jest błogo …

oszałamia mnie jej chłód …

nie ma blasku srebra …

nie ma muzyki …

jest cicho …

nie będzie Waszej Symfonii …

jestem Nią …

dla Niej chowam ramiona serca ….

dla Niej chcę buszować w odosobnieniu …

nie w mnie uniesień spojrzeń …

nie chcę Ciebie …

rozkochałam się w przestrzeni kryształu …

każde pętle niszczą mnie …

odejdz …

bo i tak pozostała tylko …

CISZA …

polowanie …

każdy z nas ma swą
naturę …

porównuje swe serce …

do anioła czy ptaka …

do diabła czy węża …

ma natura, niezależność wilcza …

me oczy wcielone zło …

me pragnienie siła wytrwałości …

podziwiasz mnie …

chcesz dotknąć …

polowanie rozpoczeło się o zmiechrzu …

zlokalizowałam delkikatność …

obserwowałam …

zagoniłam do ciszy mchu …

oddałam się uczcie …

zdominowana zapachem …

 

uniosłam się w Księżyc …

 

lecz …

 

nie wzniosłość …

 

na mej  ścieżce …

 

a wnyki i sidła …

 

rozszarpały
brutalnie …

 

rozległe rany mej
niezależności …

 

wypędziły z
legowiska …

 

zaszczułeś …

 

zamiłowanie do
wolności …

 

do bezkresnych przestrzeni

 

zgasiłeś Księżyc …


 

 

płatki …

gdzie one …

takie chłodne …

ogrzałyby mój umysł …

nie mrozi mych dłoni …

nie zamyka ust szron …

chce mego królestwa …

mej otchłani lodu …

tam mi pięknie …

szkli się w nich obraz losu …

pieści mnie mój chłód wiary …

wokół wymierają gorące tchnienia …

mój las bieli się …

pozostają wilki …

szukają zdobyczy …

w ich oczach ciemność nienawiści …

kły rozszarpują zapomnianych …

zanurzam się w ich wściekłości …

odsłaniam duszę mrocznej istoty …

stoję dumna swoim wyobcowaniem …

patrze w noc ….

cieszę się waszym strachem …

wilcza krew jest w moich żyłach …

jest lodowatą mazią ….

przebiła serce swym jadem …

jestem dumna ….

ma nienawiść do Was …

buduje me stawy …

oczy ciemnieją krawawo …

nie oddam mego błysku …

wracam do Mej Pani …

on wiernie czeka …

przygarnie samotności szronem …

czuję wolności skowyt ….

odpływam ,,,

westchnienia …

zamykam oczy…

są mokre od westchnień…

snuję się bez celu …

po beznamiętnej pościeli …

szaro…

słowa w reklamie …

westchnienie …

o łza …

znów mnie odwiedza …

myli jaskrawość mdłej barwy ułudy …

zimne stopy zaplątane …

cisza …

czekam …

tak na Ciebie …

odliczam stukotem serca …

to się nazywa tęsknota uzależnienia …

dzisiaj miałeś wykład ….

pierwsza lekcja …

rozdrabniam litery …

jestem zagubiona w schemacie …

uginam się od kart …

prawidła …

szumne słowa …

może uderz mnie uczuciem …

i nakaż połknięcie pigułki delikatności …

i przekonaj że kochać to nie zatapiać we krwi ciała …

ciemne zwierzęce oczy

tli się …

wreszcie …

powoli odnajdujesz kryształki swej mądrości …

czasem nie ważne …

nie trzeba kłamstw …

że aż po życia kres …

dam ci jeden moment …

i tylko jedne tchnienie …

byś nauczył mnie …

duszy swej …

powiedz mi …

jak teraz będzie …

szeptem wypełnij …

te sekundy …

i te mgłą okruchy nas …

niech tajemnicą wieczności …

nie ma nas …

nie …

w tym czasie …

kiedyś w innej gęstwinie losów …

nasze wolne serca …

połączą się …

pławmy się w mgle …

on nas ukryje …

i złudzeniami mchu …

napoi …

mrok moich oczu …

uciszy twój sen …

ciemne oczy wolne …

mandarynki smak …

ten kto poznał …

słodki …

to prawda …

usta kleją się wartością nektaru …

palce lepią się …

zapach świąt …

ja …

chcę uciec …

odejść w zapomnienie mgły ….

spakować rozpacz …

każda lampka na choince …

to moje westchnienie …

kolejny raz …

wraca Ona …

ta której kajdany rozumu …

nałożyłam …

stoi przed lustrem wolna …

wzrok łowcy  …

nie mam prawa …

łudzić twoją duszę …

to co do zaofiarowania mam …

już cię dopadło …

już boli ….

już martwi …

jestem mrokiem …

me demony grają …

to opętanie …

wybacz mi ….

ale jestem słaba ….

odebrano mi prawo władzy …

poddałam się …

uciekaj …

błagam ….

ja drogo kosztuje ….

mimo piękna mych dotyków …

lśnienia oczu …

kryję się toksyczność …

każdy ruch …

twoje pulsowanie …

wrzenie …

twoja delikatność …

mandarynki aromat ….

kruszy twoja wolność  …

nie mam prawa …

jestem złem twych moich naszych uniesień …

ufam twym insyktom …

ocuć się  …

nie pozwól byś mnie …

utoń w mojej toni ciała …

ale nigdy nie w toni ciemnych oczu ….

a to moja wada …

a to twoje szepty …

„jak je poznasz i
powiesz to samo
będziemy razem”

nie możemy wybacz mi ….

i mury runęły …

murowałam je złością …

scalałam goryczą …

cement łez …

niekiedy …

były rysy na mych ścianach ciała …

pęknięcia wiary w Was …

podkopy złudnej miłości …

z strachem naprawiałam skazy …

bałam się nagiej bezbronności ….

czujnie toksycznym uśmiechem …

zamykłam zasuwę los …

a tu powoli Ty ją usuwasz …

tulisz szepczesz ….

„w mej krwi płyniesz Ty”

umiem czytać …

umiem słuchać …

ja mam czas …

mam serce nie ufne …

oddam ci ciało ….

bo ono nic nie znaczy …

to tylko oszalałe emocje …

podnieta, pragnienie …

…”zbyt szybko nawet nie będę wiedział kiedy
zestrarzeje się przy Tobie” ….

moje sny …

moja dusza …

pozostaną tajemną zagadką …

mam stal w sobie …

umiem grać …

zdobądź mnie …

a poczujesz raj piekła w żyłach …

umysł zatracisz w mych oczach …

a ja poczuję ulgę wolności …

………………………………………………………………. a

dotyk ….

pozwoliłeś bym zanurzyła swoje dłonie w mgle pasji …

minęłam już tak wiele drzew …

tyle nieznanych kropli rosy zaczepiało moje oczy…

błądze lasem od dziesięciu lat …

żywię się dotykiem lśniących igieł …

omijam łoże mchu …

soczystość zieleni i woń nadzieji …

nie dla mnie …

potokiem myśli głazem zamknięta …

Ty …

zbyt delikatny …

Twoje Oczy …

tak blisko …

ciepło skrapla lód serca …

powoli budzi się …

nie to nie słońce …

to zdradliwa namiętność …

jest zakamarkiem w mej głębi …

syczy w mych żyłach …

me oczy w jej władzy …

silne jak nigdy …

mistrzami ich ból, wyrafinowane tęsknoty …

nie mnie prawo malinowych rozkoszy …

mnie cierń uniesień …

mech mym sumieniem …

jestem …………..

nie odpowiem …

będę Tą, której Ty pragniesz ….

me ciało oplata …

usta wyszepczą ciepło twych ramion …

oddam się w dzikość pokusy …

a kończąć odejdę zabierając twe myśli …

pozostawie zapach rozkoszy ….

zatracisz się …

a ja porzucę gdy zamkniesz oczy …

wolności kilka dni …

więźniem już jesteś …

swoich marzeń …

a moim zostaniesz, gdy ciemne oczy …

oddadzą się krzykiem ekstazy …

odliczaj …

masz szansę …

opuść mgłę i oddaj mą drogę ….

pytasz, ja odpowiadam …

chcesz mnie uszczęśliwić ….

tylko po co ???

oczekujesz ode mnie …

a może spodziewasz się ???

uważaj …

jestem Panią Lodu …

wysysam krew namiętności życia …

mogę oddać tylko me zimno …

oblać Cię porcelaną myśli ,,,

zmącić umysł okrucieństwem oszronionych ust …

dłońmi osłabić rytm bioder ..

jestem Marmurem Westchnień …

nie czuję …

bawię się momentami …

tulę śmiechem ironie słowa czuć …

dotykam Ciebie a Ty zatracasz się …

i nie ma odwrotu …

jesteś mój …

i co wtedy …

ja znam odpowiedz …

a Ty uśnij nie poznając nigdy tej prawdy …

a

 

pieprzone reklamy …

ciągle przypominają …

że już za kilka momentów …

będę miała wybaczyć …

uśmiechać się ….

szczycić  obłudą …

pieprzę gościa w czerwonym kubraczku …

obrzucam mięsem coca coli misia …

renifera kopie w dupę …

i wrzeszczę na siebie …

nie pamiętam ……………..

by zapach piernika mnie tulił ….

by światełka rozświetliły zbolałe oczy …

by zupa grzybowa rozpaliła serce …

by aromat świerku dał nadzieje …

to kłamsto owinięte w szeleszczący gwiazdkowy papierek …

obrzydza mnie …

a Ktoś zatapia się w Grudniową oktawę …

wyję …

szarpnię brzeg …

oblodzony zamienia się w krwawe łzy …

smutno mi …

oto mój gwiazdkowy czas ... oto mój gwiazdkowy Ktoś

zmierzch …

to taka pora dnia …

cudowna …

bo, czy to początek momentów …

czy może koniec stukotu słów …

zanurzam się w szarości stalowej mgły …

buszuje w dotyku snu …

jestem taka lekka …

taka wolna …

nie chce ciemnych oczu …

one widzą taką wyraźną prawdę …

szkic życia …

narysowany czarną łzą …

a ten zmierzch …

taki delikatny mieni się …

szkarłat pościeli …

będziesz czekał …

co mi ofiarujesz …

chcę twoje młodej krwi …

chcę kąsać ten lepki amok …

oddam się …

ale czy Ty …

otulisz mnie tajemnicą ???

odpowiesz mi …

czy nie usłyszysz tych liter …

       

nadchodzi …

dziwna zmiana …

wije się gdzieś w oddali …

słyszę aczkolwiek nie rozumiem …

serce sączy cierpkie wino …

ale bukietu woń kłamie …

co się dzieje …

wychylam głowę …

ale mgła rzeczwistości kożuchem zakryta …

ja patrzę …

i ktoś szepcze …

jest blisko …

krew gorąca, nie zimna ? …

ja, pragnę ? …

ja, czuję ? …

Moja Pani, kajdany zelżały …

nie , nie strach paraliżuje …

nie wiem co …

zastygnę, poczekam …

dotyk, nie zabija …

może wytrzymam …

ciiiiiiii, cichutko …

ja czekam …

umierają pierwsze …

oczy …

z początku …

tracą blask koloru …

pasję wiary …

blakną ślepotą obłudy …

są oczy …

pozbawione miłości …

wykłute beznadzieją …

a są oczy …

pogrążone w Krystalicznej Pani …

oszukują chwiejną prawdą …

atakują swym odorem …

są wodnite …

już za kilka chwil …

Święto Zmarłych …

w pogoni za utraconym …

suniemy na mogiły …

oni już śnią …

planują kolejne życie …

a my winniśmy …

rozpalić martwe oczy …

tych obok nas …

ale skąd mamy wziąść …

żar mądrości …

płomień czerwonej wiary …

tyle pustych spojrzeń …

nie mam barwników …

by zalać ich ślepotę …

nie mam …

nikt nie ma …

krople mego bólu …

są cierpkie …

brak słodyczy miłości …

słyszę słowa …

ty winna …

jest głęboka ciemna noc …

siedzę w łóżku a obok siedzi ona …

siedzę i tonę w łzach …

dławi mnie strach …”

ty masz swoją Krystaliczną Panią …

a ja mam swoją Samotność …

i zapalę Tobię …

znicz zapomnienia …

22 październik 1975 r godz. 9:02 narodzenie

33 dni i zegar dalej tyka … 

bezlitośnie aż boli łeb …

Myślę – staram się….
 

I gówno …
 

Proza życia – tak mówią …
 

Nie, to nie tak …
 

Było tak … 

Początek spisu::: 

Jadę na starej kobyle …
 

Ona już upadła … 

Idę …
 

Padam … 

Brnę w błocie rzeczywistości … 

Lepkość ściska … 

Obezwładnia … 

Ból zaszywa wargi … 

Naprzeciw mnie błyszczy … 

Lustrzana tafla osiągnięć … 

Kucam … 

I … 

Przenika moje ciało przeźroczystość … 

Kłuje nicość … 

Rzuca bezpłodność … 

Kulę się wstydem … 

33 kolejnych dni losu … 

Bez wartości … 

I każde kolejne dni … 

Pozostanę mimem … 

Świadomość porażki … 

Skąd ten spis …
 

Skąd taki scenariusz … 

Dramat farsy … 

Kim ja … 

Komediantem w rękach kurtyny … 

Będę w tym syfie … 

I jestem Zerem  33 dnia ………………………….       

kolor …

spływa z drzew …

porywa wiatrem …

smaga policzki …

kolor krwi …

nasycenie czerwieni …

nasz nastrój …

nasze drogi …

poplątane jesienią …

gdy pnącze wysoko tuli się słońcem …

gorące usta …

gdy pnącze wysoko chmurnych oczu …

ból łez …

prawdziwa pora roku …

ja w niej …

ciągle …

kolejny czerwieni szept …

a ja …

dno rdzy …

wyścig …

galopuję ….

jak każdy z Was …

w szkle oka …

mijam …

za dużo …

zbyt wielu …

tych których kocham …

szanuję …

tak być nie może …

co noc określam …

status uczuć …

wsłuchuję się w swe pragnienia …

gdy powstaję na hejnał budzika …

postanowienia oślepia poranek….

sztanca zadań …

wykrojnik dróg …

a co z moimi Samotnikami …

zapominam o Nich w natłoku …

nie piszę do Nich ….

a tyle chcę posmucić …

zabraknie Ich kiedyś …

i ja pozostanę ze słowami niewypowiedzanymi …

i z snem zawodu …

czas to Jędza …

a my głupcy …

rozbiegane ciemne oczy :)

szaleństwo …

kim jestem …

szaleńcem …

dlaczego nie jestem taka ja Wy …

ułożeni …

kroczący z uśmiechem stagnacji materialnej …

miota mną tyle pytań …

szukam …

nie poddaje się …

mimo zranionych prawd …

szaleńczo kłusuje …

zrywam kajdany normalności …

a może źle …

bo w tym amoku …

przeocze siebie …

swój los …

odkopuję samotność …

ale ja nigdy nie jestem sama …

czuję tak wiele dusz obok …

nie znam ich …

nie słyszę pytań …

nie widzę oczu …

ale ….

skąd to uczucie …

pchające mnie dalej …

by odczytać …

Światło …

zerwać zasłonę …

to coś mnie oplotło …

nakazuje ….

studiować …

posiąść …

a może nie powinnam …

brnąć …

ale to może śmieszne …

lecz …

niezadowolenie …

Krystaliczna Pani …

Chmielowa Panienka …

Ktoś …

wydaje się takie odległe …

lekkie …

wybaczam każdy moment …

rozumiem …

pewna kobieta …

tajemnicza …

wspomiała o takich momentach w moim życiu …

śmiechem objełam jej wizje …

teraz wracają słowa …

stają się faktem …

ja oszalałam ???

nie wiem …

dlaczego

widzę więcej niż inni …

czuję mocniej …

i znam odpowiedzi na innych ból …

boję się …

bo czy sama podołam …

byłam obca w świecie …

a teraz …

jestem obywatelem …

świata równoległego …

i nie wiem co jest za zasłoną …

ciemne oczy

czy życie jest złem …

wg mnie złem koniecznym …

wsród tych Wielkich Ludzi ….

odartych z zasad …

a życie przecież to pasmo ….

związanych ze sobą ludzkich dróg …

ta podłość …

ta zawiść …

wzrok zazdrość …

śmiech szydera …

słowo syk żmij …

stoję …

i tylko patrzę …

milknę prawdą słów …

każdy ruch Ich …

osłabia …

już nie rani …

nie …

obrzydzenie przelewa się z podziwiem …

jestem Obca …

wiem nie mam prawa oceniać …

nie robię tego …

to mój umysł tak odbiera, Ich …

byłam Gwiazdą …

brylowałam, lśniłam w świecie iluzji …

śniadanie to kolejna intryga …

obiad to efektowy szyderczy sztylet …

kolacja to Modliszka …

miałam fach w ręku …

wredna suka …

nie było potknięć …

piłam nektar z łez …

upadłam …

na dno zranionych dusz …

zabolało …

gwiazdeczka spalonych serc …

już nigdy, nigdy, nigdy …

nie odwrócę siebie …

nie oddam się podłości …

mam własną samotność …

i z nią odejdę …

jeśli tak mój los – WYBIERZE ……..

ONA

czas przecieka jak strumień górski przez moje serce …

nie jest głazem …

cieniutka samotna linia …

rzeźbi …

krople odliczają …

ośmiogodzinną ciszę …

brak …

to niesprawiedliwe …

nagle są …

oczy, widzą to samo, co moje …

rozum odszyfrowuje moje myśli …

dłoń ciepła jak moja …

szacunek przyjaźni …

i …

pozostaje mi …

skulić ramiona …

kolejny raz los …

gra swoją muzykę …

Ty i Oni …

twój azyl …

twoje westchnienia …

melodia dwóch serc …

przegłuszy każdy mój ryk …

nie chcę …

ale zbyt mocno tofam Cię …

by nie zrozumieć …

by nie cieszyć się słodyczą twojej przyszłości …

drzemię …

i wołaj …

a ja …

przypłynę by tylko usłyszeć …

przykro mi …

ale łzy są słodkie …

bo ….

takie muszą być …

klatka zła …

ma klatka osadzona jest w łzach świata …

tak trudno obejść Was zdeptanych …

Kwiatuszku przykro mi …

niech twe płatki nie opadną …

walczmy …

skąd na tym padole tyle gówna …

co przeszkadza Wam Wielkim …

że my mamy duszę …

że mamy swój kawałek upojenia …

jestem zamknięta …

ja wyłam …

WY pusto, głucho …

nikt nie reaguje …

nawet Wy bliscy …

kuźwa gdzie ci z powieści …

którymi mamiono mój umysł …

szlachetni, odważni, UCZCIWI ???

wertując odpowiedzi Wasze !!!

wiem :)

Honor

to dla wielu z Was Wielkich rodzaj napitka ….

moje słowa pętają więzy bezsilności …

z wycia przeszłam w krzyk …

z krzyku na szept …

teraz milczę …

bo duszę się wygłaszając ważne słowa …

jestem …

kurzem z powieści …

który osypie się od powiewów Wielkich XXI wieku…

stąd ona, moja samotność …

kołysz mnie …

ja ukołyszę Cię …

sobą …

Komunia Święta …

moje Małe Oczy …

przyjęły prawdę czystości …

ja wielu z nas zbłądziło od tego dnia …

Ich biel szat …

Jasność świec …

te skupienie …

otwiera bramy …

ucząc się wraz …

poczułam że znam drogę …

a ile chwil stałam tyłem …

mój bunt …

wiele pytań dlaczego ?

straciły swój żal …

pomiędzy nami …

jest wiara …

skrada się …

chcę razem z Tobą ….

zakończyć ten bieg …

oddam ci więcej …

razem będziemy się śmiać …

z grzechów i kłamstw …

jest czas …

razem z tobą zakończyć dzień …

wracam …

słowo myślane …

szukam swojego miejsca …

wyciszenia …

miejsca w którym będę myśleć …

myśleć w sposób niezakłócony …

stanełąm od wielu lat …

na kamiennej podłodze …

byłam samotna …

poczułam przeszywający dreszcz …

ile z nas …

na kamiennej podłodze …

błagało o wiarę, prawdę, litość i wybaczenie …

ilu łez kamienne płyty nie wchłoneły …

ile próśb kamienne płyty odbiły …

od wielu lat nie czułam takiego spokoju …

nie targało mną żadne uczucie …

wsłuchwiałam się w oddech witraży …

każdy szept kwiatów …

zatapiał się w moje nozdrza …

zamknęłam oczy …

zasmakowałam wolnej woli …

czystości uczuć …

ściskał mnie chłód kamiennych serc …

łyk szczęścia …

otworzyłam się przed Odrzuconym  …

wyznałam swój grzech …

chwila prawideł, mądrość …

ile po kamiennych schodach …

wbiegało zrzucając zatracenie …

ilu z furią …

byłam jednością …

szept …

On mnie ocucił …

wierzę …

ciemne oczy

jesteś niczym ….

no popatrz …

awansowałam …

z nikogo ….

na :

jesteś niczym …

no i ???

nic …

hallo jesteś tam …

nic …

brak odpowiedzi …

ciemne oczy puste …

nie ma emocji …

brak komentarzy …

cisza …

echo odbija Ktosia słowa …

a może i ma racje …

godzę się …

z każdym sztyletem ostrych słów …

omijam walkę dysput …

stoję obok …

w ciszy cedzę swój los …

spieprzyłam cię życie …

i nie kocham cię skrycie …

ten łzawy kąt wysechł …

pozostał sztywny grymas …

co dalej …

nie wiem …

czas mnie odnajdzie …

ale niech się nie spieszy …

bo serce straciło barwę ….

poczekaj na mnie …

kiedyś wstanę …

ciemne oczy w pościeli zniechęcenia …

bez duszy …

czyżbym oddała duszę …

swoje zmysły umarły …

nie mam kryształu emocji …

patrzę w dal …

nic nie widzę …

przyszłość to tafla szkła …

jest idealna …

brak koloru załamanego światła …

nie ma nic …

myśli spętane niedorzecznością …

ludzie przechodzą obok …

nie umiem odezwać się …

nie umiem się podnieść …

przegrałam …

złamałam rozum …

zczerniłam serce …

szlachetność umysłu oblałam sobą …

poległam na zawsze …

już nie boli …

nie piecze …

nie ma …

dno …

studnia wyschła …

wiatr zamilkł …

głucho …

milczeć muszę …

oddaję sztylet …

którym się zabiłam …

zbyt wiele ran odrzuconych …

samotnia …

nie wybacze …

nie słucham …

już NIKOGO …

degradacja degrengolada psychiczny szał ciemne oczy są do dupy …

te-amo Brasil

murmurio …

cichutko …

powolutku …

jak wodospady Foz do Iguacu …

wbiłaś się w moje serce …

każdy szept …

moje marzenie ..

moja droga …

moja nauka …

są twoją mocą …

nocą sny spowite sercem wiecznej Amazonii …

brnę w Ciebie …

opuszam więzy z każdym słowem Sehnora …

olhos escuros pięknieją …

zatracę się na wieczność …

karnawał będzie we mnie kolorami trwał …

nie zdradzisz mnie …

nie odrzucisz …

a ja pozostanę na wieki w twym zapachu …

będę kochać się krajobrazami nieznanego …

poddam się prawu biedy …

skrajnej rozpaczy …

by tylko zostać mieszkańcem …

Miasta Bogów …

amante

pani lodu swego serca …

jak jest mi źle …

walczyłam …

wierzę w to …

zaciskałam skowyt uśmiechem …

przełykałam ostre gesty …

oczy oślepiało światło głupoty …

kroczyłam delikatnie po szkle zapomnienia …

ani Krystaliczna Pani ni Chmielowa Panienka …

nie były godnymi w bitwach …

rany wylizawała hardość …

perfidnie śmiałam się i płynęłam …

a ona stała obok …

budziła zimnem atłasowej pościeli …

nie zauważałam jej …

nie doceniałam potęgi ….

a ona powoli sączyła swój plan …

ocierała się …

łasiła się …

po cichu ….

powolutku …

deliktnie …

gdy zrozumiałam jej szum …

stanełam orężem samej siebie …

naiwnie ….

poległam na zawsze …

zniszczyła podnietę ….

oderała skurcz uniesień …

dotyk stał się boleścią myśli …

już nie ma walki ciał …

jest ona ….

z imieniem tak potężnym …

zwanym OBRZYDZENIE ….

stanęłam tyłem …

o ona owładnęła …

i rzuciła na kolana ….

została hipokryzja …

bo moje małe oczy …

są …

bezbronne i niewinne …

i dla nich muszę …

zagrać rolę …

zaciąć usta pragnień …

udać się w drogę kłamstw …

dać mu jakieś 10 lat …

a potem odejdę …

i zdobędę z nim lub sama …

Kamiennego Strażnika …

a wodospady Iquazu …

każdą kroplą spadającą ….
 
odnajdą moje tak …

i będę wolna …

a maska hipokryzji …

zdobędzie nagrodę …

i słowa …

tych wielu z was ….

pozostałych w sidłach losu …

que se ressente escuro olho ….


strach czy kłamstwo Hestiiiiiiiiii :)

ja jestem nieuczciwa ….

dobra obłuda …

ja nie boję się konfrontacji …

nie mam nic do stracenia …

nie traktuje nikogo w ten sposób …

jeśli nie narusza zasad …

chcę znać prawdę ….

skoro oskarżasz …

mam prawo wiedzieć …

sama zadałaś mi zagadkę …

jak się dowiesz spadniesz z krzesła – twoje słowo pisane ….

sama dałaś przyzwolenie …

więc chce spaść …

upaść tak mocno by bolało …

jestem masochistką …

myślę że się boisz …

i skoro nie życzysz sobie bym szukała …

ok …

nie ma problemu ….

ale nie podjudzaj ….

nie oskarżaj ….

i nie burz mojej naiwności …

i temat zakończony …

nie pytam….

nie szukam …

i będę wygodnie siedzieć na krześle ha ha ha ah

miłego wieczoru …

w anonimowej prawdzie fałszu ….

czerń czernią
a biel bielą

nie ma pośrednich kolorów …

każde słowo ma konsekwencje …

i nie mów mi że jestem nieuczciwa …

skoro nie masz odwagi sie przyznać kim jesteś …

bo to się nazywa HIPOKRYZJA

nie mam pewności co do prawideł …

czy mi dobrze …

chyba tak …

samotność …

jest ciszą …

nie ma szumu …

nie ma pozerów …

jest ona …

zawsze przyjmuje moje łzy …

jej mogę szeptem zdradzić tajemnice radości …

nie wyśmieje, nie wyszydzi …

a wesprzeć się …

co to za słowo …

jakie jego znaczenie …

wspieram się swoimi upadkami …

od czasów które pamiętam …

nie było kogoś takiego …

kto chciał udostępnić ramię …

każdą walkę rozpoczynam samotnie …

każdą porażkę przełykam samotnie …

kto chce słychać o problemach ?

w świecie sztuczności …

nie ma miejsca …

na słowa …

na każde zadane pytanie ….

pamiętaj odpowiadać :

jest super …

czuję się wybornie …

zawsze chciałam zmienić świat …

ulepszyć go …

uzdrowić ….

a baty za to zebrałam …

krwawe ….

ponoć jestem skałą …

nie mam uczuć …

jestem zimna …

zawsze winna …

gest jest mimem …

pragnę prawej ciszy …

spokoju której Panią jest

SAMOTNOŚĆ

wokół chaos kłamstw …

pustych słów …

a gdzie szlachetne czyny …

szukałam więzów …

pragnęła ….

jestem świrem …

w tak wielu oczach …

więc może …

rola samotnika …

będzie wytchnieniem …

Hestio

nie ma aniołów …

dawno upadły …

i świat poszarzał …

wybór świadomy …

zbyt dużo demonów …

oplata mnie …

ja nie wiem w co wierzyć …

tyle słów …

tyle ran …

uciekam …

oddaje się królestwu …

wijącej samotności …

te baty zbyt częste …

i zbyt prawdziwe …

nie obmywa już łza …

wyobcowana …

każdy mówi …

ale dlaczego nie kończy …

rodzina milczy …

znajomi uśmiechają się …

a Ktoś dręczy …

fakt …

nie ułożyło się …

klocki rozsypują się …

każdorazowo na każdej kondygnacji …

kim ja jestem …

wolę zdziwaczenie …

chcę wolnej samotności …

pierdziele na  ten mój pochrzaniony świat,

zbudowałam studnie …

z kamienia …

i zimno jego wtargnęło we mnie …

przyznaję się …

jestem Winna …

każdego słowa …

czynu …

waszych niepowodzeń …

stoję przed Wami …

rzucajcie …

ale mnie nie ma …

wszędzie gdzie byłam …

nie chcieliście mnie …

nawet na świat przyszłam …

bo tak wyszło …

nie kochano i nie chciano …

podrzutek …

żyję z tym 33 lata …

wybieram :

SAMOTNOŚĆ

zając w akcji …

tak jak do furii doprowadza mnie gość w czerwonym kubraczku …

tak zając napawa mnie radością Świąt …

wielu z nas przykuca w swoim biegu …

rozmyśla nad sensem jajowatego życia …

powiew wiosny …

pozwala na lepsze dni …

uśmiechem obalamy wrogów …

słońcem spalamy słowa kłótni …

Wielkanoc …

wstaje w moim sercu …

nową mną …

oczyszcza mnie z złogów śniegowych zasp złości …

wierzę w Jego Zmartwychstanie …

w wiosennej pełni Księżyca …

dla każdego kto błądzi …

to chwila by ją zrozumieć …

wybaczyć …

poprawić …

chcieć …

Każdemu z Was życzę

wsłuchania się w szepty tych Uzdrawiających Świat Wielkiej Nocy …

ciemne oczy

do Ciebie …

moje kochane Małe …

skąd ten strach w twoich oczach …

zagubienie …

czego się boisz …

swoich myśli …

one znikną …

kogo ty słuchasz …

wyczuliłaś się na absurd …

twoje piękno …

jest zawsze …

pamiętaj o tym …

nie potkniesz się …

nie upadniesz …

takie kobiety płyną …

otrzyj obawy …

ty uwielbiasz reguły …

zasady matematyczne …

a ta formalność …

będzie kolejnym zadaniem …

składa się z formuł …

a ty ją znasz …

i nie płacz …

czytaj i z każdą spółgłoską …

piękniej wiarą …

każdy kto  Ciebie kocha …

będzie obok …

nasze tchnienie …

nie pozwoli na strach …

i twój Ukochany Anioł …

stanie za Wami …

i nie pozwoli na krzywdę …

Szpilka jest niepokonana …

Malutka …

zatracenie mija …

i wywarza okna Miłością

Srebrna strzała aniołem fioletowego promienia …

kolor ten który sama obrałaś …

wprowadzi  Cię w Nowy Czas …

a wyprowadzi ze starych utrwalonych wzorców …

„My Anioły fioletowego promienia

rozpościeramy nasze skrzydła

Przygotowujemy Cię

Wraz z Tobą lecimy …

tam gdzie mieszka wolność „

One i Ja

będziemy obok ….

Tofam Cię i dziękuję za ucztę …

komedianci …

czy bycie areną komedii …

to strach …

nie …

gdy śmieją się ….

ja nadstawiam uszy …

i ciosy są odgłosem ich farsy …

ja mówię prawdę …

nie będę się kryć …

nie muszę …

gram …

tak o tym marzyłam …

dostaję codzień rolę …

mój los …

ich scenariuszem …

by mówić, by szeptać …

zakłamani recenzenci …

anonimowi …

ale gram …

i nikt …

nigdy …

prawdy nie pozna …

o mnie, o mej duszy …

mam dla każdego z Was …

inną …

maskę …

karnawał uczuć …

ja stoję …

owację milkną …

odchodzicie …

i Kim jestem …

nikim …

moją samotnością …

bijcie brawa …

by inni słyszeli …

i tak codziennie …

scena życia …

Oskary rozdane …

chwała Wam …

ja waszą divą …

śmiech …

tak pusty jak wasze słowa …

sumienie …

znam …

tak bardzo owija me struny …

zbyt ciasno …

bym …

monologiem prawdę krzyczała …

:)

serce c zerwonych róż z czarną szarfą ….

w twoje imieniny położyłam swoje czerwone różane serce …

w słowach Barki spoczełaś …

ta ostatnia droga była godna Ciebie …

w ostatnią drogę zabierzesz tylko tyle ile dusza udźwignie …

pamięć Twoja nigdy nie przestanie się  tlić w moim sercu …

kocham Cię babuniu Krysiu …

wszystkiego najlepszego w dniu imienin …

jak ja tęsknie za tym dobrym i czystym uczuciem …

aż boli smak łez …

nie ma …

zła czarna Pani odebrała mi kolejną pomocną dłoń …

miłość Twoich słów wieczną mądrością …

pozwalam Ci na wolność …

byś odeszła w chmurę szcześliwości …

odszukaj swoich Wolnych ukochanych …

żegnaj na wieczność ….

nie dotknę Cię, nie przytulisz mnie …

dałaś mi bezinteresowną miłość …

wiarę w moją siłę …

przyjełaś jakbym była jedyną wnuczką …

podzieliłaś uczucia i znalazłaś dla mnie czas …

moje łzy oczyściły drogę …

cierpię, bo zostałam znowu sama …

w szpitalu w tej dłoni pocałunkiem oddałam Tobie moją wdzięczność …

i pamiętam i będę pamiętać …

i posłusznie pielęgnuje twe rady …

błagam Cię , wracaj …

gdy ciężar walki mnie przerośnie …

tul mnie nocą …

pozostała mi poduszka z twym zapachem …

ratunek na bezmiar twoich cierpień …

nie mogłam nic zrobić …

stałam obok i płakałam …

gdy Cię zatrzymywałam głupimi słowami …

czułam, że uciekasz …

nie chciałaś już bólu …

wybacz egozim …

me myśli są księgą twoich mądrych rad …

i gdy jakiś wątek przeoczę …

dotknij mnie …

kochałam Cię za dobrość i czystość …

dla mnie byłaś Aniołem troski pełnej Miłości …

i wierzę że spełnią się słowa:

„towarzyszę ci, dokądkoliwek idziesz,
jestem twoim przewodnikiem w drodze powrotnej
do uzdrawiającej ciszy twojego wnętrza”

już nie płaczę …

cieszę się iż nie trawi Cię …

ból ….

Jesteś radosna i kochasz mnie …

cisza szeptów …

słuchaliście kiedyś Barbary …

jej głos tak cichy wyraźną miłością …

czuły, namiętny prawdą …

uspakaja barwą …

jest czysty, mocny jak dojrzałe wino …

zniewala …

budzi włoski radości …

pozwala nabrać pasji …

tell him …

whisper …

uwielbiam …

wolność przyzwolenia …

i takie wieczorne muzyczne uniesienia …

z zieloną herbatą …

oczyszczają od ONYCH …

ha ha ha ha

jak mi niewiele potrzeba …

by być wolną w moim świecie …

uciekam w czerwoną herbatę by żmije i obłudników wydalić ha ha ha a

słodkiej nocy życzę Wam ja i Streisand …

piotruś …

mam się bawić w tą grę ….

Hestia rozdaje karty …

szukam Asa …

nie znajdę …

nie wymyślę odpowiedzi …

bo nie umiem już grać obłudą …

cenię surowość prostoty …

znam szarość …

przerobiłam jej wiele rozdziałów …

a odnalazłam wiarę w czcionkę czarną na białym tle …

te zdania są warte mych oczu …

są treścią uczciwej drogi …

nie chcę tajemnic …

bo prowadzą ludzi w szarość intrygi …

uczmy się wolności …

łamiąc kłódki zakłamania …

damy lekcje tym, których nazywasz ONI …

nie szukam zemsty …

bo czerwień osłabia …

nienawiść myli me myśli …

mówcie niech inni słuchają …

a ja już wiem …

że INNI uwierzą ale we mnie …

ONI są sami w swym teatrzyku …

została kotara ….

a za nią pustka …

ile widzów już odeszło …

ja natomiast zyskałam …

widownię która mnie kocha …

i daję wiarę w moje kocie sny …

i tym …

dziękuję za czystość umysłu …

i za ogrom szacunku …

dobrocią kłaniam się ….

dumne ciemne oczy….

cdn zaskoczenia …

gdy wasza podłość okrywa mnie nocą …

gdy inni słuchają …

ja wierzę w siebie ….

zbyt długo zdobywałam siebie …

 

by oddać wam szyderczy uśmiech …

 

nie jestem już wami …

 

nie cenię zniszczenia oszczerstw…

 

jestem tą o którą walczyłam …

 

i z pokorą oddaję siebie nauce życia …

 

a wy dalej szukajcie sensacji w moim życiu …

 

zniesmaczone ciemne oczy

zaskoczenia …

ostatnie chwile w moim duchu …
są niesamowite…

idę sobie wolno drogą losu…
a tu wyskakują jak wilki za drzewa …
fakty przykre…
fakty szokujące…

uciekam tak wiele lat …
od ich zajadły i podłych ust …

gdy myślę o obecnych …
mam wiarę w ich przyjaźń…

kolejna rana, bo wierze w was…

obok nieznani a ich usta zimną prawdą ocieka …

obalają mity mej przyjaźni…

przepraszam za głupotę …

ufam otoczeniu …
szukam w nich dobra …

kocham naiwość …

walczę o prawdę …
a sam ginę od nieszczerości …

już nie płaczę …
już nie mam gniewnych min …

chcę być „twarda jak brzuszek chomika”

wasza wola …

ja jestem wygrana …
bo prawdość uczuć mimo zdrady …

WYGRYWA …

gdy o mnie mówicie …
gdy wasza podłość okrywa mnie nocą …
gdy inni słuchają …

ja wierzę w siebie ….

zbyt długo zdobywałam siebie …
by oddać wasz uśmiech …

nie jestem już wami …

jestem tą o którą walczyłam …

i z pokorą oddaję siebie nauce życia …

a wy dalej szukajcie sensacji w naszym życiu …

zniesmaczone ciemne oczy

my …

szept…

ogarnia mnie półmrok twoich ramion …

płynę do twoich snów …

jest cicho…

gwar naszych zmysłów zniewala …

tak łatwo zapominam …

oddaję Tobie swój szept …

unosimy się w wolność …

te chwile zatracenia pozwalają wierzyć …

miłosny skowyt …

nie odchodź…

zostańmy tu w tej migawce na zawsze …

nauczmy się siebie na zawsze…

samotna noc ciał burzy nasze wojny…

w tym śnie będę tylko twoja …

zasłonięte ciemne oczy zapachem …

„trzeba nam dbać o tę miłość …
nie wolno stracić jej ….”

rozumiemy się w naszych szeptach …

a słowa ranią czynami …

zatracone ciemne oczy szeptem …

walentynki …

jak nie czerwony kubraczek …

to czerwone serduszko …

kuźwa …

normalnie śmiechoza …

ok …

pogodziłam się z farsą obłudy światowej aż po pryzmat mój …

i co ???

i to, że:

cholera jasna ja nawet nie mam prawa do świętowania pomimo siebie…

no chciałam mieć słodki uśmiech wariatki …

kłapać ckliwe półsłówka …

i byłam bliska …

a wracam i foch …

bo to nie tak, bo to nie srak …

czepianka na płachtę …

byczek idota …

cóż tak bywa …

więc siedzę i piszę …

przegryzam makrelę …

w końcu czerwona, bo w pomidorach …

więc mam swą walentynkę ..

smak w ustach na godzin kilka zostanie …

a żółądek wykwintą strawę dostanie …

a ja w sumie, nic się nie stanie …

i cóż pierdole czerwone uśmiechy na wieki …

:)

kołysz mnie …

 

Kołysz mnie …

 

Życie me …

 

Nasz los, to nasza
prawda …

 

Nasza praca twórcza

 

Więc co ze mną nie
tak …

 

Że sama sobie
oddałam strumień niedorzeczności …

 

Brodzę w nim …

 

Upadam …

 

Zachłystuję się …

 

I zawsze znajduję w
nim orzeźwienie …

 

Siła nie pozwala mi
opaść na jego dno …

 

Po co …

 

Chcę by ta płynna
złość, smutny strumień …

 

Nie pozwolił wyrwać mnie  …

 

Dopłynę kiedyś do
zalewu …

 

Obmyje zbitego psa

 

Poskłada skruszone
kości serca …

 

Uformuje wzrok
ciała …

 

Usta będą pulsować

 

Ciemne oczy nadal
pozostaną prawdą …

 

cień …

mam farta …

jeszcze mam witalność by rano wstać …

szukam krainy …

tam drzewa owocują odwagą…

ich sok mnie opłynie ..

chcę ci coś powiedzieć …

ale usta klamruje twój cień …

ja mam to powiedzieć …

wiem co, ale nie wiem jak …

podjełam decyzję …

przedyskutowałam ze sobą …

przeliczyłam policzki …

przełknęłam słowo porażka …

zaakceptowałam dlaczego …

ale wydukać się nie potrafię …

jak boję się ranić …

Ciebie i innych …

czym to spowodowane …

paskudnym dzieciństwem …

pokorą choroby …

czy moim osaczonym ja …

każdy zarys ich słów i ich ciosów , pamiętam …

te obelżywe kłamstwa …

ta studnia farsy komediodramatu …

serdeńko …

wasz wzrok, bo mam coś we waszym głupiutkim mniemaniu …

już więcej nie lejecie  mi gorzkiej  nalewki …

karafka szkłem rozsądku się rozsypała …

a słowa ciszą milkną …

co począć …

gdzie szukać …

wiem …

znam tą odpowiedz …

nie mówcie …

milczeć mówię  …

serdeńka moje …

cynizm wlał blask do ciemnych oczu
 

droga do bram …

Jakie to życie kruche…

Delikatne łamiące serce…

Siedzę obok …

Ty cierpisz …

I mogę tylko siedzieć ze złością …

Jestem tylko człowiekiem ….

Maluczkim bezsilnym…

Nie mam władzy …

Moim i waszym orężem pokora …

Odchodząc zabierają część nas ….

Anioły czekają …

Stanę im naprzeciw …

Uciekajcie do Niego poproście o tchnienie sił …

Nie możecie …

Błagam nie teraz …

Oddam jej …

Żądaj …

Nie licytuje się …

Chylę głowę nad Twoją wielkością …

Łza …

karnałowy upadek ….

ja przepraszam, ale wysiadam…

kolejny upadek moralny Ktosia …

czy macie niekiedy wrażenie, iż miejsce, ludzie z danego otoczenia to nie ta bajka…

jak nie, to gratuluje…

moja bajka to koszmar nieporozumień…

Ktoś zaprosił mnie na bal…

ludzie tam byli martwi, szarzy, otępiali…

społeczne dno …

kolor odzyskali po spotkaniu z morzem Krystalicznej Pani…

obserwowałam z zamknięcia uczuć…

starałam się odszukać emocji słów wychodzę…

siedziałam, tłumiłam odruch wymiotów…

sparaliżowana strachem prawdy o nas, o nim …

czy to ja za kilka lat …

przepocona w czerwonej sztucznej sukience za małej o jakieś 3 numery …

i Ktoś z wykrzywionym jebanym radosnym Ja …

gdy wydukałam: wychodzę, idziesz ….

tępy wzrok i tępa odpowiedz: zostaję …

otwierając drzwi tej degrengolady społecznej, osaczył mnie deszcz …

każda jego kropla oczyszczała z obrzydzenia ich szarych oczu…

byłam czysta…

wrócił …

poranek łaknienia obudził …

zobaczyłam że Ktoś to ci ludzie i nic więcej …

spuchnięty pysk bo inny Ktoś dał my w pysk …

słuchałam znowu otarta brudem menelstwa …

gdy wydukałam mogłeś wyjść ze mną …

usłyszałam mi się tam podobało …

poczułam zniesmaczenie i zmieszanie wstyd zakropiony szlochem …

to nie mój świat nie nie nie nie nie …

ja nie jestem szara…

Krystaliczna Pani nie jest moją drogą …

przecież mam wartości …

mam sny…

tak nie może być że to też mój świat…

zbyt długo ocieram się o ten system …

zbyt długo odrzucam to co im sprawia radość …

i kiedy nie znajdę swojej wiary w siebie …

i nie odejdę …

to kiedyś ta sukienka będzie moja…

szukaj siły …

bo ciemne oczy zmienią się w szarość ….
umrą jak twoja walka …

dopadła …

tak, właśnie …

dopadła i mnie …

nic nie czuję, nie mam smaku …

nos jak renifer Rudolf…

suchość i obolałe kończyny …

męczy, smaga dreszczem…

rzuca popołudniami w łóżko…

ale ja nie mogę, bo przecież praca najważniejsza ….

to tzw paradoks ???

nie cierpie jej….

jadąc niebem do niej mam chęć przejechać obok i zatrzymać sie nad morzem…

a nawet opadająca z sił, ogorzała temperaturą, jestem ….

nie ja już sama siebie nie rozumiem ….

chyba rok 2008 będzie kolejnym opustoszałym z rozumu tchnieniem

samej siebie mam dzisiaj DOŚĆ…

rozjechane ciemne oczy

śmiech Samotności

Skoro życie jest tak zasrane

Wszystko jest na nie

Wszystko jest źle

To jak mam żyć
Funkcjonowanie, rozpierdala mnie

W co mam wierzyć

W sny

Przecież żyć tzn tu i teraz

Mam mamić się, udawać

Odwracać oczy, bo nie umiem płakać

Nie umiem krzyczeć

Oddałam to

Wyrzekłam się
Na zawsze i nigdy

Znam gorycz , jej smak codzienności

Mówią, że jestem łatwowierna

Nie jest tak, mylą się

Ja mam pustkę

Nie mam duszy

Nie chcę nikogo oceniać

Nie chcę wybaczać

Nie chcę kochać

Ja idę bezwolna i oddana zrezygnowaniu

Ile uniosę

Ile ciosów jeszcze mam przyjąć

Czym mam się wykupić

Ile

Co mam oddać

By choć jeden moment nazwać szczęściem

By usiąść i nie zamykając oczu poczuć

Kim jestem

Może złem
I moim prawem jest mój los

Czego mam się jeszcze nauczyć

Pokorę znam

Łzy zapomniałam

Ból mam

Gdy mówię inni nie słyszą

Czy mam obudzić się inną

Odrodzić
I kiedy usłyszę siebie
Nie znam odpowiedzi

Boję się
Kto mi pomoże

Nikt. jak zawsze

Samotność nie pozwala na szept

Nie ma nikogo obok

Bluszcz smutku zamyka
I dusi

Wyję a ona się śmieje

kłamstwo tradycji …. życzenia

a moja odpowiedz, do Was którzy:

mnie opluwaliście cały rok

oszukiwaliście

szykanowaliście

teraz winnam zarzucić uśmiech wybaczenia

nie,  i koniec

nie mam ochoty na to, bo:


„sram na renifera

na czerwony jebany
kubraczek fikcji na sankach”
 

nie chcę roli w tej szopce……

„chcę by mnie odnalazła czystość prawdziwa przesłania Świąt Bożonarodzeniowych
i tego Wam wszystkim życzę „

Ciemne Oczy w czerwonej czapeczce niechęci z białym pomponem nadzieii

dotyk ….

to próżność uczuć ….

ma być delikaty …

prawdziwy …

siedzę i jestem sama…

mam żal twoich ramion …

kłamstwo i cisza słów …

to pamiętam …

czuję w nich Kryształ, jej zapach…

kiedy mnie potrzebujesz …

ja jestem wolna…

ty odrzucasz ją na moment …

dlaczego, po co…

kolejny raz, kolejna łuna farsy uczuć tak błędnych jak twój krok…

mijamy się od wielu chwil…

nie znamy swoich dróg a cel każdy z nas ma inny..

nie żałuje już nas…

jest mi cicho, słodko …

w ustach mam tylko swoją prawde…

nie ma czasu na nadzieję i jej posługę wiary w cud…

pozostało życie…

codzienność …

mam wybór, mam nić winy …

zapłacę swoje myto wobec ….

nie poddam się mam siebie…

grałam z losem i wiesz co Krystaliczny Chłopcze !!!

mam nagrodę …

 
szeptem oczu ją wyjawię…

 

nie czekam na aplauz ..

dotknięć…

kończy się rok …

kolejny, ale mija …

moje karty i Ja jednością …

wolność brak zniewolenia twogo dotyku …

płoną ciemne oczy  

 

 

z miłości do piękna …..

miłość to czyste piękno …

taka jak jest miłość taka jest moja firma…

czerwona namiętna okiełznana zdradą …

słowami kłamliwymi….

padasz przed nią na kolana… ona cię obraża swoją odpowiedzią…

daje ci w twarz obłudną nicości pustych obietnic…

wyciska rozumu resztki odbierając całą duszę ….

***

wielki budynek, wielkie imprezy, wielcy ludzie …

taka wielka beznadziejność ….

przepych szklanych działań…

ile w Pięknie Miłości nas żywych i myślących zdrowych nie skalanych ….

oddaje Wam hołd by nigdy nie opuścił anioł miłości czystej i wiernej …

bo gdy z miłości do piękna zatonie w chciwej masie głupoty, my wstaniemy….

by obrót odzwierciedli skale waszej podłej natury i oddał w ręce upadku …

tego życzę uczciwie i szczerze …

a znaczenie słów uczciwość i szczerość proponuję znaleźć bo miłość do piękna winno korepetytora mieć …

biała mewa

zapachy poranka dzisiejszego …

nadchodzą bożonarodzeniowe święta …

poranki pachną pieczonym jabłkiem…

nos mrozi zimno oddechu ….

a ciało otula śnieżny płaszcz …

kolejne w moim życiu …

smutne, samotne …

tak wiele dni zaspanych kłamstwem …

uśmiechem zastygłym w radości kolorowej propagandy…

zielone drzewko z zawieszonymi troskami w formie bombek …

słowa kolędy głośne jak mój krzyk …

wybaczam dumne słowo zawieszone na czubku choinki …

bo to czas najlepszy dla złudzeń …

są tak pięknie błyszczące brokatem zbitej miłości…

opasane złotym łańcuchem życia kłamstw …

szum narzucający wyje z każdej wystawy, z każdej stacji radiowej z zewsząd…

a my biegniemy wyznaczonym torem karpia, kapusty z grzybami i barszczem ….

wszędzie słodki piernik jego posmak zabija naszą gorycz …

a ja siedzę i patrzę w swoje odbicie bezsilnie bo uwielbiam zapach pieczonego jabłka …

będę głośno się cieszyć by zagłuszyć prawdę o sobie…

obudzę się wraz z fajerkami nowego roku ….

i wzniosłe słowa znów …
:) farsa coroczna …

słowa, słowa, słowa ……. puste

Ktoś chcę rozmawiać ojej ……

tylko o czym

o Nas

nie to już mnie dobija upadkiem śmiechu o podłogę jego głupoty….

co powie

kolejny stek głuchych słów ….

nie zgadzam się bym miała potok kłamst przyjąć ….

nie chcę już …

nie słyszę w sobie już nic, co by pozwoliło na spojrzenie w jego stronę ….

atakuje mnie wsród znajomych – jest to płytkie i typowe dla Krystalicznych ….

on żąda przeprosin !!!

nigdy nie przeproszę za uczciwą ocenę sytuacji, za słowa prawdą ociekające…

mogę zostać sama bez znajomych, niech się odsuną, ale ja dla nikogo już nigdy więcej nie popłynę w związek z Ktosiem…

trudno …

zamknijcie drzwi ….

otworzą się inne ….

a Przyjaciele powstaną i wtedy ich poznam …

akceptuję i poniose konsekwencje wolności mojej utopionej duszy…..

ciemne oczy

zło gniewu….

ponoć mają się te chmury rozwiać ….
ma być jakieś słońce …
„jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie cudownie” ….

od tak wielu lat wbijam się w te słowa, że również straciły swój smak …

gniew poplątany ze strachem …

nie ma we mnie nic głucha pustka zgorzkniałej nadzieii…

obłęd codziennej zachlanej mordy …

Mniejsze Słowa juz głośno oceniają, ale też są dla ktosia głuche….

mniejsze słowa tak czysto celują w prawde, że aż mnie rani jego cichy ból …

trudno, już nic nie mogę zrobić …

ratuje siebie i Mniejsze Słowo przed frajerskim ktosiem…

Mniejsze Słowo musi znać prawdę i ona musi go otulić tak głęboko by nie był uczestnikiem DDA, Al-anon bądz co gorsza AA…..

tylko to pozostało jako cel sensu reszty dni …

więc kiedy kurwa mać będzie przepięknie ???

nigdy

bo strach dezycji jest zbyt wielka…

nie szlag mnie trafia … kończe….

jestem zerem tchórzliwym

marskość naiwnej pani …

cisza wypowiedzianych słów odbija mi się czkawką bez celu…

bunt mózgu odzwierciedla ściana głuchoty…

sram na to …

nie mam w sobie nawet pustki uczuć …

jestem wrakiem statkiem opuszczonym i ograbionym z sensu…

co dotknę nie ma kształtu…
co piję nie ma smaku …
o czym myślę nie ma duszy …

płonie w mnie żar utraconej samej siebie …

i albo nieznany pan przyszłości swą osobowością go rozdmucha albo pozostanie tylko męczący zapach spalonej mnie …

kurwa jak mam dość …

tego rozmiękniętego frajera Krystaliczną Panią i jej Chmielną Koleżanką …

już nawet z szacunku do ich potęgi nazwy własne piszę z dużej litery…

chce mi się wyć z rozpaczy swojej naiwności…

nie słyszałam, nie widziałam, nie czułam…

a może oszukiwana byłam…

no i ile jeszcze Kretynko będziesz rozpaczać nad sobą ???

co myślisz że kurtyna zapicia opadnie i tam będzie stał twój piękny Ktoś…

sama zachowujesz się jak frajerka zachlana nadzieją…

dupa

i tyle mam do powiedzenia…

jestem beznadziejna i tyle ….

tak wielka Asiu jesteś nadal współuzależniona…

i to jest prawdą smutną

dupa

Dla Ewy….

nie umiem wygrzebać słów bo smutne me serce, wiec posłużę się Asnyka słowami:

Ból zasnął

Ból zasnął we mnie już z cicha,
Jak dziecię krzykiem zmęczone;
Łzy na dno duszy kielicha
Spływają niepostrzeżone.

Wszystkie żywota gorycze
Zamknąłem w sercu jak w grobie;
Niech drzemią w nim tajemnicze.
Nie mówiąc światu o sobie.

Lecz jeszcze męczarnia cudza
Łzę wydobywa spod powiek,
Do gorzkiej myśli pobudza
Przybity rozpaczą człowiek.

Jęk, który w ciemnościach słyszę,
Paląca nędzarzów skarga,
Jeszcze przerywa mi ciszę
I żalem pierś moją targa.

A nie tych żal mi najbardziej,
Co cierpią niezasłużenie:
Ci, jako rycerze twardzi,
Znieść mogą każde cierpienie:

Ci, chociaż los ich przygniata,
Chociaż nieszczęścia dłoń kruszy,
Mają współczucie od świata
I spokój własnej swej duszy.

Lecz żal mi tych, którym cięży
Poczucie spełnionej winy,
Co w sercu noszą kłąb węży
I cierpią z własnej przyczyny.

Takiej boleści posępnej
Najsilniej wstrząsa mną echo…
Gdyż w mrok ich duszy występnej
Nie można zstąpić z pociechą.

przytulam smutne Twoje serce.

Kwiatku, kim Ty jesteś ???

po przeczytaniu twojego komentarza nie mogłam się ruszyć…

miałam wrażenie, iż odczytałaś mój los …

nie umiem zamknąć oczu na swą duszę …

Mój Ahriman odebrałby mi istotę mojej resztki dobra we mnie ….

uciekam od niego, zapominam …

gdy rozłożyłam małą radę przeraziłam się …

4 karta fundament który dominuje w moim życiu, skąd pochodzę tą kartą był szatan …

wyciszyłam zmysły i wiem popłynęłam …

kolejny raz na przekór samej sobie nie wiem po co ….

by znowu cierpieć ponoć upadła kobieta może już wszystko …

nie chcę tak …

nie chcę złudzeń uniesień, słodkiej woni zetkniętych ciał w dzikiej ekstazie …

będę czekać cierpliwie z pokorą …

zdam się na tajemną siłę niebieską …

poszukam głęboko w sercu siły mojej tęsknoty …

będzie moją inspiracją i światłem płynącym z nicości …

słyszę szept kroków niebieskiej nadziei …

oczy zapatrzone w przyszłość …

jeanny …..

oświadczyłam Ktosiowi:

” nie mogę już obiecać Tobie nic ”

konsekwencje twego życia będziesz musiał zaakceptować….

nie odmówię już nie tym razem

słowa były jasne i uczciwie przedstawione …

i jest jeanny …

nie wiem dlaczego kojarzę Go z tym utworem …

ciało, oczy …

demon …

odebrał mi rzeczywistość …

czystość umysłu…

co mi zaofiaruje, czy jestem gotowa by to przyjąć …

zmienić siebie, zasady ???

ale ile mam poświęcać swe sny i marzenia …

walczyłam o nas 10 lat…

i każdorazowo bramy zatrzaskiwały się słonymi łzami …

czy czekać ?

czy zatonąć w przyszłości niepewnej i namiętnej w momencie chwili …

czy mam brnąć w masie lepkiej od kłamstw zlepionej alkoholowym snem …

i siedzieć samotnie owijając się nitką stracenia …

nie wiem …

jego słowa, ich treść …

nie pozwalają – nie słuchać …

są miodem, ale czy prawdziwym …

czy przejrzystym, klarownym i ile na dnie jest obłudy mego ciała …

nie posiadam tej wiedzy tajemnej …

oczy ponoć nie kłamią …

bzdura …

są lustrem duszy a ona ma prawo być demonicznie zła pięknem obłudy …

a skoro opętał moją surową barierę, skruszył Panią Lód…

to kim jest ???

ma siłę uroku, oczy podobne do moich …

i rzuca się na ofiarę bezwzględnie z delikatnością zmysłów…

ma tak dużo podobieństw z mych dawnych lat …

że nie może okazać się moim wybawieniem …

dam mu jedną chwilę mojego dnia …

a gdy okaże się Ahriman …

to dopiszę kolejną bliznę w swój sen …
:(

wróciłam

jestem trochę lżejsza ….

el konizacja uwolniłam mnie od bólu – mam tak nadzieję …

teraz czekam 2 tygodnie na wyniki …

Ktoś kolejny raz zadał cios …

tak bolesny, że łzy są ciężkie jak ołów …

ale muszę podziękować moim ukochanym Złotym i Versace dzięki Wam wiem że nie jestem sama ….

uwierzcie mi potrzebowałam wsparcia i od Was je otrzymałam….

dałyście mi siłę i wiarę w samą siebie…

jestem wdzięczna za Waszą dobroć i wiarę we mnie jako człowieka…

całuję Was ….

a Mój Kochany Kwiatku rozumiem że masz zapracowany czas w swoim życiu ale wiem że mnie wspierasz swoją myślą i dziękuję…

Tęsknie za Wami i już 15 będę z Wami….

:*(

nieobecność….

uciekam od mojego pisania na kilka dni …

przenoszę się na oddział smutku …

tam jest wiele demonów …
odrzucenia, osamotnienia, rozczarowania …
a Ordynatorem Strach…

on otumania, odbiera kolory …

już tylko kilka godzin…

ile mi odbierze ???

ile wyrwę z mojej palety kolorów, której pantone szarości pozostały …

co pozostanie ???

oby nie biel !!!

niemożliwe już teraz ???

dobranoc

pożegnanie

odchodzą i nic i nikt z nas nie może im powiedzieć zostań….

jesteśmy bezsilni :

wobec rozpaczy łez

gdy tracimy Matczyną Miłość jedyną tak delikatną …

część nas też odchodzi ….

buntuję się bo nie umiem pomóc …

mogę jedynie oddać Tobie moją siłę myśląc o twej stracie…

pozostaje mi tylko z pokorą złożyć kondolencję twemu smutkowi…

nie umiem zapomnieć twoich łez …

i chcę byś wiedziała że jeśli będziesz mnie potrzebowała jestem dla Ciebie …

tulę Cię w myślach ….

przeczucia ….

są jak czarno-białe fotografie za szkłem na ścianie życia…

krzyczą, płaczą ale w milczeniu tafli przeźroczystej niemocy…

jestem cicho …

wsłuchuję się aż w głowie zatacza szum rozpaczy…

obawiam się….
jestem niepokojem ich…

ale opieram się ich barwie …

nie mam wyjścia poznam zapach sali już 3 października…

zatonę w narkotycznym śnie kolejny raz …

i czy obudzą mnie kolejne złudzenia ozdrowienia…

ból minie …

wiem że wtedy szyby pozwolą usłyszeć
szepty czarno-białych klisz …

smutne oczy…..

kolejna lekcja …

długo nie mogłam nic, nawet pisać …
brakowało chęci …
coraz częściej oddaje się błogiej pani niechcenia…

kilka dni temu, usłyszałam kilka słówek od białego kitelka …
wiedziałam że nastąpi kiedyś ta chwilka…
aczkolwiek nie spodziewałam się jej w teraźniejszości…
cóż…..

będę tzw pustą kobietą oj moment pomyliłam się ….
nie będę już kobietą …
szok…

ciekawa jestem jak scenariusz się potoczy…
czyżby odrzucenie mego płytkiego umysłu…

podołam ?
podniosę się ??
wygram ???

nie wiem.
nie znam odpowiedzi na tak wiele pytań…

może tym razem upadek będzie zbyt bolesny…
kocie upadki znikną …

ale wiem jedno nie przestanę o tym mówić…

bo zbyt długie milczenie kobiet na temat niby utraty kobiecości powoduję właśnie moje obawy…

rozumiem je i szanuje ich strach…

ale ja nie będę uciekać w ciszę odpowiedzi…

kolejna lekcja tylko jaki jest jej temat?

pokora
siła
strach
porażka
samotność
łzy

jedno wiem Pan Czas zapukał do moich drzwi i on zna odpowiedz….

i wtedy ja podkreślę temat w odpowiednim dniu, odpowiednim kolorem …

ciemność umysłu….

jacy jesteśmy zapatrzenie w jawę życia…

uciekamy butnie od teorii wykraczającej ponad trzeźwy stan umysłu…

szukamy odpowiedzi a kiedy je uzyskujemy…

twarz okala głupi uśmiech tępego człowieka …

aż się sobie sama dziwię ….

twierdzę: jestem tolerancyjna, mam otwarty umysł …

no to skoro tak…..

to dlaczego odrzucam wiedzę innych i chichoczę jak wystraszony łoś w kącie…

ale jest pozytywnie – zauważam swoje błędy – i poprawiam :)

czyli wnioski:

w numerologii mam 27 tak należy to czytać,

w uprzednich życiach byłam ponoć samotnikiem chłonącym duchową moc,

czyli jej ,mam ogrom, ale ……

jestem tu znowu na tym padole, bo mam zadanie ….

muszę nauczyć się partnerstwa :)

a wtedy ta moc wydobędzie się ze mnie…

czyli czeka mnie jeszcze kilka wcieleń albo kilkanaście … :)

więc spokojnie nie ma się czego obawiać, nie zrobię nikomu kuku :) a szkoda :(

dalej zagłębiam się w świat odrzucony przez realizm …

będę drążyć te tematy…

aż ma doznana wiedza

… uzna że mogę pokłonić się przed wiarygodnością
lub
… uzna to dobrą mistyfikację prawdy

uciekam w lekturę …

mrok….

co to jest….

jakim jest stanem …

jak wiele jest odpowiedzi nurtujących …

jest ciemną stroną nas …

jak wielu z nas zadaję sobie pytanie …

dlaczego nas spotykają pomyłki życiowe, porażki, choroby ….

szukamy racjonalnych odpowiedzi …

a może to właśnie błąd…

płaszczyzny naszych umysłów są tak płytkie …

nie dopuszczamy myśli o świecie pośrednim …

a on istnieje …

oglądamy filmy o tematyce budzącej przerażenie i gdy wyłączamy telewizor kończymy się bać…

bo to nas nie dotyczy…

a ja chcę poznać swoje paranoje…

zatapiam się w świecie literatury …

kilka kartek przerzuconych ciemnymi oczami i szok …

bajki stają się realnością opartą na nauce i poglądach ludzi żywych…

w sumie jestem pokręcona …

ryzykuję …

ale ciekawość to demon …

otwierając książkę otwieram umysł …

uciekam bo czeka na mnie wiedza utajona przez zabobonny kler….

zegar ….

cisza wskazówek budzi mnie …

każda sekunda jest naszym życiem …

jak ją wykorzystamy taka będzie wieczność…

chcę iść sobie już …

ale gdzie …

cząstkowo niesie mnie zryw chęci …

ale to tykanie usypia je …

nie mogę zasnąć …

odwracam się …

i nabieram gorzki smak w płuca …

zanim ….

muszę iść w klarowności myślenia …

pomimo tykania …

wierna sobie …

do Hestii….

witaj,

dziękuję Ci za mądry i miły wpis…

zemsta jest siostrą miłości…

wyjątkowo silną i namiętną …

i czy Ktoś jest wart takiego ogromu wyładowania emocji ???

w sumie masz rację będzie to kolejna pomyłka walki …

wiesz, mam ma ochotę kiedyś obudzić …

i być delikatna i słaba …

otulać się ramionami mężczyzny, który będzie taflą bezpieczeństwa …

ukocha mnie swoim szacunkiem …

ja, już nie pragnę dzikiej namiętności…

to mogłabym znaleźć na pstryknięcie palca, na jedno skinienie flirtującego oka …

ja chcę zatonąć w zrozumieniu dusz …

oddałabym wszystkie sukcesy i radości losu za resztę dni w rozsądnym związku…

chcę szacunku dla siebie i innych…

będę o to walczyć pomimo, stanę każdorazowo w szranki i kiedyś może uśmiechnę się składając swoją siłę w zapomnienie…

pozdrawiam Cię

rywal, rywalki…

ale mam los ….

krytyczne decyzje czekają a ty nic nie wiesz…

a nawet dobrze…

miej swoją słodką niewiedzę…

Krystaliczna Pani – rozumiem jej zapomnienie jest obłędnie powalające…

Chmielowa Panienka – cud uśmiechu …

Ale Rywal o nieprzeciętnych oczach buaaaaa – to mnie obraża …

może i wasza chamsko plemnikowa przyjaźń ma potęgę obłudy klepania po plecach….

rzygam tym …

nie tym razem nie przejdzie mi moja agresja jak to mówi jeden błękitnooki numer 10 …

co to planeta małp…

dokonałeś wyboru jasnego klarownego …

porzucił cię przyjaciel odjechał …

jak mi Cię żal…

ale zostałam ja z moją nienawiścią…

a jestem kobietom a one czekają cierpliwie…

i będę powoli sączyć swój jad napawać sie urokiem jego ran…

jestem podła ….

nie pozwolę byś odszedł i nie odkrył mojego drugiego ja …

było tak wiele lat uśpione zasadami wiernej, mądrej i oddanej żony…

ale ups klatka się rozsypała ….

wstaję i wiem będziesz żałował, że mnie nie szanowałeś…

będzie bolało …

szczypało …

odbiorę ci samego siebie i jednym splunięciem zapomnę o Tobie ….

ubawiona ….

łkanie…

no tak wystarczy porozmawiać i poprosić…

tylko Kogo …

może Ktosia :)

i po co ???

muszę stanąć kolejny raz sama…

i nie mam czasu dalej łkać i rozczulać się nad sobą bo i po co!!!

no jestem chora – trudno….
boli – trudno …
sama – trudno – nie pierwszy raz i nie ostatni….

podniosę głowę, zrzuce z twarzy łzy i zyskam jeszcze grubszą skórę…

kolejna blizna na duszy, serce o jedno tchnienie chłodu …

będę silniejsza w złość, gorycz…

ale może kiedyś … czereśniowa miłość mnie odszuka, rozpuści a zapach kierunkowskazem będzie….

Ktoś to dupek … – trudno…

strach …

no i też musiało mnie dopaść po raz drugi …

boję się…

wiele lat temu czułam te obawy, gdy Ona była chora…

uciekała w samotność cierpienia…

w łóżku topiła łzy strachu…

i śmieszna sytuacja też była sama pomimo jej ktosia …

jak schemat życia lubi swoje refreny…

w sumie jestem jej córką i genetyka jest bezlitosna…

przekazała mi siłę charakteru, oziębłość odrzucenia i komórki o przeklętej nazwie …

oczy przesłania łza wyrzutu dlaczego ja???

walczę zbyt namiętnie:
o siebie
o syna by kiedyś stanął jako wspaniały człowiek i miał siły iść…
o nas
i o zdrowie
zbyt dużo naraz bitew …
i nagle kolejny z kolejnych policzek porażki…nieskończoność …

znowu jestem więźniem leków…
diagnoza …
co najmniej dwa lata leczenia…

i jaki koniec nastąpi – musiałby być taki jak u Niej, aby refrenik się nie zmieszał z czymś dobrym…

zmęczenie oczekiwana na mój czas szczęścia pożera mnie…

tak strasznie się boję …
ale nie tego, że choroba wygra…
nie podołam temu sama jak to zrobiła, Ona…

wiem, że każdy człowiek zniesie więcej, niż mu się wydaje, ale sądzę, że tylko wtedy, gdy wierzy w sny…

a mój Ktoś jest egoistycznym monstrum opętanym przez Krystaliczną Panią i Chmielową Panienkę…

i nie starczy mi woli zmian na Siebie i Nas…

czyżby to był koniec rozdziału pod tytułem „porażka małżeńska”…

Chyba tak …

czyżby czerwony żal pozwolił na nawrót…

może My jesteśmy tak toksyczni, że nie wolno Nam być razem…

nie wiem ….

boje się

cisza sypialni…

dzisiaj w wywiadzie ze znaną osobą płci oczywiście męskiej usłyszałam, że jeśli w intymności się nie układa to nie ma niczego …
i rozpoczęłam wewnętrzne dywagację nad tymi słowy…
i mimo pierwszej negacji jest w tym ogrom realnie brutalnej prawdy…
gdy tracisz nić porozumienia, pragnień jej potrzeb…
również powoli…
zapominasz o sferze seksualności…
odwracasz się od zmysłów…
już nie szukasz porozumienia w ramionach rozkoszy…
uciekasz w migrenę …
przeszkadza ci zapach, grymas oczu…
nie czujesz dotyku miłości…
zatracasz się w chwili obowiązku i swoich zwierzęcych potrzeb…
w zamknięciu ust czekasz końca…
więc miał rację gdy przestajesz tonąć w symbiozie ruchu ciał, pozostajesz w obłędzie ucieczki…
marazm rozpaczy odnalazłam w ciemnych oczach…. :(

GM …….

zamykam ciemne oczy i wracam do czasów, gdy wszystko było łatwiejsze i lżejsze…
wieczorem we włosach szalał młodzieńczy wiatr…
problemy kończyły się na klasówce z matematyki i pierwszej burzliwej miłości…
jest to czas tak odległy, że pozostał tylko ulotny zapach marzeń i jego muzyka….
była w całym mym ciele, szaleliśmy w jej rytmach na dziennych dyskotekach…..
wieczorami słuchaliśmy i marzyliśmy by Go choć raz zobaczyć…
tak wiele razy wyobrażałam jego rzeczywistość, namacalny dotyk wzrokowy…
złudzenie pozostawały w oddali, bo dorastałam a wraz ze mną i jego muzyka…
jest to cudowne uczucie, gdy dzikość dorastania oplata się z rozwojem twojego ulubionego głosu…
i nagle jak demon dopadła mnie wiadomość
11 lipiec 2007, godz. 21:30, Warszawa-Służewiec, ON….
odbyłam wycieczkę autem do tego „miłego miasta”…
stanęłam na torze wyścigów konnych i odliczałam sekundy do konfrontacji młodości z rzeczywistością kobiety…
i tu brak słów, by opisać perfekcję widowiska, wielkości punktualnego Artysty….
ponownie zawładnął mną jego ciepły głos…
podziwiałam uśmiech i ruch ciała , którego kiedyś godzinami uczyliśmy się , by choć przez moment czuć się NIM….
obudziły się wspomnienia…..
i nadal oczarowuje mnie jak wtedy kiedy najpiękniej pachniał bez dojrzewania…. :)

spacer po ustach

ile można odczytać ze słonych ust…
można z nich wyssać gorycz rozczarowania…
ominąć krzywiznę spatrzenia…
ale one pozostają nadal obliczem prawdy…
ten grymas ohyda…
ten zapach aż mdli…
jak bardzo one uwielbiają smak rozgrzania…
jak długo topią swe brzegi w nicości upojenia…
czy można je pieścić ?
tylko samobójca oddał by im swą czułość…
zamykam oczy, ale nie umiem zrozumieć ich dotyku …
nawet gdy ocaleją choć jeden dzień, są wolne i słodkie, nie znoszę ich…
nie potrafię już kąsać miłośnie…
nie udaję mam dość….
stały się krystaliczne jak ich władcza Pani…
są zbyt mdłe w grymasie pijanej twarzy…
zbyt trzezwa by znaleźć w nich namiętne chwile… :(

zmiany….

bezwzględu na ile się zmienimy….
na ile zaostrzymy swoje zasady……
to one są obok…..
nasze grzeszki…..

słyszysz ?
diabolczny szept…..

gdy się sprzeciwię, krzyknę zdecydownie NIE……

cichnie, zamiera w wyczekiwaniu ……

chwila snu …
czai się przemierzając podświadomość pragnień…

kolejny telefon, kolejna dzikość zmysłów…

opieram się….
nie dopuszczam ….
kryję się ….

ale wiem że on nie ustąpi nigdy, gdyż tak wiele razy otwierałam drzwi…
tak długo tonęłam z nim w ciemnej rozkoszy uścisku…
miałam karty i rozgrwałam partię, śmiejąc się z łez porzucenia…

to on szuka chwil, to on podrzuca zmysłowe kąski….
tym razem on ma uśmiech szyderczy…
on jest asem zapomnienia…

walczę całą talią rozsądku wierności…
oby ma rozgrywka nie odnalazła się na skraju ruchu szach mat….bym nie musiała patrzeć w jego błyszczące wygraną oczy….
:(

pytania…..

tak zdecydowanie zadajemy ich zbyt dużo….
błądzimy w odpowiedziach….
ich treść nas oburza, złości….
ale pomimo pytamy, oskarżamy….
tylko kto tu winien?
Bóg, zły człowiek, los ???
nie ma opcji, że może Ja…
atakujemy innych, poglądy, wiarę, kolor skóry…
mówię jestem tolerancyjny, ile takich oszukanych deklaracji słyszę…
a ile zimnych słów jak sztylet czuję wokół siebie……
może łatwiej było by się uczyć rozumieć potrzeby innych….
nie wymagać by żyli tak jak ja chce….
są normy ale co one tak naprawde charakteryzują – większość innych, ale czy napewno??
może właśnie jednostka krzyczy prawdę…
tylko nasza farsa nie pozwala jej wypłynąć….
ja codziennie budząc się szukam w sobie prawdy…
nie oczekuję niczego od nikogo….
nie oceniam….
nie pozwalam sobie na słabość oczekiwań…
nie chcę by inni żyli wg moich schematów…
chcę być i uczyc się od wolnych ludzi zachowań….
bo wtedy mam wiarę, że świat znajdzie pokorę i odrzuci zło poglądów innych…
żyjmy i pozwólmy skazać innych na ich własny los…
uczmy się, słuchajmy a nie wskazujmy jak mają postępować…
skruszmy swoje ego ….

….”dziwny jest ten świat, gdzie mieści się tyle zła”…

…”człowiekiem gardzi człowiek”…

…ale ja i autor tekstu wierzymy że nienawiść należy zniszczyć w sobie….

Winni jesteśmy MY….

całuję Mały Paluszek ten tekst jest dla Ciebie, tofam Cię…..

co to szczerość??

chyba zapomniane słowo w Tobie…

minęła furia nastąpiły pytania, dlaczego??

czysta kalkulacja faktów !!!

skoro tworzymy związek brak szczerości to mord z premedytacją….

nie brakuje jakiegokolwiek wytłumaczenia żadnej ulgi…

nie można żyć kłamstwem….

ono też nie może być podłożem dla związku…

ile razy można słuchać i starać się tłumaczyć Ciebie….

zdradziłeś mnie tyle razy gestami, słowami kłamliwymi…..

i co mam ci wybaczyć i ma być wspaniale…

nie ma już opcji nie mozemy prowadzić dialogu uczuć …..

ja wiem kim jestem, gdzie stoję i co sobą reprezentuję….

a ty jesteś studnią ośmieszenia nas jako małżeństwa….

paranoja ….

teraz znowu śmiech pusty bo starasz się winę zrzucić na mnie ….

masz minę zranionego, odrzuconego…

kolejny raz ja jestem złą, winną twoich kłamstw….

nie tym razem nie dam się sprowokować….

nie będzie twojego schematu….

stworzyłeś potwora który karmiony emocjonalnym odrzuceniem jest nieobliczalny i pełen goryczy….

a ciemne oczy szukają zemsty….

zagwarantuje Tobie życie wg twoich zasad i poczekam które z nas będzie stać na mecie z napisem Wolność Wygranej….

może razem staniemy na niej ale każde z nas będzie miało swój puchar ….

ja w nim znajde siebie a ty w nim znajdziesz swoje grzechy a na dnie moje oczy które powiedzą straciłeś a teraz załuj….
:)

brak snu a wybór…..

nie mam w sobie tyle ciszy by usnąć, by odnaleźć …..

pieprze wszystko, mam dość Ciebie, cholerny kłamco, odbierasz mi siły, odzierasz ze zmysłów tęskonty miłości…..

nienawidzę Cię ….

wielu z nas myśli, iż codziennie dokonujac wyborów jest ciężko, jest źle…..

a to gówno prawda…..

stojąc i czekając na wykonanie własciwego ruch dłoni jest wściekle źle……

kolejny raz łudząc się stałam jak debilka licząc na naturalny gest…..

i co ???

jak to co!!!!

otrzymałam policzek odmowy……

już drugi raz zrozumiałam, iż to cholernie mdły związek……

gówno znaczę ja i ty…..

tak jak ja, jestem nikim, tak ty stajesz się przeszłością….

teraz wiem nie:)odmówię nie ma szans popłynę, mam głuche przyzwolenie…..

na prośbę oddam siebie całą …..

nie odwrócę się nawet by na Ciebie spojrzeć….

podejmę każdą konswkencję z należytym odbiciem twarzy odrzuconej po raz wtóry kobiety….

uzbroję się w twoją broń i zabiję nią nas….

tak tego chcę….

chcę być nikim dam ci moje świadectwo …..

oddam pustkę uczuć i wolność zdrady….

a gdy moje usta zaleje gorycz wypluję ją na Ciebie i pozostawie pustkę w szafie….

nie znasz mnie …..

nie miałeś okazji bym była twoja i niech tak na wieczność będzie….

zawsze jest o jeden krok za daleko …..

ty ich postawiłeś aż dwa …….

ja mam czas zemsty, którą będę się rozkoszować, sączyć ją …

uwierz mi, będzie boleć, a blizna pozostanie na wiele lat……

a ja bedę wolna od bycia NIKIM….

robię łóżko wyciągam słodką pościel i oddaje się jemu w śnie a gdy ponowienie usłyszę: chcesz ???

mam nadzieje, że nie musisz zbyt długo zastanawiać się nad odpowiedzią…….?

TAK

senne grzechy

oby nigdy nikt z nas nie musiał być rozliczany ze sennych wyobrażeń ….

w śnie jest tyle prawdy o nas, o naszych pragnieniach, które na jawie pozostawiamy w swoim umyśle i sercu…..

gdyby je ujawnić słowami, byłoby to tak bolesne dla innych, dla tych, których niby kochamy…..

jakimi jesteśmy zakłamanymi istotami….

ile nam brakuje odwagi, by je ziścić….

ile tracimy, bo tak nie wypada….

jak senne pragnienia mogą być namiętne, że gdy powieki wstają, są w nich łzy stacenia wielkiej ekstazy….

nie chce już śnić mojego snu, bo odbiera mi rozsądek dnia …..

nie wolno mi, nie mam prawa, a on wraca i przywołuje, namawia i prosi o ten krok…..

co noc burzy spokój ….

wybacz mi, ale to o kilka lat za późno, zasypiam i jestem twoja….

tyle mogę ci ofiarować….

czekaj na mnie każdej nocy…..
:(

dzień dziecka…..

wesoły dzień pachnący watą cukrową i śmiechem ust dzieci…..

idąc koło szkół czuć magiczną atmosferę piękna naiwnej niewinności….

pamiętam swoje chwile z najpiękniejszego okresu życia…….

tak, właśnie dzieciństwo miałam tak niesamowicie rozpieszone karmelową miłością Dziadków i Pradziadków….

ja śniłam, każda chwila unosiła mnie i nie pozwalała na rzeczywistość…..

byłam ciągle w biegu między opiekuńczymi oczami, każdorazowo gdy uniosłam głowę i ciemne oczka z iskrą diabła za skórą szukały, one zawsze były….one mnie bacznie kochały….:)

gdy zamkne oczy otacza mnie fala mlecznych wspomnień, dzkich zapachów i nieoczekiwanych zdarzeń….. łza tęskonty…..

Oby takie wspomnienia miał i mój Syn ….
:)

Środa dla Kwiatowej Koleżanki ….

niby zwykły dzień, ale dla mnie bardzo ważny jak również dla Miłej Kwiatowej Koleżanki…….

pragnę, aby całe dobro z nas ją ogarneło i pozwoliło na urzeczywistnienie jej poświęceń…..

błagam los o wynagrodzenie jej bólu ….

marzę, by jej dłonie, już niedługo, mogły pieścić delikatne ciałko…..

by jej serce łkało matczyną miłością….

Dobry Duchu spraw by Jej sny po przebudzeniu trwały…..

Proszę wszystkich o wsparcie mojej prośb, zapalcie w swoich sercach moją modliwtę o powodzenie …..

już we mnie płonie wołanie o spełnienie ……

szukam….. odnajduje

tak, to prawda mam siłę, ale jestem tak osłabiona, że wykrzesanie choć marnych chwil chęci jest trudne…..

porankiem wstaje myje zęby i odbicie ciemnych oczu pozwala na kilka chwil złudzenia, myślę dzisiaj będzie dobrze ….

walczę ze złymi emocjami…

oswajam się z mężem….

nie rozumiem co się stało, że każdy dech zapiera wyobraźnię …..

zatraciłam się, upadłam w otchłań niemocy….

powolutku krok po kroku powstaję ….

kiedyś było łatwiej mniej bagażu na barkach…..

ale to życie mnie uczy by nie schylać głowy przed swoim strachem ….

wstanę, nie mam innej opcji a swoją katorgę ukryję pod teatralką uśmiechu….

skrzywienie ust w pusty śmiech dopracowałam ten schemacik do perfekcji, tylko oczu oszukać nie potrafię….

prawdziwe są tylko ciemne oczy….

cisza.depresyjności zagubienia ….

tak chciałabym dotknąć ciszy duszy…..

wokół mnie jest zawsze nie tak….

chaos, gwar myśli zbyt bałamucą mnie, by znaleźć w sobie siłę….

chwilami nie słyszę, nie widzę i nic nie czuję, jestem manekinem, który pchany jest naiwną odpowiedzialnością….działam mechanicznie ……
wstać wykonać listę zadań napisanych przez los……

a gdzie ja w tym jestem…
kim jestem….

czego potrzebuje, na co mam ochotę….
nie wiem, czyżby ten rozdział los pominął…

nie mam prawa do naiwości, braku czasu dla innych…..

wiem powinnam określić ramy zdarzeń, ale nie mogę bo jestem ograniczona wyborami, które z dnia na dzień zaciskają i ranią nadgarstki myśli…

to chyba depresja…..

zdziwiona diagnozą

tęsknie

tęsknie za snem……

za Tobą …..

a dlaczego ???

bo Cię nie znam, nie dotykam, nie słyszę …..

mam w sercu wyobrażenie, moment słów, zapach szacunku……

szkoda, że to właśnie błądzenie w lepkich marzeniach jest cudownie ulotne….

a gdy wkracza rzeczywistość zapada mrok prawdy, strach rozczarowania….

a ty zapadasz się …..

i dlatego nasze pytania czy warto ryzykować swoje życie, stawiać na baczność serce z rozumem……

i wiesz co ?

na dzień dzisiejszy nie znam ODPOWIEDZI.

przepraszam

no i szloch nieba dopadł

tak po wczorajszych nocych szaleństwach, dzisiaj me oczy porwała burza zezłoszczonej lawy łez…..

nadal nie panuje nad sobą, gdy buraki próbują mi udowodnić bezsens teorii wyssanych z miłości do piękna….

nie zmienię się, by wskoczyć w ogień obłudy, nie będę prawić kłamstw i donosów….

nie oczekujcie mojego upadku osobowości, nie sprzedam swych myśli wg waszych narzuconych schematów …..

nie ma kwoty za mój świat……

parszywy świat buraczany, by was opętało szczerością, wtedy upadlibyście błagając o wybaczenie ……

ale to tylko moje nierealne prośby do wieczności……

jutro wkroczę znowu w trybiki farsy ,pracować należy, bo to uszlachetnia …….. w przypadku Lidera to banał…….

przełożenie zmęczone …..

słońce, duszno, parno aż słodko…..

dzisiejszy dzień był, jak mój scenariusz codzienności ….

każdy z nas marzył, by złote promienie otuliły go i ogrzały…..

całą zimę o to błagaliśmy ….

a ja dzisiaj czułam się osaczona dusznymi powiewami, które odbierały tlen…

zabraniały czynów, usypiały działania ….

parny koszmar !

nagle niebo spowiły czarne chumry pełne złości i żalu, czekać tylko na grzomt łez……

czyli rozświetlona euforia kończy się wielkim morzem rozpaczy krzyku

jak można życie przyrównać do geometrii przyrody

czekam na szloch nieba, uwielbiam noc po burzy :)

powróciłam ……

witam stęskonina ……

kolejny raz „znajomi” zawiedli i nie mam w sobie już żalu …..

wiem że ciemne oczy, gdy są potrzebne każdy ich blask zauważa, chwali i ceni….

a gdy ja mam prośbę typu zrzucenie pamięci dla wielu moje oczy śpią…..

Ale koniec było minęło mam moje narzędzie by znowu zacząć pisać …..

A jest co pisać tylko ja nie umiem działać wstecz……

jest to takie mało wiarygodne i emocjonalnie puste……

P.s.

całuję Kwiatuszku, wracam do Ciebie cmok :)

brak okna na Was

Moj komputer zrzucił pamięć na wiosnę w związku z czym odwiedził dział naprawczy.

Najgorsze to, iż nie wiem jaki okres czasu będą potrzebowali by go wskrzesić do działania prawidłowego bez niebieskiego tła z napisem zrzucanie pamięci…..

Brakuje mi tak bardzo moich wieczornych chwil z palcami na klawiaturze.

Ale cierpliwość mam nadzieje, że zostanie wynagrodzona a zawartość dotychczasowa komputerka pozostanie.

Stęsknione ciemne oczy ……

kocie sny

Kiedyś dawno temu, gdy sny były daleko ode mnie, one były przy mnie, zielone oczy.
Gdy w zaułku myśli znajdowały mnie i wolnym namiętnym ruchem obejmowały mnie, tuliły spokojem ciemnej sierści.

Siadały obok tak niezauważalnie, swoim ciepłem mruczenia tłumaczyły me błędy.

Gdy sen nadal nie nadchodził, obejmowały mnie i ich tajemnice, oddawały mój świat.
Dziwne, że teraz, o tym myślę, że teraz mi tego brakuje.

Mój Romeo i moja Julia, a po moim odejściu pojawił się Szekspir.

Gdy wracam na moment odwiedzin one są nadal tak samo jak kiedyś moimi myślami, odczytują każde pragnienie.

Muskając są lekarstwem na zranione serce, mam ochotę wrócić do nich na zawsze, lecz nie mogę.

Tęsknię, ale za czym ?

Za tymi niesamowitymi momentami, gdy w snach byłam nimi.
One całe noce chroniły mnie.
A ja je zostawiłam, ale z kobietom, której po moim odejściu, one oddały sny.

Ich szept otulił Ją i tuli do dziś.

A co ze mną???

Szukająca kocich snów

przełożenie :(

30 osób wokół Ciebie, pełna fontanna odpowiedzialności.

Stoisz pośrodku pytasz w którą stronę masz iść???

Nie ma odpowiedzi cisza odbijająca się od ścian.

Obok Mały Paluszek !!!

Taki delikatny w swojej pomocy, wykorzystywany w każdym spojrzeniu.

Brak mi tchu zdecydowania.

Ile razy musisz dostać manto, by zrozumieć ???

Nikt nie ma prawa by odzierać nas z pomocy, nikt nie może nami manipulować !!!
Ja tracę siły, chęci i uśmiech.

Wypalam się i to nie z powodu, że brak mi wiary w siebie i Was.

Brak mi zła w sobie typowego dla przełożenia.

Musicie mnie zrozumieć i pozwolić na abdykację.

zbyt łagodne przełożenie….

zapachy ….

wreszcie dzisiaj w zaspanym poranku odnalazłam zapach, ten którego, tak bardzo tęskniłam……

Właśnie tak, wiosenna mgiełka, owiała mnie, kiedy pędem chęci pracy dopadłam auta, by dostać się na czas do budowli pełnej prężnych umysłów :), ale jazz !!!

Moje życie zapamiętuje zapachy zdarzeń.

Dzisiaj, nos został natchniony nadzieją, kolejny raz popłynęłam…..oj Ty naiwna dziewczynko !!!

Ale czuję się komfortowo, wręcz szczęśliwie…

Tylko cichutko, ciiiii, bo on nie śpi, mój los o zapachu metalicznych łez.

Odbierze mi szybko i bezwzględnie senny zapach zielonej herbaty, który wybawiony z flakonu, więzi mój los a oczy toną w wiośnie do momentu, gdy wiatr zerwie pancerz herbaciany….

ciszą zamknięte usta……

to kolejny wpis, bo Mały Paluszek tego sobie życzył…….

ale dzień……

Przeżyłam dzisiaj małą nirwanę uczuć !!!

Cały dzień naszpikowany stresem wiadomości szokujących.

Kolejny raz dowiaduję się że niektórzy z mojego ostoczenia to osobniki paskudne, śliskie i bez sumienia.

Ktoś, wydaje abusurdalne, abusurdalne pozwolnenia względem dziecka – szokująco nieodpowiedzialny Ktoś…….

Nagle w moje dłonie wpada upadła księga śmiechu i farsy wyłożonej przez mądrusiów, która ma być świętością lidera.

Następnie dowiaduje się, że kauczuk to afrykańska ozdoba.

Ten cały chaos dopada mnie w kilka godzin, otumanienie głupoty dusi mnie, śmiech bezsilności pokłada na kolana.

Szok……

Wracam do domu z nadzieją ciszy odpoczynku.

Ale nie dane mi by choć wieczór, był pełen odprężenia mięśni umysłu.

Wizyta z Versace u Kitelka, obłęd dwójka naszych dzieci, szpital …… głośno…..pacjenci szpitala uśmiechnięci…… pozytyw !!!

Kitelek mój Znajomek rzuca hasełko poproszę CiemneOczy do zabiegowego!?

I co???

Cały dzień opisany powyżej to nic
w porównaniu z tym co od Kitelka Znajomka słyszę………….

Ja mam szanse, by znowu zatopić się w cudownym zapachu macierzyństwa …….

Słuchając go moje serce krwawiło, bo kolejny raz kitelki mnie oszukały, odebrały prawo do zdrowia.

I co można zrobić nic, wybaczyć im …..

Ok, zaufam Kietelkowi Znajomkowi po raz ostatni.

I kiedyś się obudzę i obok mnie będą moje dzieci…….. – uwielbiam ten sen……..

Floscellum znowu miałaś rację :) nie jestem właściwym podłożem dla planktonu, dziękuje, że wierzysz we mnie:)

Zapadaj jak najszybciej zmroku i oddaj mi rzeczywistość mojego snu…….

A Ktoś wraca zanurzony w Krystalicznej Pani, czyli nicość….

poddać się

Wiem już, co zrobie poddam się życiu.

Tak oddam się w panowanie chwili, popłynę czasem.

Jest wiosenne postanowienie teraz niech inni mają prawo do okazania siebie.

Niech co poniektórzy zawalczą !!!

A wtedy może zrozumieją jak to być i mieć w ręce oręż życia.

Jak to jest cedzić swoje wątpliwości poprzez oczyszczającą łzę.

Mieć w myślach codziennie pełen drenaż wyrzutów i przepraszać za nie….

Każdy ma prawo do powiewu odpoczynku.

Muszę zejść z wieżyczki naszego małżeństwa teraz i tu, bo omdlewam od niespełnionych obietnic.

Trudno zostałeś na polu bitwy sam …..

Teraz ja siedzę z głupim uśmiechem i jestem wyluzowana a ty …..

Może to zrozumiesz a jak nie, to należy odejść bez zbytecznych gestów .

Masz przestrzeń więc okaż kim jesteś !!!

Choć i tak będzie jak w złych snach.

Ja już w Ciebie nie wierzę a tym samym w nas.

Za słaba na Ciebie ….

jest prawidłowo ….

takie stwierdzenie padło z ust białego kitelka :)
Czyli kolejny raz przechytrzyłam cię mój słodki robaczku.
Wygrałam.

Generalnie chyba jest prawidłowo, coraz częściej zdarza mi się dokonywać poprawnych duchowo wyborów.

Sama się zaskakuje, ale to chyba nic dziwnego to się nazywa starzenie czy dojrzałość ?

Ale mnie dzisiaj szydera ogarnęła względem siebie.

Panienka myśli, że tak mądra jest???

Bzdura, bzdura, bzdura …..

Ale reasumując w miarę obiektywnie:

Szkoda, że tak późno rozum mi oddano, po tylu latach farsy w której brałam czynny udział w roli wręcz oscarowej.

Ale lepiej późno niż poźniej, doszłam do wniosków, iż tylko ludzie żyjący w zgodzie samym mogą być szczęśliwi.

Tak to prawda może i Ktoś mnie rani, niszczy nasz świat, trudno widocznie tak musi być, widocznie to moja droga ….

Ale są zasady, których łamać nie zamierzam, JUZ NIGDY……

A szczęśliwa jestem na swój pokręcony sposób, a łzy nadal bedę przykrywać blaskiem śmiechu.

Mój ciężki wybór ale godny dla kobiety.

całuje mądrala ha ha h ah ah a

kolejny wekend, kolejna rozterka….

a niebo nadal rozpacza po zimie…..

Tafla łez spływa mieszając się z chłodnym podmuchem mego ciała….

Pragnę ciepła może być oszukane, ale ja muszę żyć tonąc w promieniach obojętnie kogo???

Nie mogę czekać na cud, bo on nigdy sie nie zdarzy, nie mi !!!

Marnuje swoje dni, odrzucam piękno ostatnich tchnień młodości ciała dla banału przyrzekam……

Dlaczego, ja mam w tym trwać i upadać na kolana i żebrać o wiarygodność banalnych słów wypowiedzianych, bo sytuacja tego wymagała.

Trwam w walce rozsądku zasad.

Czy mam prawo łamać swój świat, swoją godność, bo Ktoś jest zatracony.

Ile razy słyszałam od innych: marnujesz siebie, nie warto !!!

Takie to proste jeden ruch jedno słowo jeden gest.

A nagle spada grad wielkich wyrzutów słonych tęskonot.

Mogę żyć podwójnie, ale to jest niezgodne z moim światem tworzonym tak misternie, tak wolno…..

Czyżby się poddała złu mojej przeszłości???

Krótka analiza co mogę zyskać a co muszę stracić.

Odnajdę kolejną fikcje literacką słonych ciał a utracę siebie.

Nie mogę, myślę ze złością mojego szacunku do wartości słów przyrzekam….

Czyli pozostaną głodne oczy spagnionych ciał.

Trudno mój wybór.

nadzieja

Nadziejo, nie ufam Ci, bo jesteś przebiegła, dajesz złudzenia i je szybko bez ostrzeżenia odbierasz, a Ja lecę kolejny raz na pysk.

Pomimo upadku otwieram nieprzytomne oczy i przez mgłę wiary odkrywam, że tlisz się już nowonarodzona, i znowu bezczelnie wkradasz się niechciana przez zaciśnięte serce.

Odbierasz moją tarczę ochronną, pozwalasz no to innym.

Rozkazujesz ufać, wierzyć i majaczyć w rozsądku serca innych.

Po co te wzloty i tak bolesne upadki???

Kim ty jesteś, kto Twym Panem, dobro czy zło?

Tyle ludzkich snów w Tobie a ty kręcąc ruletką ich marzeń dobierasz wynik, kierując się swoim kaprysem.

Czyżby nigdy nie miał nadejść twój kres?

Żerujesz na istnieniu smutku, pływasz w morzu łez.

Każda kropla cierpienia daje ci kolejny żywot, masz ich tyle, że nikt ponad Ciebie ich nie zliczy.

Nie umiem Ci odmówić, przeciwstawić się Tobie, a Ty nie chcesz, by mogła się moja nadzieja urzeczywistnić, bo sama być została ze swoim dobrym złem dusz straconych.

Uwolnij mnie z tego Twojego obłedu, zostaw mą duszę zatraconą we łzach.

Niechcianą nadzieją skąpana w ciemnych oczach.

Miłość do Ktosia….

Całe życie szukamy tej namiętnej wymarzonej jedynej miłości do mężczyzny

Rozczytujemy swój los w oparciu o idealistyczne powieści.
Liczymy, że to będzie nasza bajkowa powieść.
Jedyna i tak oczekiwana.

Dlaczego również mnie ogarnęła i porwała wiatrem uniesień ???
Zawładnęła mną zaborczo nie pozwalając na powiew rozsądku.
Utonęłam w fali rozkoszy szeptów kochaj mnie.

Każda stronica opowieści była moim sensem dnia, moja krainą zakochanych.
Znam ją, wiem jak smakuje to wielkie wyczekiwane przez wielu otumanienie.

Silne mrożące rozsądek kłucie, które cierniami słów wdziera się w serce.

Tylko moja bajka uległa szybkiemu przeistoczeniu w moje więzienie.

Jej kajdany ciążą na mnie krwawiąc łzami rozpaczy.

Nikomu z nas ludzkich istot nie wolno odrzucić takiej jak nasza miłość.

Ale dlaczego ja muszę nieść ja na swoim sumieniu???

Wielkie uczucia znajdują swój kres dramatycznie w rozlewie wyrwanych słów, ale nie dają wyzwolenia, pozostawiają blizny gestów.

Tak boli samotność w nas….
Kocham i ty kochasz mnie tak mocno, że właśnie ta siła zniszczyła tratwę łączącą nas.

Zabiliśmy się, Kochanie.

Tak bardzo pragnę Ciebie a TY jesteś obok za taflą stłuczonego zaufania moich rąk.

Nie ma odwrotu dotyków nie ma już naszego portu kochania, są tylko moje łzy porażki.

utonęłam w twojej miłości…

Syn

Kiedyś dowiedziałam się, że będę Mamą.

Myślałam, iż nigdy nie poczuję, że płynę linią dojrzałości.

Cudowny dzień skąpany w słońcu nowego życia.

Ten, który urodzi się będzie moją cząstką.

To On będzie mną kierował, odszuka moje skryte uczucia.

Te euforyczne rozmyślania tkwiły we mnie przez dziewięć miesięcy.

Nadszedł majowy dzień i pojawiłeś się taki malutki bezbronny i tylko mój.

I nagle poczułam i zrozumiałam strach, był tak trudny to opanowania, aż histeryczny.

Nie wiedziałam co będzie, co mam robić.

Czułam się jak by nagle Tobie się miało coś stać właśnie teraz.

Byłam jak zranione zwierze w klatce swoich wyobrażeń.

A to tylko urodziła się wraz z Tobą moja odpowiedzialność i dojrzałość Matki.

Bo to moja rola by ciebie chronić i dać podwaliny twojej Drogi, sprawić by ona była łaskawa ….

Trzymałam Cię w ramionach a moje łzy miłości nigdy nie były takie gorące i wierne….

Wtedy w majowy poranek oddałam Tobie moja fizyczność było takie proste i nieskomplikowane, a teraz codziennie oddaje moją pokorę duszy byś był zawsze tym, kim chcesz być i działał właściwie potykając się o swoje błędy.

I cieszę się każdą twoja pomyłką bo ja jestem jeszcze obok i upadasz w moje ramiona, umiesz słuchać i instynktownie czujesz że należy już teraz wyciągać wnioski z każdym krokiem i tchnieniem myśli bez zbędnego namysłu.

Wiesz jak smakują gorzkie łzy, jak słodki uśmiech!!!
Znasz krzywiący usta ból i wybuchającą salwą śmiechu radość !!!
Umiesz szanować siebie i okazywać innym ich własną godność !!!
Jesteś mądrym szalonym dzieckiem z wieloma wadami, ale kto ich nie ma???

Chcę być tylko obok i łapać twe myśli do kiedy mi na to czas przemijania pozwoli, a wtedy otworze bramy swego serca i puszczę w drogę, bez łzy rozpaczy a moje serce przejmie duma, że tam w dali to Mój Syn.

Kocham Cię cała sobą moja Siło istnienia.

krzyk…

Jestem mimem w moim sercu???

Nie, to niemożliwe….

Ja mówię, on nie słyszy…
Ja płacze, on nie ociera łez…
Ja pragnę, on zatapia się, ale nie we mnie…

On ma swoją Panią….

Z która ja nie umiem już walczyć…

Jest tak płynnie krystaliczna, ma tak silną woń i tak wielką władzę nad nim…

On słaby, podaje się jej i płynie jej strumieniem.

Kim mam być głazem czy odtruciem ?

Moje serce jest tak kruche, jej prądy zastygły we mnie na wieczność.

Ugasiły pragnienie.

Krzyczę, słyszysz ?

Oddaje Cię jej !!!

Kiedy dopłyniesz do jej dna, będę czekać na brzegu spragniona twoich ust….

Ona już tyle niesamowitych istnień zniszczyła bezwzględnie bez emocji …

I żadna z kobiet nie była jej przeszkodą pomimo wielkich uczuć.

Tak, tylko Ty sam możesz ją odrzucić i wybrać mnie.

Pijana zmęczeniem i odurzona jej siłą.

Białe kitelki powracają ….

A miało być tak pięknie wywiady, telewizja !!1 :)

A tu znowu napad na moje zdrowie.

Szlag by trafił od grudnia ubiegłego roku się cieszyłam wolnością zdrowia.

Przez ostatnie 6 lat walczyłam o nie z mniejszymi lub większymi upadkami.

I wygrałam ….

Poznałam tak dokładnie zapach białych kitli, że były momenty, że cały świat był ich nieobecną wonią mieszaniny ich słów …

I co znowu mam mieć powtórkę ?

Za co, co ja komu zrobiłam?

Wybaczcie mi za moje jęczenie, ale ja już nie mam sił na kolejną bitwę.

Skończyły mi się uśmiechy.

Gdy pierwszy raz usłyszałam wyrok, nie poddałam się, przecież nie tylko ja na to choruje i tak jak wiele innych kobiet ja też wyzdrowieje.

A teraz co, Kobieto odpadasz w otchłań choroby, pozwalasz jej na to by ona była Panią snów i losu ???

Kiedyś odpowiedziałaby zdecydowanie NIE a teraz nie znam odpowiedzi.

Wiem, co to ból i jak z nim życ, ale jestem zmęczona.

Czekam na telefon w następnym tygodniu z obojętnością poddana każdemu słowu białego kitla.

Zamykając oczy już teraz otacza mnie i otumania ich świat beznamiętny szybkich i niezrozumiałych diagnoz ta biel mnie zabija.

I tak muszę czekać i tak jestem w ich mocy.

Ale postaram się podnieść jak wiele razy ,ale z każdym wyciągnięciem reki na brzeg czuje jej nie moc, jej niechęć i strach przed złudną Panią o imieniu Nadzieja.

Oby i teraz mi się udało – tego sobie życzę.

Zmęczona ….

Niebo we łzach a wekend !

Cały tydzień pracujący a za oknem wiosna.

Nadchodzi wekend a za oknem deszczyk sobie pada.

Nawet pogoda wystawia moją cierpilowość na próbę.

Nawet ona pokory uczy.

Ale ja bedę ponad to i pomimo jej kaprysu wyjdę na spacer i jej wilgotnej aurze odnajdę swoją przyjemność.

Tylko powrót do domu będzie niebezpieczny, bo jeden z moich psów mieszka w domu więc tupot małych obłoconych stóp na jasnych panelach spowoduje taniec z mopem, ale przy dobrej muzyce zadowolonego serca.

Oby i Wam pogoda nie zmieniła planów i by Wam słońce rozświetlało drogę….

Wpaniałego wypoczynku wekendowego :)

Łza …

Kim jesteś?

Ja, jestem więźniem !

Więźniem nieszczęścia ….

Łza…

BZDURA, obudź swoje sny.

Rusz na rumaku nadzeii – wolność;

tam za rogiem.

Łza …

Uśmiech???

Farba zmysłów.

Zostaje.

Nadzieja obłudą stęskniona.

JS

Piąteczek …

Piąteczek ….

Cudownie nastrajający dzień wiejący relaksem.

Jutro sobota, która w godzinach porannych pospiesznie wygna mnie
z łóżka, by uporządkować cało tygodniowy chaos.

Kiedy uporam się i nie znajdę za drzwiami płaczącego nieba, porwę Syna
i szaleńcze psy na długi, wyczerpujący spacer….

Idąc rozkoszuje się każdym szelestem promieni, schowanym za drzewem tchnieniem wiosny.

Tak wolna i tak szczęśliwa ….

Obok mnie kroczy mój mały mężczyzna, zajęty swoimi myślami i zabawą.

Patrząc na niego szukam odpowiedzi, kiedy i jak pozwoliłam na to, że odebrałeś mi mojego małego synka.

Jeszcze dajesz mi momenty tulenia i cmokania, ale to Mamusiu już prawie kres ….

Bo to obciach :), przecież mógłby zobaczyć kumpel :) !!!

Więc idę dalej i obserwuje jak z każdym odważnym krokiem idziesz w swoją samodzielność, dorosłość.

Lecz kiedy tak, w myślach licytuje się z losem i przeznaczeniem Ty się nagle odwracasz do mnie i twoje Ciemne Oczy śmiejąc się mówią Kocham Cię Mamo ….

I oby zawsze one patrzyły tak uczciwie, szczerze i mądrze, oby nigdy nie odwróciły ode mnie.

Mama szkolniaka :)

Dobro…..

Zawsze ufałam w usłyszane słowo, iż dobro powraca….

I tak jest!!!

Nie umiem nawet słowami opisać jak się czuję, jak jestem
otumaniona spełnieniem, choć jeden sennej nadziei.

Nagle na moim blogu pojawia się Nieznajoma Osoba i pozwala mi uwierzyć, iż jeszcze w obłudzie rzeczywistości, jest czystość uczuć, klarowna bezinteresowność i piękno dusz….

Tak to jest niesamowite wręcz kosmiczne, że w świecie wyzbytym ze wszelkich zasad, gdzie konsumpcyjność i moneta są Jedyną Totalitarną Władzą, jest dobro ….

Dziękuję Ci Floscellum za błysk wiary w ciemnych oczach….

O jedną łzę mniej ….

wściekła wiosna ;)

Czyli opowieść jak wiosna szybko moją euforie, burzy.

Jest mi źle, chce zapaść w sen w którym nie ma Was.

Was zawistnych, niepoprawnie chamskich.

Ile można wierzyć w odnaleznienie enklawy ciszy, zrozumienia i akceptacji.

Czy w naszym obłędzie różnych losów ludzkich nie ma takiego malutkiego skrawka dla mnie otchłani idylli.
Nie rozumiem dlaczego musimy wzajemnie okładać się ??

Nawet tu na moim blogu czytam komentarze atakujące mnie.
W jakim to celu, mam to odebrać jako recenzje ??

Piszę tu dla siebie!!!

Jeśli będę miec ochotę i kaprys OBNAżE SIę CAłKOWICIE…

Szlag by trafił Was wybrańców, którzy są tak idealni że posiadają prawo oceny innych.

Tak Wy chcecie by świat by wg waszej
prozaicznej chęci spełnienia.

Może czas zauważyć że świat to nie tylko Wy.

To tez Ci wolni od zawisci od nienawśici i zgorzkienia …, którym wolno decydować co chcą w danej chwili w swoim szalenstwie zrobić.

Nie cierpie Waszej toksyczności …..

Wściekła ale wolna od niechęci do Was …

matrymonialka….

Minęłam się z powołaniem…

A szkoda, aczkolwiek nic straconego:)

Mam na swoim koncie dwie pary skojarzone.
Super, co nie?

Ale przykre jest to, iż każda z tych kobiet musiała poznać smak goryczy i bólu.

Czyżby zawsze zanim odnajdziesz piękno uczucia musisz zaznać zła innego człowieka??

Moje statystki tak się przedstawiają.
Dwie cudowne kobiety…. okrutni partnerzy … stracone złudzenia … rozpacz…kryształowe łzy….

Teraz odnalazły swoje szczęście,radość życia…

Bo Każda z nich ma prawo do wolności miłosnych unienień….

A co najpiękniejsze iż ich wcześniejsze cierpienia wynagradza stan macierzyństwa….

Stan tak delikatny, tak czarowny, tak niezwykły, że zapiera dech.

Jestem dumna z siebie bo dzięki mojemu zbiegowi okoliczności są to kobiety kochane namiętnie i szanowane …

Może tak właśnie miało być….

Ostatnia paro moich okoliczność chcę aby Wam już nigdy nikt nie stanął na drodze waszych marzeń ….

Kiedy tak będzie ja jestem zawsze obok …

A zimową porą chętnie odciąże Was na moment, by móc nacieszyć swoje ramiona cudownym zapachem waszej miłości, której ja już nie mogę mieć, więc proszę pozwólcie mi na to. (skórcę paznokcie)

steskniona opiekunka ….. złamanych dusz a w szczególności swojej :(

Wiosna, wiosna ach to Ty!

Rozkoszuję się już tak wiele lat ….
Jej zapachem lepszego jutra.

Jest taka prawdziwa
wesoła od uśmiechu słońca
a niekiedy tonie we krysztale łez
tak delikatnych, tak ulotnych,
jak również wie czym jest złość burzy
i nienawiści srebrnego pioruna.

Nawet ja znajduje jej piękno w sobie.

Natchniona jej westchnieniem chcę zmian, chcę być !!!

Gdy mogła trwać wieczność straciła by swój sen, więc nie pozostanie chwilą, której tak czekamy.

Zatopione w zapachu jej, moje ciemne oczy …..

Cisza, cisza pretensji ……

Znacie pewnie powyższy schemat życia.
Kiedy minią wspólne lata emocjonalnych burz, zachwiań słów?
Wtedy nachodzą chwilę, których Panem jest cisza wymowy uczuć.
Przykre to, kiedy we dwoje milczeniem próbujemy układać życie.
Gdy w sercu paniczny strach, w myślach pretensje.
Ale cóż zrobić?
Nie umiem już inaczej.
Niekiedy zastanawiam się czy nie potrafię, czy nie chcę, czy tak naprawdę jest mi wygodnie.
Lubię moja samotność przeplecioną marzeniami o doskonałości.
W mojej samotności jest mi błogo, wtedy poddaje się jej i pozwalam by to ona dyktowała chwile.
To jest przerażające.
Lecz Ona mnie otacza od tak wielu lat, pochłonęła mnie … do takiego stopnia, że nie wiem gdzie są drzwi a gdzie klucz.
I myślę, że jeśli mnie opuści…
To, co?
Nie wiem, pustka myśli …
Nawet strach …
Nie może, nie pozwalam jej na to…
Bo gdzie ja się ukryje, co mnie ochroni przed Ktosiem i samą sobą.
To ona ma prawo mnie niszczyć i kochać do łez…
Jestem jej wierna w swojej głupocie egoizmu, egoizmu emocjonalnego …
Ja nie umiem podać się kochaniu …
Kończąc uzewnętrzniać się wiem znam odpowiedz :
Wizyta u psychologa:)

świr

fryzura a twój facet, czyli mój :)

Wracam od fryzjera z duszą na ramieniu….
A dlaczego??
Tendencyjne pytanie!!
Kiedyś miałam blond długie włosy… mąż zachwycony, co nie!?
Ale ile można nosić kitusie i wyglądać jak dziewczynka z 5 b ??

Więc postawiłam się mężczyźnie i podjęłam decyzję, iż obcinam włosy
( nawet uzyskałam zgodę )
Zgoda i przyzwolenie uzyskane jeden raz zaowocowało, co tygodniowymi wizytami u fryzjera, bo to nie zawsze to, co chcę!!

Więc, Zenuś czyli Ja – nazwa własna pochodzenia od męża, obiecał, że będzie zapuszczał włosy.

Ale w sumie, dlaczego mam to zrobić, skoro ja naprawdę czuję się rewelacyjnie jako Zenuś …..
W jakim celu mam mieć włosy, których nie chcę, po to by Ktosiowi sprawić przyjemność??

No nie cos tu nie hallo !!!

To ja jestem ważna, to moje odbicie ma mnie wprawiać w dobry nastrój….

Jestem Panią samej siebie nie chcę, jakiego paranoidalnego uzależnienia od faceta, który jak każdy ma wizję ideału kobiety.

Ta wizja to kolejna zapaść seksualna … , która dzieli nasze damsko – męskie gatunki.
Co to jakieś dziwne naleciałości mnie otulają, że musi być jak Ktoś chce!!!
Pytam go czy mogę !!!
Nie to jest „no chore”.

Kobieto skończ z tym!!!

Uwolnij się z seksizmu własnego męża.

Bo istotą kobiecości jest wiara w siebie, w swój wygląd i w swój styl.

Gdybym miała być jak Ktoś chce to musiałabym wyglądać tak:
długie blond włosy, pończochy uwikłane w szpilkach, a ciało spowite kusą kiecką…
Paranoja….
Jestem osobą, która posiada zmysł wyboru, , smaku i wie, kim jest, dlatego też albo Ktoś to zaakceptuje, albo na ulicach full panienek szukających krat zniewolenia względem swojego wizerunku, mowy i czynów.

Chcę mieć czarne krótkie włosy, uwielbiam np Geppert, nie cierpię klopsików w sosie koperkowym i co ??
Ktoś to wie i albo chce z tym żyć, albo nie …

Ktoś kiedyś mi powiedział:
nie wolno innych uczyć żyć pod siebie
bo cię znienawidzą i odejdą …..

Zenuś :)

walka… z szefem,,,,,i …… Diablicami

No tak to bywa ciągle muszę o coś lub
o Kogoś walczyć!!!

Uciekałam z jednej firmy, bo miałam dość odpowiedzialności, problemów i akceptacji np. ciągle niedoskonałych wydruków.
No i znalazłam firmę, w której odnalazłam ciszę opartą na rozpinaniu, rozważaniu i parowaniu.
Stałam się małym trybikiem w złotej maszynie, brak stresu……
Ale ta sielanka nie trwała zbyt długo.
Szlag by to trafił.

Z małego robaczka stałam się w moment jakimś tyranem kierowniczym.
I kolejny raz dałam się wrobić.
Wkurza mnie to, że moja osoba jest taka pokręcona, zawsze zauważalna.
Nie wiem, dlaczego??
I tego w sobie nie lubię.
Niekiedy staram się by mnie omijano i pomijano, ale jakoś takość się dzieje się wręcz odwrotnie.
Nie znoszę tego… ale w wielu przypadkach jestem sobie sama winna !!!

Teraz nie dość, że jestem odpowiedzialna za jakiś tam „malutki stan” to jeszcze za kilkanaście osób.
I dla tych osób muszę walczyć z Burakiem buraczanym…..
Te kilkanaście to kobiety drapieżne.
Więc należy uważać, bo mogą zrobić mi małe kuku np…
Cóż taki mój los by moje życie było wieczną walką o zasady.
Nie mam prawa by sobie poprostu żyć bez stresu i bez obowiązków.
Cóż ….. :(
Wiem, że są momenty, w których brakuje wyciszenia, spokoju i luzu.
Gdyż zawsze jest Ktoś, kto czegoś wymaga lub oczekuje….
Ale skoro podejmuje sama takie wyzwania to muszę żyć obowiązkowo
i spełniać oczekiwania pokładane w mojej osobie.
Tak to właśnie jest ze mną .

Najtrudniej jest zawsze znaleźć złoty środek by sprostać życiu…..
Zadowolić innych, dać im ich własne oczekiwania.
Proszę o wyrozumiałość, niekiedy nie daje Wam Diablice rady.:)
Aczkolwiek wierze, że jesteście ze mnie zadowolone i jest Wam ze mną w miarę dobrze – muszę mieć jakieś złudzenia ha ha ha h a
Całuje Złote Kobiety.

Versace a 30-stka

Z początku Miła Moja życzę:

ulotnych snów,
okiełznania marzeń,
spełnienia w każdej chwili zamierzeń,
piękna duszy i ciała,
i gorącej, wiecznej miłości …..

30 stka piękny wiek, ale nie dla, Versace, bo ona jest dziwoląg, czyli typowa kobieta…..

Nie cierpi zmarszczek a co najgorsze widzi je wszędzie na swoim pięknym opalonym ciałku.

Gdybyście mieli okazje zobaczyć, co ona wyczynia zmywając makijaż wieczorową porą…..
Normalnie wieczność z milionem specyfików, których ja nie rozumiem nawet znaczenia.
Ok specyfiki już przełknę, ale technika zmywania to już przesada, moja Droga.
Ha ha ha…….
Tak właśnie Versace ma !!!
Ale cóż w sumie to ona jest kobiecością…

Mam nadzieje, że szybko odnajdziesz drogę zwaną odlotową trzydziechą…

I kolejny raz zaskoczysz samą siebie no i mnie ….

Bo w sumie to ja niekiedy nie wiem, co się z Tobą dzieje??
Szalejesz z szczotką, nożyczkami, ale tak naprawdę to ciebie opętał diabeł rozwoju…
Tylko gratulować, ale uważaj na niego, by Tobą nie rządził.

Podziwiam Cię, iż odnalazłaś swoja pasję i walczysz o Siebie i o nią
A masz, Misiowatego przeciwnika (oj, masz, co robić)…..

Tylko nie zapomnij o nas, którym niekiedy brakuje Ciebie i zrozum, że niekiedy mam prawo czuć się z Tym źle;)

Jeszcze raz wszystkiego najpiękniejszego…..
Twoja przyjaciółka….
P.S.
Będę zawsze blisko i będę ci przypominać jak za bardzo otumani cię woń lakieru i farby, że czas przystopować, zgadzasz się na to??

przepraszam …..

Jak tak głęboki wyraz z biegiem czasu można spłycić, odebrać mu piękno tajemnicy wybaczenia….

Cóż, jest to niewybaczalny błąd, że pozwalamy na ograniczanie nas z tego co istotne i wartościowe.

Nasze milczenie jest przyzwoleniem dla paranoii, która nas otacza.

Tak każdy z Nas jest winny !!!

Nie wykazujemy zaangażowania dla potępienia person, które są obok nas i żyją łamiąc powszechne zasady moralnego postępowania…..

Po co mam się wtrącać ??? – oczywiście najwygodniejsze wytłumaczenie, dla twojej i mojej ciszy życia.

To jest chore, tak jesteśmy nieuleczalni z kłamliwego milczenia.

Kiedy słyszę gdy On mówi: przepraszam, to mnie pochłania czerwona wściekłość.

Po co przepraszać, za coś, co i tak cykilicznie zdarza się i za moment życia naszego powalonego związku popełni to kolejny i kolejny RAZ.

To słowo jest puste nie ma już znaczenia:
” nie wierze w „nie” wypowiedziane z Twoich ust….
Ogarnia mnie złość każdorazowo, gdy staram się w nie wierzyć, gdy kolejny raz popadam w otchłań naiwności.

A może Ty nie rozumiesz znaczenia takiego prostego słowa jakim jest: przepraszam …..

Ale uwierz mi, za późno na naukę poprawności….

Ja się wypaliłam na bycie tą, która rozumie, wybacza i chcę ufać.

Nie umiem już tak dłużej żyć, tylko że wierzę w to iż miłość to sen, a łzy płyną a zmysły śnią…..

ta która wie co to znaczy przepraszam…..

„…zakląłeś mnie w dotyk zmieniłeś mnie w dotyk by strącić mnie w zimną noc…”

Ktoś czyli obłęd milosnej rozpaczy ….

Tak poznajemy takiego Ktosia …..
Rozpoczynamy rozdział życia:
Oddajemy mu cała siebie, odkrywamy przed nim swoje sekrety.
Patrzać na niego widzimy swoje marzenia wyssane z filmów, książek i bajek.
Myślenie racjonalne umiera z każdym dniem uniesień i fikcji serca ….
Ktoś pływa w naszym obłedzie, koduje nasze marzenia nasze słabości.
Bawi się nami nie robiąc nic więcej niż tym iż poprostu jest.
Kiedy ten okres dekadenckich wzlotów zaprowadzi swój korowód do legalizacji związku to się zaczyna bal łez, rozczarowań i uniesień zranionych snów.
Tak Miłe moje, swoimi iluzjami doprowadzamy do lat walki o siebie o zwiazek.
Nagle chcemy być Sobą i mieć swoje prawa, ale jak je odzyskać skoro na samych początku dajemy wszystko odkrywamy wszystkie karty swojej duszy.
I rozpoczyna się huczny bal zranionego serca….
Walczymy o szacunek o zrozumienie i o dojrzały związek.
I kolejny dowód że jako zakochane kobiety nie umiemy wlaściwe funkcjonować że to my zawsze wychodzimy za daleko i chcemy za wiele nie słuchając i nie zauważając niczego i nikogo typowe emocjonalne egoistki.
I w momencie gdy zimne łzy otwierają oczy nadal szukamy winnych….
A to błąd …..
Bo to nie pora szukania tylko czas na zrozumienie siebie poprzez racjonalny plan działania z Ktosiem.
Ale musimy zmarnować kolejne lata by to do nas dotarły zimne fakty naszych błędów.
Ja takich lat zaliczyłam 6 …..
Walcząc traciłam cząstkę siebie niszczyłam sny i marzenia.
Odbierałam sobie prawo do uniesień zmysłów z moich iluzji.
Ale gdy rozum mnie opętał Mój Ktoś był przy mnie gotowy na wspólną miłość.
Koncząc tą opowieść wiem jedno że kobieta zakochana jest despotyczna i sama się pogrąza w rozpaczy nie dając szans swojemu mezczyznie na określenie siebie ……
Kochajmy się poprzez słuchanie gestów serca ….

mały paluszek :))

Poznałam mały paluszek…

Taki mały i wkurzony na cały złoty świat!!!

No i rozpoczęła się nasza przygoda.
Początki jak to początki były ciężkie przesączone niepewnością i …..

Co poniektórzy mówią że jesteśmy połówkami, wiec również przeżyłyśmy mały kryzys tzw małżeński.

I tutaj uwaga, nastąpiło ODRODZENIE połówek przepełnione zrozumieniem, zaufaniem oraz „lovem z całej epy”

„Mały paluszek” mnie też często bije po głowie bo mam jakieś braki matematyczne ha h ah ah a

Ale on nie rozumie że nie każdy urodził się ścisły i ma prawo gubić zrozumienie i logikę w zadaniach piewszoklasity o!

Ale wybaczam mu bo ma uczucia skubany i trochę taka gapa uczuciowa z niego ale pracuje nad Nim i z dnia na dzień jest lepiej ale nie do konca lepiej.:)

A jeszcze jedno Paluszek się non stop odchudza choć fajne ciacho jest.
Generalnie lubie mu dokuczać bo fantastycznie się denerwuje ……

A Paluszek zmienił fryz i wyglada wystrzałowo:)

Ale wiecie fajnie mieć taka połówkę choć malutką…. bo rozświetla złe momenty i kiedy jest żle ratuje i nie poddaje się aż osiągnie cel.

I niekiedy mam wrażenie że jest bardziej niż ja ześwirowany …..

Reasumując, zawsze po czasach burzy i zachwiań zyskujesz dobrego partnera i w pracy i życiu prywatnym i ja mam farta bo z małym paluszkiem jesteśmy fajnym zespołem i mam nadzieję że damy popalić tak że złoto się stopi a my z niego uformujemy pomniki dla kazdej złotej kobiety która z nami walczy by buraczany świat nas nie dopadł.

Lovam Cie Mały Paluszku cmok w pępuszek.

niechęć, marazm,senność i brak słodyczy ….

Tak właśnie się czuję, jakby przydeptął mnie jakiś wielki zwierz niechęci.

Nie mam ochoty nawet na lody waniliowo truskawkowe, szok.

A powinnam mieć bo od jutra nie jem słodzyczy, nic zero cały okres postu.

O rany to gdzie ja znajde słodycz życia, rozkosz wanili ….. z truskaweczką na szczycie!

Po jakiego…, ja i wiele innych kobiet ogranicza swój jadłospis w wiekszosci z tego co się uwielbia?!

A może to błąd bo głodzimy się i w końcu olewamy diete i co ??

Wracamy do poprzedniej wagi z małą nadwyżką :)

Jesteśmy śmieszne bynajmniej ja napewno …..
Każdorazowo gdy zakładam sukienkę i ona jakoś takoś nie pasuje, może się zmniejszyła w praniu a może czas na postanowienie „nie jem słodkiego, odżywiam się zdrowo, racjonalnie !!!

I co, nic – SOLIDNE POSTANOWIENIE JAK DOMEK Z KART HA HA HA

Padam po kilku chwilach, bo automatycznie mój kobiecy przekorny mózg daje sygnał wszystkim receptorom w moim głodnym ciele, wyostrza smak i „rozkoszuje” powonienie.

Farsa co nie??

Więc po co to -zadaje sobie tak często to pytanie ale każdorazowo wpadam w pułapkę odchudzania, która z wiekiem jest ograniczona czasowo do kilku chwil.

A może czas by uznać swoje ciałko…..
A wtedy cud nastąpi…..

Ale ja jestem naiwna pomimo wieku i uwielbiam złudzenia zatopione w waniliow o truskawkowym obłędzie.

Ale wam moje miłe koleżanki życzę wytrwałosci i osiągnięcia celu figury ale anoreksja z biustem do kolan i cellllllulitem przekraczającym wszelkie wyobrazenia……

Bo prawda jest taka jeśli nie podejmiesz wysiłku cwiczeń, siłowni to ogarniczenie słodkich i niezdrowych pokarmów doprowadzi was do rozpaczy lustrzanej bo gdy przekroczysz magiczną 30 -stkę to ciałko mówi ble ….

caluje was i zapraszam do siłowni ha ha ha ha ha

„życie układasz sobie sama”

te słowa usłyszałam kiedyś od miłej Jednej Pani, która mówi to z takim przekonaniem i chyba w to wierzy!!!

Ale ja się z tym nie zgadzam. Mówię zdecydownie nie !!!
Bo życie to pasmo zdarzeń, osób, sytuacji …..

W każdym momenie podejmujesz decyzje ale jest to podyktowane przez los życia.
Nie ma tak że jest jak Ty chcesz.

Olśniło mnie, jestem manipulowane przez moje własne życie.

Robi ze mną co chce, kręci mną jak marionetką, i nic nie mogę zrobić bez ostrej i zdecydowanej walki.

„Marionetkowanie” – to konsekwencja poprzednich i poprzednich decyzji i każda kolejna tylko pogłębia i dodaje nowe sznureczki losowi.

Szok jak my biedni ludzie mamy ciężko.

Rodzimy się i ktoś zapala knot losu, który pali się swoim płomieniem.
Nie ma znaczenia nic i nikt.
Nie mogę się z tym pogodzić i walczę…..

Nie pozwolę by kiedykolwiek nie umiała spojrzeć w lustro sobie samej w moje ciemne oczy….

Mam klika bitew wygranych i przegranych.

Zmieniłam się choć los dyktował inaczej.

Obłudę i kłamstwo zamieniłam na szczerość i prawdę.
Pychę na skruchę.
A strach na napady głupoty….

Chcę by każdy rozmwiając ze mną i przebywając wiedział co mówię i kim jestem.

Fakt, zdarza się że odbiór jest nieczytelny, ale PRACUJE NAD TYM.

Nie wrócę do poprzednich ciemnych oczy przepełnionych słodkim kłamstwem, pewności działań zatopionych w chamstwie pewności siebie.
Chcę czuć wolność, piękno życia a nie będzie go, jeśli nie bedę dążyć do tego i udoskonalać siebie, bliskich, znajomych.

Teraz mialam taki już moment że odpuściłam swoja drogę i usłyszałam kilka słów zimnej prawdy od koleżanki z pracy.:)

Miała rację ……. przykre ale prawdziwe.

Sztuką jest usłyszeć prawde i ją zrozumieć !!!

A ja znowu wygrywam z „marionetkowaniem”
poprzez zrozumienie i odszukania planu działania.

Nie można odpuścić nawet na moment bo z tego robi sie chwila, godzina, dzień, tydzień itd….

A Tobie jest wygodnie, łatwo i uciekasz, co jest ograniczeniem wolności….

Nie !!! Będe dalej walczyć o siebie i o ludzi którzy zaufali mi ,,,,,,

W końcu mam jaja i nie chce ich stracić.

Nie wolno mi, bo odnalazłam w sobie wiele i nie mam prawa by się cofnąc nawet o jeden krok, bo stanę się marionetką swoje paskundego losu, który czycha na każdy moment zwątpienia.

Dlatego dziękuję osobom wokół mnie, które w stanach zagrożEnia, swoimi słowami zimnymi od prawdy BUDZA
MNIE !!!

Oby każdy z was znalazł siłe by kolorowe sznurki umiał zrywać i trwał w walce o wolność duszy bo wtedy tylko jesteśmy szczęśliwi a przy nas nasze otoczenie.

miłej walki z „marinonetkowanie”

O kobiecie która dała mi życie

Kiedy bym chciała jednym słowem o niej napisać: Boska.

Przeżyłaś swój los ciężko fakt staciłaś wiele snów i marzeń.
Wiesz co to porzucenie, zdrada i kłamstwo.
Odebrano ci siłe miłości już na samym początku.

Nikt ci nie pomógł, nikt Cię wsparł, każdy wolał żyć w zakłamaniu, nikt nie czuł tego co ty.

Ja też przez wiele lat nie umiałam zrozumieć twoich snów, odrzucałam Ciebie.
Zamknęłam drzwi przed twym krzykiem samotności i cierpienia. Za to przepraszam.

Teraz wiem że jestem cząstką Ciebie wspaniałej kobiety, w której teraz budzi się motyl ciepła, zrozumienia.
Kocham Cię ………

Uwierz mi iż twoja kobieca natura jest jak dla mnie nieodganięta.
Zaskakuje wielu i nie ufasz sobie, ale znalazłaś swój świat, swoje życie.
Odszukałaś w tym zakręconym życiu: SIEBIE.
Siebie a to znaczy z szarej zagubionej bez swojego zdania myszki urodziła się osoba pełna energii, zdecydowana i godna podziwu.
Chcę byś zawsza taka była, zaskakuj mnie jeszcze wiele lat…….
Kocham twoje zdecydowanie twoj głos niekiedy apodyktyczny ….

Żyj nie ograniczaj się bo nikt z naszej rodziny nie miał sił by powstać pomimo zła które było wszechoobecne w twoim życiu.

Jestem dumna że Moja Mama jest tak nieokiełzna i że choć cząstkę jej posiadłam poprzez urodzenie, niech mi mówią, masz jaja, jesteś silna jak skała a ja wiem że to dzięki Tobie.

Nauczyłaś mnie tak wiele, że sama nie wiesz ile……

Uwielbiam Ciebie Mamo i kocham ……

A stracone lata to bzdura, kiedy pomyśle o Tobie …….

twoja córka

samotność

Sama nie wiem czy boli, czy jest pięknym stanem oplatającym jak bluszcz o ile ten bluszczem nie jesr trujący!!!
Jak to jest że jesteśmy razem a czujemy samotność i chłod.
Czy to znaczy że był to błąd młodości, błąd uniesień za który płacę cenę samotności.
Winna być kochana, uwielbiana i powinnam wić się w otchłaniach spełnienia, otulać się zapachem słodkiego ciała mojego mężczyzny!?
Chyba czas na prawdę.
Mam meża ale nasze drogi są tak dalekie od siebie owiane mgłą nieufności.
Gdzieś sie zatraciliśmy …..
Zyjemy obok siebie niekiedy odkrywajac ze popatrz ja kocham cię !!!
Ale co oznaczają te słowa dla ciebie i dla mnie??
Dla mnie są one puste bez emocji ale twoje kłamstwa maja tak intensywną woń że pozwala ona kochać cię.
Dla ciebie to wygodna forma prania gotowania i fikcja życia standardu przecież każdy samiec musi mieć styl żonę i dom …..
Szkoda tylko ze to wasz zakłamany raj….
Reasumując pozwalam ci na ten zaklamany raj bo kiedyś odejdę i znajdę wolność ale na to przyjdzie czas, kocham cie

powitanie

Witam,
Chciałabym się przedstawić, jestem młoda osobą a może nie – choć mi się wydaje ze jeszcze tli się w mnie, choć trochę zaru piekna młodości:)
Siedzę i zastanawiam się po co mi blog ??
Może po to by spełnić w nim, choć namiastkę swoich marzeń……..
Zawsze chciałam opisać swoje życie, dać upust frustracją, radością i co najważniejsze mieć miejsce gdzie moje ciemne oczy mogłyby uwolnić się od kryształowych łez !!!
Bo w życiu nie wolno płakać nie wolno żalić się i nie wolno być wolnym
Przecież każdy z nas chce oglądać piękny i zadowolony świat, ale co z tego ze nasz i innych los tonie w kłamstwie i obłudzie….
Czyżby każdy z nas musiał być anonimowy by mówić, co nas irytuje, co nas boli i co przyprawia o kryształowe morze łez???
W sumie chyba tak skoro jest tyle blogów o różnych cudownych nazwach!!!
Kończę, bo musze:(